Merci Renault

Wczorajszy test Roberta Kubicy był bez wątpienia wydarzeniem dnia dla całego motoryzacyjnego świata. Trudno się dziwić, bo kolejne informacje, które przeciekają z wypowiedzi polskiego kierowcy sugerują, że ostatnie sześć i pół roku było prawdziwym koszmarem. Z tego powodu jego wczorajszy występ należy oceniać w dwóch aspektach.

Pierwszy to ten, w którym pod rozwagę weźmiemy zakres obrażeń jakich kierowca doznał podczas wypadku. W wywiadzie dla BBC Robert przyznał, że problem nie dotyczył jedynie ręki, ale całej prawej strony, od stopy, aż do ramienia, która była połamana. Dwa lata zajęło mu przywrócenia sprawności, pozwalającej na w miarę swobodne poruszanie się. Za tym kryje się ból, pot, łzy i godziny ćwiczeń w sali rehabilitacyjnej. W tym kontekście wczorajsze wydarzenie jest małym cudem. Jazda ramię w ramię z najlepszymi atletami na świecie, nie tylko w sferze fizycznej, ale i mentalnej, to ogromny powód do dumy. Nie zapominajmy, że nowe bolidy są bardzo wymagające w obu tych aspektach – większe, szybsze i bardzo skomplikowane z punktu widzenia osoby zasiadającej w kokpicie. Robert przełamał wczoraj ostatnią barierę, dostał odpowiedź na pytania, które gdzieś jeszcze zaprzątały jego głowę i nie pozwalały mu spokojnie myśleć o powrocie. Nawet gdyby ta historia nie miała ciągu dalszego, to jest to jeden z najbardziej zaskakujących, sportowych scenariuszy w historii.

Przewróćmy stronę i spójrzmy jedynie na to, co działo się wczoraj na torze. Jak Robert wypadł na tle innych kierowców? Szósty czas i 142 okrążenia pokonane za kółkiem R.S.17, to nie jest dobry materiał na nagłówek. Ani dużo, ani szybko. Dodatkowo kilka nowych nazwisk znalazło się wyżej w zestawieniu.

Zawsze bardzo ostrożnie podchodzę do tabel testowych i na każdym kroku ostrzegam przed możliwością wyciągnięcia niewłaściwych wniosków. Zespół prowadzący testy ma łatwiej, bo posiada wiedzę oraz narzędzia, które pozwalają na dokonanie bardzo precyzyjnych porównań. Zmiana charakterystyki toru w czasie dnia, temperatura, siła i kierunek wiatru, to elementy zewnętrze, które mogą robić różnicę. Nam do porównania warunków panujących na torze posłużyć mogą jedynie czasy kierowców, którzy testowali oraz rywalizowali w czasie weekendu. Tutaj też nie jest zbyt kolorowo, bo zarówno Ferrari, jak i Williams przywiozły znaczny pakiet poprawek. Jako punkt odniesienia zostają nam dwa nazwiska: Vandoorne oraz Sainz. Wnioski? Liczby pokazują, że tor mógł być odrobinę wolniejszy, ale dla potrzeb dalszych rozważań przyjmijmy, że w czasie optymalnych warunków panujących na torze mógł być nieznacznie szybszy.

Teraz skupmy się na elementach wewnętrznych. Kluczowym jest obciążenie paliwem oraz jego zużycie. Tor na Węgrzech nie jest pod względem zużycia zbyt wymagający, więc jedynie McLaren musiał w niedzielę pilnować się paliwem. Prosta kalkulacja pokazuje, że w czasie jednego okrążenia toru Hungaroring tegoroczne bolidy zużywają około 1,47 kilograma paliwa. Każdy kilogram jest wart około 0,03 sekundy na dystansie okrążenia.

Robert ze względu na czerwoną flagę w końcowej części sesji nie wykonał przejazdu kwalifikacyjnego, a jego najlepszy czas 1:18.572 został zanotowany w czasie dłuższego przejazdu. Zostaje nam jedynie porównanie tempa wyścigowego i tutaj robi się bardzo ciekawie. Dysponując dokładnymi czasami z jednego przejazdu, który liczył dokładnie 12 okrążeń możemy pokusić się małe zestawienie. Na tej samej oponie, ze zbliżonym obciążeniem paliwem Robert Kubica notował lepsze czasy niż etatowi kierowcy w czasie niedzielnego wyścigu. Wykonanie 12 okrążeń wymaga wlania do baku minimum 20 kilogramów paliwa, choć Andrew Benson przekonuje w swoim podsumowaniu, że w czasie takich przejazdów tych kilogramów jest minimum 30.


