Czy stoper nadal będzie przyjacielem Kubicy?

„Cronometro!” – włoskie słowo oznaczające stoper przerywa chwilową ciszę w mobilnej siedzibie zespołu Renault. Na jednym ze stolików leży nieduży czarny worek, a przy stoliku siedzą Robert Kubica oraz Antonio Lobato, dziennikarz hiszpańskiej stacji laSexta. Tak zaczyna się jeden z najlepszych, jeśli nie najlepszy wywiad, jakiego polski kierowca kiedykolwiek udzielił. Uśmiechnięty, rozluźniony i skory do żartów Kubica ma za zadanie losować z worka po jednym przedmiocie i bez chwili zastanowienia mówić o pierwszych skojarzeniach związanych z tym, co właśnie trzyma w ręku.

Wszystko zaczyna się od wspomnianego stopera, który towarzyszy Robertowi od najwcześniejszych lat kariery. Polak opowiada, że najpierw widywał go w towarzystwie swojego ojca, a później dużo czasu spędzali z nim jego inżynierowie. „Czy jest twoim przyjacielem?” – przerywa Lobato. „Jeśli czas jest niski, jest przyjacielem, jeśli wysoki staje się twoim wrogiem” – odpowiada Kubica. Przez lata stoper był przyjacielem Kubicy, a ludzie, którzy uczestniczyli w jego pierwszych testach do dziś wspominają, że wielokrotnie byli świadkami czegoś niezwykłego. Dzięki tej przyjaźni Robert szybko znalazł uznanie w oczach całego padoku, czego wyrazem były kolejne kontrakty, w tym ten, który miał otworzyć przed polskim kierowcą drogę do tytułu mistrzowskiego.

Z perspektywy czasu znacznie ważniejsza zdaje się być umowa podpisana z Renault, bo to ona wystawiła przyjaźń na prawdziwą próbę. Tutaj na chwilę ponownie warto wrócić do wywiadu dla hiszpańskiej telewizji, bo Kubica wspomina w nim, że jednym z pierwszych warunków nawiązania współpracy z francuskim zespołem była możliwość rywalizacji w rajdach. Jest gdzieś w głowie każdego kibica alternatywny scenariusz, w którym Renault nie godzi się na te warunki, ale chyba nie czas już, ani miejsce, aby do tego wracać…

Po latach walki, którą najlepiej opisują trzy krótkie słowa „krew, pot i łzy” Robert wraca do ścigania na najwyższym poziomie, ale czy stoper nadal będzie jego przyjacielem? Czy lata rozłąki oraz głębokie rany, których nie jest w stanie przykryć nawet kombinezon, pozwolą, aby ten duet znowu dobrze się dogadywał? Pełną odpowiedź na to pytanie poznamy w Australii, a może nawet na starcie europejskiej części sezonu, ale dokładna analiza czasów z dwudniowych testów opon sugeruje, że Kubica nadal może liczyć na starego kumpla.

Czasy notowane przez Roberta pierwszego dnia zajęć na torze w Abu Zabi, kiedy szukano tempa kwalifikacyjnego, były konkurencyjne. Zarówno Polak, jak i jego nowy partner zespołowy prezentowali się nie gorzej niż duet, który po sezonie 2018 zrzucił kombinezony ekipy z Grove. Warto w tym miejscu dodać, że etatowi kierowcy spędzili za kółkiem samochodu Williamsa setki godzin, z kolei Robert miał niewiele okazji, żeby poczuć chemię z bolidem oraz kapryśnymi oponami Pirelli. Drugi dzień był sprawdzianem tempa wyścigowego, pełen przejazdów z dużym obciążeniem paliwem. Choć wiele polskich mediów w popołudniowych serwisach oraz artykułach wspominało o siedmiosekundowej stracie, to biorąc pod uwagę ilość paliwa w baku, tempo Kubicy było lepsze od tego, co prezentowali obaj etatowi kierowcy Williamsa w czasie niedzielnego wyścigu.

Robert wielokrotnie podkreślał, nawet w ostatnich dniach, że nie chce, aby jego przyszłe wyniki były oceniane przez pryzmat drogi, jaką przebył. Polski kierowca doskonale zdaje sobie sprawę, że kiedy ponownie znajdzie się na Albert Park, to niezwykła historia, jaką napisał swoim dotychczasowym życiem, zostanie gdzieś poza ogrodzeniem toru. Doskonale dopasowane słuchawki, które każdy kierowca ma w uszach, całkowicie odetną go od głośnych okrzyków polskich kibiców. Jedyną „osobą”, na którą wtedy będzie mógł liczyć, będzie jego włoski przyjaciel, którego zna w zasadzie od dzieciństwa – Cronometro.