Dodatkowe 90 dni dla Hondy? To nie ma sensu

Honda ma 90 dnia, aby przekonać McLarena do dalszej współpracy – takie słowa padły wczoraj z ust Zaka Browna. To pierwsze tak poważne ostrzeżenie z ust przedstawiciela brytyjskiego koncernu, ale czy nie jest to jedynie element przedstawienia, którego celem jest umożliwienie Hondzie wyjścia z twarzą?

Kolejne opóźnienia dotyczące wprowadzenia poprawek pokazują, że Sakura nadal nie jest pewna możliwości nowej wersji jednostki napędowej. Jednym słowem „nic nowego”. Czy to może się zmienić w 90 dni? Nie ma takiej możliwości, nawet jeśli informacje o zewnętrznych doradcach i transferze technologicznym są prawdziwe.

Według wyliczeń Andrew Bensona Honda traci do Mercedesa około 120 koni mechanicznych. W teorii nowa specyfikacja przygotowana przez japońskiego producenta powinna skrócić ten dystans do około 40 koni. Ciągle jest to znaczna liczba, ale warto pamiętać, że kluczowym problemem był brak niezawodności, który był wynikiem błędy projektowego (łożyska na łączeniu turbiny z wałem).

Tutaj nie ma złotego środka, a wspomniane trzy miesiące nic nie zmienią. Realnie Honda może zrobić duży krok naprzód podczas zimy, a o tym jak duży on będzie przekonamy się w czasie przedsezonowych testów. Obawiam się jednak, że projekt inżynierów nie będzie już wówczas zamontowany pod poszyciem bolidu McLarena.

Kolejne 90 dni oczekiwania na cud nie mają również sensu z punktu widzenia przygotowań do kolejnego sezonu. Prace projektowe nad przyszłorocznym bolidem już się rozpoczęły, a we wrześniu wejdą one w bardzo zaawansowaną fazę. Nie da się ich prowadzić nie znając specyfikacji jednostki napędowej, a praca dwutorowa, to ogromna strata czasu oraz trwonienie potencjału technologicznego.

W zasadzie nic się nie zmieniło od kilku miesięcy, a pisałem wówczas tak (marzec 2017):

Czas kluczowych decyzji nadszedł, a stopień trudności, nawet jak na warunki panujące w królowej sportów motorowych, jest nieprawdopodobnie wysoki. McLaren decydując się na rozstanie z Hondą ryzykuje nie tylko stratę w wymiarze wizerunkowym, ale również zafunduje sobie ogromną wyrwę w budżecie. Honda oprócz dostarczania jednostek wpłaca rocznie do kasy zespołu około sto milionów euro. Obawiam się, że Zak Brown, mimo ogromnego doświadczenia w sferze komercyjnej, nie znajdzie w ciągu kilku miesięcy sponsorów, którzy zasypią tą dziurę. To oznacza, że właściciele zespołu będą musieli dorzucić do interesu, ale ta inwestycja może w dłuższej perspektywie przynieść dobry efekt.

Wiele osób pyta dlaczego już teraz McLaren rozważa tak radykalne posunięcie. Dla osób znających realia rywalizacji to ostatni dzwonek, żeby podjąć taką decyzję. Koncepcje przyszłorocznych bolidów będą nabierały kształtów w ciągu najbliższych tygodni, a układ jednostki napędowej jest podstawową informacją, jakiej potrzebują projektanci. Teoretycznie da się rozwijać równolegle dwa projekty, ale to strata czas oraz zasobów, a jednocześnie zamknięcie wielu ścieżek rozwoju. Forma bolidu Renault (Lotusa) zaprojektowanego pod jednostkę Mercedesa i „przerobionego” w ostatniej chwili pod napęd francuskiego producenta, jest najlepszym przykładem, że półśrodki i prowizorki w tym konkurencyjnym świecie nie mają racji bytu.

BBC sugeruje, że zarząd Mercedesa jest otwarty na ponowną współpracę z zespołem z Woking. To również nie powinno dziwić, bo przyszłość niemieckiego koncernu w F1, jako zespołu fabrycznego, wygląda mgliście. Pojawia się coraz więcej sygnałów, że Mercedes może więcej wygrać wycofując się z rywalizacji będą na szczycie, niż pozostając w niej na długie lata. Dominacja nie będzie trwała wiecznie, a nawet jeśli udałoby się ją podtrzymać na kolejne sezony, to nie będzie ona już tak skutecznym narzędziem promocyjnym.

Kolejny powód, dla którego Mercedes może nie podpisać nowego porozumienia komercyjnego z serią, to zmiana właściciela oraz priorytetów przyświecających rywalizacji. Na chwilę obecną technologia szlifowana w F1 może być i jest przenoszona na grunt drogowy. Wkrótce może się to zmienić, bo przywiązanie do „cywilnej” motoryzacji jest wskazywane jako jedna z przyczyn obecnego kryzysu. Wyszukana technologia hybrydowa, ciągnie za sobą ogromne koszty, które są całkowicie nieuzasadnione z punktu widzenia atrakcyjności rywalizacji na torze. Gdyby szefostwo koncernu zdecydowało się na taki krok, to mocny McLaren z członem Mercedes w nazwie nadal będzie stwarzał wrażenie obecności niemieckiego koncernu w rywalizacji na najwyższym poziomie.

Przytoczyłem ten fragment nieprzypadkowo, bo odnosi się on również do sugestii Eddiego Jordana, o możliwym wycofaniu się Mercedesa z prowadzenia operacji wyścigowej. Trzeba ten scenariusz brać bardzo poważnie, choć nie jestem przekonany, czy może się on zrealizować już w tym roku. Wycofanie się niemieckiego koncernu do roli dostawcy jednostek napędowych oraz jednoczesne wejście w rywalizację w Formule E, to bardzo ciekawe posunięcie, szczególnie z punktu widzenia interesów koncernu.

Podsumowując, w mojej ocenie rozwód McLarena z Hondą jest już kwestią dopełnienia formalności. W przyszłym sezonie brytyjska ekipa ponownie będzie zasilana jednostkami Mercedesa, który wkrótce podziękuje za rywalizację jak zespół fabryczny i wycofa się do pozycji niezależnego dostawcy. Prawdę mówiąc taki scenariusz ma wiele mocnych punktów, niezależnie od punktu widzenia. Dla nas kibiców byłaby to bardzo dobra wiadomość.