Gorące Spa

Lewis Hamilton zredukował stratę do Sebastiana Vettela o połowę, ale na starcie drugiej części sezonu, to Ferrari zdaje się dysponować szybszym samochodem. Spa czy Monza, to obiekty, na których przewaga mocy Mercedesa powinna zapewnić łatwy dublet, a niedzielne popołudnie napisało całkiem odmienny scenariusz. Mogło być jeszcze bardziej sensacyjnie, ale Lewis nie popełnił żadnego poważniejszego błędu, a po zjeździe samochodu bezpieczeństwa pokazał prawdziwą dojrzałość jako kierowca. Na papierze Vettel dysponował przewagą około 1,5 sekundy na okrążeniu (różnica mieszanek), ale Hamilton dokładnie widział, gdzie może zostać zaatakowany i celowo zwalniał, pozwalając rywalowi się mocno zbliżyć, aby ten w strefach ataku musiał ściągać nogę z gazu. Zwalniać, aby nie dać się wyprzedzić? Jest w tym coś z geniuszu.

Wojna technologiczna trwa

Różnice między Hamiltonem i Vettelem są niewielkie, więc zespoły robią absolutnie wszystko, ale zyskać cenne ułamki sekund. Włosi przygotowali nową wersję przedniego zawieszenia oraz znaczną aktualizację w obszarze aerodynamiki (podłoga i dyfuzor). Mówi się, że jest to próba nawiązania do pasywnych, ale niezwykle wydajnych systemów regulacji wysokości zawieszenie, których wykorzystanie zostało zakazane przed startem sezonu. Mercedes odpowiedział wprowadzając nową wersję jednostki napędowej. Czas gra tutaj kluczową rolę, bo według najnowszych ustaleń silniki wprowadzone przed wyścigiem na Monzy nadal będą mogły spalać 1,2 oleju na 100 kilometrów. Choć Toto Wolff zapewnia, że wszystkie jednostki Mercedesa (fabryczny oraz klienckie) od najbliższego weekendu będą poniżej limitu 0,9 litra, to w Maranello zawrzało, kiedy informacja wyszła na światło dzienne. Niemiecka prasa pisała nawet o złamaniu dżentelmeńskiej umowy zawartej pomiędzy czołowymi producentami, która miała dać gwarancję, że nowe generacje jednostek wejdą do użycia po Spa. To może dawać niemieckiej ekipie małą przewagę w trybie kwalifikacyjnym oraz dodatkowy litr „paliwa” do spalenia na dystansie wyścigu. Niby niewiele, ale ostatecznie może odegrać ważną rolę. Pojawiają się również wzmianki o nowej generacji paliw oraz smarów przygotowanych przez firmę Petronas.

Twój ruch Ferrari!

Według Pata Symondsa nowa jednostka wyprodukowana w Maranello będzie wyposażona w stalowe tłoki wyprodukowane w technologii druku 3D. Stalowy odlew jest zbyt ciężki, aby zastosować go w silniku z uwagi na limity wagowe. Z tego powodu stosuje się aluminium, ale ono jest kruche i podatne na uszkodzenia. Technologia druku trójwymiarowego pozwala na wykonanie równie trwałego elementu przy jednoczesnej oszczędności wagi. Mniejsze ryzyko uszkodzenia wewnętrznych elementów silnika to zielone światło dla inżynierów, aby „uderzyć” z większą mocą. Ferrari ma asa w rękawie?

Koniec filozofii Wolff’a

Filozofii Wolff’a poświęciłem dość obszerny wpisy, który mocno się zdezaktualizował w czasie wakacyjnej przerwy. Tutaj wpływ ma nie tylko walka na froncie techniczny, ale również, a może przede wszystkim, rozstawienie jednostek na polu walki. Mercedes nie może dłużej pozwolić sobie na równoległe prowadzenie dwóch kampanii. Lider może być tylko jeden i jest nim Lewis Hamilton. Niezależnie od tego, czy słaby występ Bottasa na Spa był wynikiem wewnętrznych rozmów w zespole, czy też zwykłym wypadkiem przy pracy, to sytuacja stała się klarowna. Obaj Finowie mają ważną rolę do odegrania w swoich zespołach i od ich dyspozycji oraz chęci współpracy mogą zależeć losy tytułu indywidualnego. Raikkonen nie powinien sprawiać problemów, ale postawa Bottasa jest pewną niewiadomą, podobnie jak jego niepodpisany kontrakt, który jest „finalizowany” od czerwca. Wolff mocno uciekał od odpowiedzi, gdy Ted Kravitz zapytał, czy Bottas już wie, że przez resztę sezonu będzie „tym drugim”.