Jeśli założymy, że tak właśnie było oraz dołożymy do tego fakt, że Renault chciało mieć materiał porównawczy, to powyższy obrazek pozwala przypuszczać, że symulowano moment wyścigu tuż po wizycie w alei serwisowej (około 1/3 paliwa w baku i nowe opony). To pokazuje, że Kubica w trybie wyścigowym był nie tylko szybszy od obu kierowców etatowych, ale również jego jazda była bardzo równa.

Można zadać pytanie, czy to możliwe, że Robert Kubica jechał tempem zbliżonym do Vettela czy Bottasa? W bolidzie Renault? To możliwe, bo trzeba pamiętać, że Vettel kontrolował tempo wyścigu z uwagi na problem z kierownicą oraz w obawie o stan opon. Kierowcy jadący bezpośrednio za nim musieli dostosować swoje tempo, bo o wyprzedzaniu na tym torze, nie mając 1,5 sekundy przewagi na okrążeniu, można zapomnieć. Verstappen goniąc czołową czwórkę pokazał, że tego dnia można było pojechać znacznie szybciej. Tempo czołówki mogło być nawet o sekundę lepsze, a to przecież przepaść.

Wyścig to nie test, więc na czasy notowane przez kierowców wpływ mają jeszcze czynniki związane z ruchem na torze. Podczas testu jest nieco łatwiej, co nie zmienia faktu, że trzeba mocno popracować na dobry i równy wynik.

Jeden z redaktorów serwisu Autosport przewrotnie zapytał na Twitterze po kilku godzinach testu „Czy Kubica jest już mistrzem świata?”. Balon jest napompowany do granic możliwości, ale w mojej ocenie cały entuzjazm związany z powrotem Kubicy jest w pełni uzasadniony. Powyższe zastawienie plus analiza pokazują, że podczas pierwszego kontaktu z nowym bolidem, po sześciu latach przerwy, Robert jest w stanie pojechać tempem zbliżonym do Hulkenberga. Przy obecnej formie samochodu Renault taka jazda oznacza pewne punktu w każdym wyścigu. Jeśli dodamy do tego dodatkowe kilkanaście godzin w spędzonych w bolidzie, możliwość ustawienia samochodu w taki sposób, jaki daje kierowcy najlepsze odczucia, to otrzymamy sport potencjał do zagospodarowania. To był tylko jeden dzień.

Wczorajszy występ Kubicy i niezwykle równe czasy na stoperze momentalnie przywiały wspomnienia z przygotowań Fernando Alonso do występu w Indy500. Każdy kontakt z nieznanym dotąd samochodem pozwalał urywać kolejne części sekundy i mam wrażenie, że podobnie będzie z Robertem, jeśli otrzyma szansę. W końcu stwierdzenie, że obaj są ulepieni z tej samej gliny nie jest przypadkowe.

Wszyscy zastanawiają się co będzie dalej. Jeszcze przed oficjalnym ogłoszeniem udziału Kubicy w teście, z wiarygodnego źródła usłyszałem, że sekretny plan Renault, ma zdecydowanie więcej punktów niż dwa (test i udział w wyścigu). Co to oznacza? Zanim polski kierowca pojawi się w fotelu wyścigowym obie strony mogą chcieć dać sobie jeszcze nieco czasu. Występ na Spa czy Monzy? Możliwe, ale jedynie w czasie piątkowego treningu. O chęci pójścia tą ścieżką mogą również świadczyć słowa Roberta, który przyznał, że w sferze fizycznej nie ma problemów, ale mentalnie musi sobie wszystko poukładać – poustalać priorytety. Dodatkowy czas spędzony w bolidzie, bez ciążącej na nim presji wyniku, z pewnością pomógłby utrwalić pewne zachowania. To trochę jak w szkole – trudno jest rozwiązywać równania, kiedy nie zna się dobrze tabliczki mnożenia.

Robert jest super i jest bohaterem, ale jak samo podkreśla jest tylko człowiekiem. Oczekujmy od niego wielkich rzeczy, ale jeśli tego potrzebuje lub sytuacja wymaga, to dajmy mu tyle czasu, ile będzie potrzeba. Na koniec warto, w ślad za kibicami obecnymi na torze, powiedzieć „Merci Renault”.