Spacer po pustyni?

Wyścig w Australii miał być dla Hamiltona jak spacer po parku. Okazało się, że alternatywna strategia oraz odrobina szczęścia wystarczyły, aby w obozie Mercedesa zniknął „imprezowy” nastrój. Po kwalifikacjach w Bahrajnie, to Ferrari zdaje się być murowanym faworytem do zwycięstwa, ale określenie „spacer po pustyni” można rozumieć co najmniej na dwa sposoby.

Paradoksalnie kłopoty Hamiltona oraz Verstappena nieco komplikują pracę strategom włoskiego zespołu. Choć według Pirelli najszybszą strategią jest jazda na dwa postoje – super-miękka (15), miękka (21), miękka (21) – to wspomniani kierowcy mogą sięgnąć po alternatywny plan z jedną wizytą u mechaników. Dodatkowo Lewis zakwalifikował się do Q3 na miękkiej oponie i na niej rozpocznie rywalizację, co może pozwolić mu mocno wydłużyć pierwszy przejazd. Bolid Mercedesa notował w piątek bardzo dobre czasy na oponie pośredniej, co daje inżynierom niemieckiego zespołu dość szerokie pole do popisu.

Ferrari będzie musiało zatroszczyć się o Bottasa i Ricciardo, a jednocześnie mieć oko na poczynania Hamiltona i Verstappena. To nie będzie łatwe, bo trzy czołowe bolidy prezentują w Bahrajnie bardzo zbliżone tempo wyścigowe i niewielką przewagę, szczególnie w zakrętach, zdaje się mieć Red Bull. Szansa na wyjazd samochodu bezpieczeństwa jest niewielka (SC wyjeżdżał tylko trzy razy od 2005 roku), co oznacza, że walkę o zwycięstwo trzeba będzie rozstrzygnąć w bezpośredniej walce lub w alei serwisowej.

Mercedes nawet unikając najbardziej miękkiej mieszanki z pewnością ma obawy dotyczące tylnych opon i ich przegrzewania. Problem pojawiał się już w przeszłości i był dobrze widoczny w czasie przedsezonowych testów w Barcelonie. Jeśli pojawi się blistering w takiej formie, jak można było zaobserwować na Circuit de Cataluny’a, to o walce o zwycięstwo będzie można zapomnieć. W tym kontekście decyzja Pirelli o zmianie konstrukcji opon używanych w czasie kilku wyścigów, zaakceptowana przez FIA, może mieć ogromne znaczenie i wpływ na wynik rywalizacji w tym sezonie.

Dla Ferrari to nie był również weekend wolny od kłopotów. Po problemach z luźną aerodynamiką i elektryką w bolidzie Vettela, najpoważniejszym zagrożeniem wydaje się być duży apetyt czerwonych bolidów na paliwo. Podczas zimowych testów wyliczono, że różnica na pełnym dystansie wyścigu może wynosić nawet 10 kilogramów na korzyść Mercedesa. To może oznaczać potrzebę oszczędzania, w czasie gdy rywale będą mogli korzystać z pełnej mocy.

Duża pułapka może czyhać na kierowców Ferrari również w alei serwisowej. Piątkowe problemy Raikkonena z niedokręconym kołem przeszły w zasadzie bez echa, ale cała sprawa ma nieco szerszy kontekst. Haas, który zaliczył podwójną dyskwalifikację w Australii, korzysta z osi, nakrętek oraz pistoletów pneumatycznych dostarczonych i używanych przez Ferrari. Jeśli dodamy do tego, że w wszystkich trzech przypadkach doszło do złego nakręcenia nakrętki na gwint, to można przypuszczać, że nie wszystko jest w rękach mechaników.

Zarówno układ na starcie, jak i charakterystyka toru, na którym można wyprzedzać (szczególnie pierwszy i czwarty zakręt) sugerują, że czeka nas dzisiaj bardzo dobre ściganie.