O halo – czyli po co ten pośpiech?

„Halo” w słuchawce, to jedna z najgorszych rzeczy, jaka może się przytrafić w trakcie urlopu. Kiedy już padło, trudno się rozłączyć i udawać, że nic się nie stało. Siadając do tego wpisu nie miałem okazji zapoznać się z opinią środowiska, ale pobieżne przejrzenie wpisów na portalach społecznościowych pozwoliło mi zauważyć, że decyzja FIA spotkała się z dużym niezadowoleniem.

Nie mam cienia wątpliwości, że bezpieczeństwo kierowcy i podnoszenie standardów ochrony powinno być jednym z priorytetów prac federacji. Proces, który został zapoczątkowany jakiś czas temu przyniósł całą masę analiz i materiału do dalszej pracy. Sprawdzono różne systemy i z dostępnych rozwiązań wybrano te, które mogły spełnić pokładane w nich oczekiwania. Wydzieliły się dwie alternatywne ścieżki – halo oraz osłona opracowana przez specjalistów Red Bulla. Pierwszy z wymienionych systemów, po testach w bolidach, zyskał priorytet, ale nie do końca wpisywał się w DNA serii. Fakt, że FIA zdecydowała się podążyć alternatywną ścieżką pokazuje, że system halo nie wypełniał wszystkich wymagań, które zostały przyjęte na początku całego procesu.

Kilka dni temu została sprawdzona alternatywa halo, osłona chroniąca kierowcę głównie przed mniejszymi obiektami. Vettel przerwał próbę systemu przed założoną liczbą okrążeń twierdząc, że widoczność na dalszym dystansie jest mocno zaburzona. Wczoraj FIA, wbrew woli zespołów (tylko Ferrari głosowało za wprowadzeniem systemu), zdecydowała się wprowadzić halo jako obowiązkowy element wyposażenia bolidu w sezonie 2018.

O co więc to całe halo? Po pierwsze system, który kilka miesięcy temu miał pewne wady, dziś (a w zasadzie przedwczoraj) został zaakceptowany przez FIA bez zastrzeżeń. Po drugie osłona sprawdzona przez Vettela mocno różniła się od rozwiązania zaprojektowanego przez specjalistów Red Bulla. Nawet testy przeprowadzone przez FIA pokazały, że sama szyba, bez odpowiednich wzmocnień i podpórek nie przejdzie próby kontaktu z większym przedmiotem. Po trzecie dlaczego opinia tylko jednego kierowcy decyduje o wyborze systemu? Czy nie warto byłoby dać podobną szansę każdemu z zespołów?

W działaniach FIA widać pośpiech i w mojej ocenie może on wynikać ze sprawy Julesa Bianchiego. Minęło właśnie dwa lata od śmierci jednego z największych młodych talentów, ale kwestia odpowiedzialności za tragiczny w skutkach wypadek nadal nie została zamknięta. Ani halo, ani inna osłona nie uchroniłyby kierowcy przed skutkami tak brutalnego zdarzenia, ale działania podjęte przez federację mogą być okolicznością łagodzącą w przypadku ewentualnego postępowania sądowego. Dla wielu osób sprawa Bianchiego jest zamknięta, ale okoliczności upadku Manora pokazały, że „coś” ciągle wisi w powietrzu. Ewentualna odpowiedzialność za śmierć kierowcy ze strony zespołu była jednym z poważnych argumentów rozważanych przez potencjalnych nabywców. Nie są to informacje wyssane z palca, ale relacja jednej z osób blisko zaangażowanej w cały proces przejęcie ekipy Manora – proces, który nie miał szczęśliwego finału.

W mojej ocenie dodatkowy rok mógłby wiele zmienić w kwestii opracowania odpowiedniego systemu. Niższe serie, które również były brane pod uwagę przy kreśleniu pierwotnych założeń lub wyścig niezaliczany do klasyfikacji mistrzostw, o którym wspomina Liberty Media, byłyby doskonałym poligonem do sprawdzenia różnych rozwiązań w bezpośredniej rywalizacji.

Jak mawiał jeden z moich nauczycieli „pośpiech wskazany przy łapaniu pcheł”…