Normalna niedziela?

Hamilton, Stroll, Ocon – to nie jest „normalny” układ pierwszej trójki po sobotniej rywalizacji. Deszcz zawsze był elementem, który burzył pewien porządek i tak było również w przypadku kwalifikacji do GP Włoch. Może pomysł Ecclestone’a z wykorzystaniem sztucznego deszczu wcale nie był taki zły?

Wróćmy na ziemię. Pierwsze zdjęcia, które docierają z toru oraz prognozy na dzisiejsze popołudnie pokazują, że tor pozostanie suchy. Czy to oznacza, że jak tylko zgasną czerwone światła stawka szybko się przetasuje i ponownie czerwone bolidy przemieszają się ze srebrnymi na czele stawki? Niekoniecznie, choć wszystkie zespoły wczoraj korzystały z ustawień na suchy tor, co może oznaczać znaczne różnice w osiągach oraz że takie zespoły jak Williams wrócą tam, gdzie były przez większą część sezonu.

Kluczowe będą opony oraz ich zachowanie na zielonym torze. Po intensywnych opadach wszelkie fragmenty gumy zostały całkowicie zmyte z toru, więc szczególnie podczas pierwszego przejazdu mogą pojawić się problemy z grainingiem. To z kolei może przełożyć się na długość przejazdu oraz strategię.

Stroll oraz Ocon zapisali wczoraj jedne z jaśniejszych kart w historii swojej kariery. Obaj młodzi kierowcy wykorzystali szanse, która pojawiła się na lekko przesychającej linii wyścigowej. Kiedy wszyscy spodziewali się, że tacy kierowcy jak Alonso zrobią użytek ze swojego doświadczenia, to młode strzelby wypaliły ze zdwojoną siłą. Francuz pojechał na miarę swoich możliwości oraz możliwości bolidu. W przypadku Stroll’a można odnieść wrażenie, że pojechał znacznie lepiej, niż pozwala na to forma bolidu Williamsa, ale z takim ocenami byłbym ostrożny. Już w przeszłości samochód zaprojektowany w Grove, z niewiadomych przyczyn, zmieniał się w deszczu i pozwalał na zdecydowanie więcej.

Jazda po mokrym torze z prędkością przekraczającą 300 kilometrów na godzinę wymaga ogromnej odwagi oraz umiejętności, ale charakterystyka bolidu nie jest tu bez znaczenia. Wczoraj niektóre samochody lepiej spisywały się na pełnych deszczówkach, podczas gdy pozostali kręcili swoje najlepsze czasy na oponach przejściowych. Te pierwsze szybciej się rozgrzewały, ale wymagały dużej uwagi kierowców, aby nie wypaść powyżej temperaturowego okna pracy. Opony z zielonym paskiem potrzebowały z kolei kilku kółek, aby dać kierowcom dobre czucie toru, ale szybko wychładzały się na prostej startowej, gdzie zalegało nieco więcej wody. W obu przypadkach nie były to idealne warunki pracy.

Dużą zagadką jest słabsza forma kierowców Ferrari, dla których to najważniejszy wyścig w sezonie. Na szczęście dla nich na Monzy można wyprzedzać, choć szybkie pozbycie się kierowców Williamsa oraz Force India, których bolidy są zasilane jednostkami Mercedesa, nie będzie prostym zadaniem. Jeśli nie uda się tego zrobić w bezpośredniej walce, trzeba będzie szukać rozwiązania w alei serwisowej. W takim przypadku złapanie Hamiltona może okazać się niemożliwe. Vettel nie może sobie pozwolić na dużą stratę punktów, więc wszyscy w Ferrari będą gryźli asfalt, żeby maksymalnie zmniejszyć stratę.

Wielu kierowców w dobrych samochodach startuje z końca stawki, ze względu na kary za wymianę jednostek napędowych, więc zapowiada się sporo akcji. Coś mi podpowiada, że trzeba dziś mieć oko na Ocona, ale nawet pierwszy zakręt może napisać całkiem inny scenariusz.