Jednooki byk

Słabszą dyspozycję Bottasa oraz głupi błąd Raikkonena (całkowite zignorowanie podwójnej żółtej flagi) świetnie wykorzystał Daniel Ricciardo. Australijczyk, który nieco traci w kwalifikacjach, odzyskuje wigor w czasie wyścigu. Jego drugi przejazd oraz końcówka były bardzo szybkie, choć nie jest to jeszcze poziom Mercedesa czy Ferrari. Do tego będzie trudno dociągnąć w tym sezonie nie tylko z uwagi na braki mocy jednostki Renault, ale również problemy z nadwoziem, które były szczególnie widoczne w pierwszej fazie sezonu. W przypadku francuskiej jednostki napędowej kuleje nie tylko wydajność, ale również niezawodność. Verstappen jest wściekły i według relacji jego ojca, kwestionuje dosłownie wszystko, co robi Renault. Obaj kierowy Red Bulla mogą wkrótce znaleźć się na rynku, ale to młodszy z duetu może mocno rozglądać się za nowym pracodawcą. Niestety walka ze „skrzydłowymi” Hamiltona i Vettela, to wszystko, na co Red Bull może w tym sezonie liczyć. Jest jeszcze w kalendarzu kilka wolniejszych torów, na których bolidy z bykiem na pokrywie silnika powinny być szybkie, ale walka o zwycięstwa będzie niezwykle trudna. Nowa jednostka, po którą obaj kierowcy sięgną na Monzy może nieco pomóc, ale ścieżka dużych kroków jest już od dłuższego czasu zamknięta.

Albo Honda albo ja!

W czasie gdy Verstappen rzuca gromy na jednostkę Renault dla McLarena i Alonso to jedyne rozwiązanie, aby wspólnie wejść w kolejny sezon. Hiszpan kolejny raz wykorzystał swoje nazwisko oraz pozycję, aby zawstydzić japońskiego producenta i zmusić zespół do sięgnięcia po alternatywne rozwiązanie. Honda odpowiedziała równie mocno, twierdząc, że jednostka napędowa w samochodzie Alonso była w pełni sprawna. Niektórzy mówią o teoriach spiskowych, ale już w pierwszej połowie sezonu pojawiły się informacje, że w przypadku braku szansy na zdobycie punktów bolid z numerem 14 będzie zjeżdżał do garażu. Początkowo miało to być podyktowane chęcią oszczędzania elementów silnika, ale w tej chwili hiszpański kierowca ma to daleko… Sytuację Alonso świetnie opisał Antonio Lobato, który porównał go do bohatera filmu sensacyjnego, który w pierwszych scenach siedzi przywiązany do krzesła i jest okładany z każdej strony przez bardzo złych ludzi. Zwykle scenariusz ma na kolejnych kartach wpisany spektakularny zwrot akcji, ale życie to nie film. Niestety kolejnej części tego filmu może już nie być. Z technicznego punktu widzenia jest już bardzo późno na zmianę jednostki. Renault również broni się przed współpracą z McLarenem, a Toro Rosso nie chce słyszeć o zamianie. Sytuacja mogłaby ulec zmianie, gdyby Honda dobrowolnie zdecydowała się na wycofanie z rywalizacji, ale szefostwo japońskiego koncernu ma inne plany. McLarena zwyczajnie nie stać na zerwanie umowy (strata wsparcia oraz kary umowne) i czeka na rozwój sytuacji, ale szczerze mówiąc nie wiem na co mogą jeszcze liczyć. Cudu nie będzie.

Alonso i Williams?

Plotka o ewentualnej współpracy Alonso z ekipą z Grove odbiła się szerokim echem na Spa. Silnik Mercedesa, to coś, o czym Alonso marzy za każdym razem, gdy zamyka oczy. Niestety cała operacja wyścigowa Williamsa posypała się jak domek z kart. Ósme miejsce Massy to ogromny dar od losu, bo pakiet jako całość jest gdzieś pomiędzy McLarenem i Sauberem. Nawet Paddy Lowe rozkłada ręce i mówi, że taki stan rzeczy jest nieakceptowalny. Zatrudnienie Alonso byłoby z pewnością pozytywnym impulsem, ale Williamsa zwyczajnie na to nie stać. Nie wygląda to dobrze również z punktu widzenia Alonso. Poniewierać się gdzieś w ogonie za drobne, kiedy można otworzyć nowy rozdział kariery choćby w Indy Car? Kiepska opcja. Jeśli ten trend się utrzyma, to sezon 2017 będzie ostatnim sezonem hiszpańskiego kierowcy w serii. Pisałem o tym już wielokrotnie i kolejny raz podkreślę, że zastanawiające jest dla mnie bierna postawa Liberty Media. Utrata Alonso będzie ogromną stratą, ale znając życie, zostanie dostrzeżona dopiero, gdy taki scenariusz się zmaterializuje. Władze Indy zacierają ręce, szczególnie, że tej nocy zespół Andretti przedłużył współpracę z Hondą (tam z silnikami nie jest tak źle), a Sato odszedł, zostawiając jeden wolny fotel.

