Mercedes 0:2 Ferrari

Bahrajn kolejny raz zgotował nam fantastyczne widowisko. Gdyby każdy wyścig był tak naszpikowany emocjami, to mówiąc obrazowo, nawet gdyby F1 była sprzedawana na drewnianym straganie na drugim końcu miasta i pakowana w szary papier, to i tak przed tym straganem rozciągałaby się długa kolejka.

Ferrari już drugi raz w tym sezonie ograło Mercedesa odważną i ryzykowną strategią, a Vettel pokazał jazdę godną czterokrotnego mistrza świata. Więcej słów komentarza na temat wyścigu w Bahrajnie znajdziecie w kolejnym wydaniu magazynu „Echa padoku”:



W komentarzu zapomniałem szczegółowo wspomnieć o problemach Ferrari w alei serwisowej, których możliwość wystąpienia sugerowałem w zapowiedzi. Sytuacja, w której kierowca dostaje zielone światło, a koło ze zużytą oponą nie zostało nawet jeszcze zdjęte, jest niezwykle dziwna. To sugeruje, że cały system może bazować na czujnikach umieszczonych w osiach lub w felgach. Kiedyś do aktywacji zielonego światła dla mechanika obsługującego podnośnik potrzebny był sygnał z czerech pistoletów (przycisk umieszczony na rękojeści) oraz sygnał wolnego toru (dodatkowy mechanik). W tym samym czasie załączane było zielone światło nad stanowiskiem dla kierowcy. Najwyraźniej nowe rozwiązanie nie jest dopracowane i uderzyło nie tylko w Haas’a, ale i w Ferrari.

Mówiłem już, że to był fantastyczny wyścig?