Różowe szaleństwo trwa

Mimo wcześniejszych przygód kierowcy Force India nie odpuszczają sobie nawet na milimetr. W niedzielę stracili kolejną szansę na poważny zastrzyk punktowy. Tym razem rozczarował ten bardziej doświadczony i pojawiają się głosy, że oprócz reakcji zespołu sprawie powinna się przyjrzeć FIA? Perez uważa, że Ocon przesadził pisząc, że partner z zespołu dwukrotnie próbował go zabić, ale oglądając powtórki mam nieco inne zdanie. Kiedy próbujesz przytulić bolid rywala do ściany przy dużej prędkości, to nigdy nie wiadomo, jaki może być rezultat. Kierowcy ochłonęli i zadeklarowali dalszą chęć współpracy, ale granica została przekroczona. Zespół długo bronił się przez ustawianiem kolejności bolidów na mecie, ale zarówno szef zespołu, jak i jego właściciel deklarują, że kierowcy nie dają im wyboru. Niektórzy dopatrują się drugiego dna w zaciętej rywalizacji, a ma nim być walka o fotel w zespole Renault. Rzeczywiście oba nazwiska pojawiały się w kontekście zastępstwa Palmera, ale o tym później. Na miejscu osób siedzących na pit wall zespołu Force India po drugim kontakcie poleciłbym mechanikom pozostać w garażu i zostawił na dłuższą chwilę obu kierowców na miejscach serwisowych. Może to dałoby im do myślenie, jak w bezmyślny sposób niszczą ogromną pracę całego zespołu. Punkty Ocona dobitnie pokazują, że nie nadaję się na szefa zespołu, ale mam wrażenie, że sprawa znowu się rozmydli, a kolejne incydenty są jedynie kwestią czasu. W mojej ocenie Perez oraz Ocon mogą zyskać znacznie więcej grając do jednej bramki, niż na przemian eliminując się z walki o punkty. Ogrywając Red Bulla w walce o podium konstruktorów obaj zyskaliby w oczach szefów czołowych ekip i być może nie musieliby bić się o fotel w fabrycznym, ale średnim (póki co) Renault.

Hulkenberg punktował, ale to Palmer zebrał pochwały

Nico Hulkenberg zaliczył kolejny dobry występ, pokazując, że Renault sukcesywnie pnie się do przodu. Jednak komentatorzy (szczególnie brytyjscy) wskazują, że to Palmer w ten weekend był kierowcą, który lepiej dogadywał się z samochodem. Trudno się z tym nie zgodzić, bo gdyby nie problemy techniczne, to brytyjski kierowca dopisałby mocne punkty na swoim koncie. Przerwa oraz wspięcie się na Kilimandżaro wyraźnie pomogły odnaleźć dobrą dyspozycję i jest to ważna wskazówka dla szefów Renault, aby nie rozpędzać się specjalnie przy sporządzaniu listy zastępców. Ukończenie wyścigu 18 sekund za samochodem Red Bulla to wskazówka dla francuskich inżynierów, że jest jeszcze sporo do zrobienia, szczególnie w obszarze nadwozia.

Monza zadecyduje o przyszłości Kubicy?

Weekend wyścigowy w Spa to kubeł zimnej wody dla kibiców polskiego kierowcy, a za uchwyt wspomnianego kubła pierwszy złapał Cyril Abiteboul. Po trzech dniach testowych Renault nadal nie jest pewne, czy Robert jest gotowy do tej roboty? Patrząc na ilość przejechanych kilometrów oraz tempo na długich przejazdach to brzmi jak kiepski żart – wymówka na wypadek gdyby zakontraktowali innego kierowcę. Kto obecnie jest na liście? Według Prosta priorytetem jest ściągnięcie Sainza lub Pereza, a jako „rozwiązanie zapasowe” rekomendowany jest… Buemi. Warto pamiętać, że Palmer cały czas jest w grze. To niezwykle komplikuje sytuację Kubicy w walce o fotel we francuskim bolidzie. Ze słów Marko wynika, że Monza może być kluczowa dla przyszłości Kubicy, ale nie zdradza żadnych szczegółów. Prawdopodobnie chodzi o rozmowy z Renault dotyczące zwolnienia Sainza. Zielone światło już jest, pozostaje jedynie ustalenie wysokości odstępnego. Jeśli dojdzie do porozumienia, to będziemy mieli jasność. Menadżer Kubicy mówi o innych ofertach w oraz poza serią, ale patrząc realnie Renault to jedyna rozsądna opcja dla Kubicy. Ten ostatni krok może okazać się najtrudniejszy. Dla równowagi wypada podać, że według niemieckiego SpeedWeek, Kubica ma otrzymać kolejną szansę w bolidzie w czasie pierwszego treningu w Malezji, ale żadne inne źródło nie potwierdza tych informacji.