Obraz nabiera ostrości. Tempo Ferrari jest prawdziwe

Wyniki zimowych testów to zdecydowanie za mało, aby ocenić układ sił, ale w połączeniu z wyścigami na dwóch rożnych obiektach ten obraz zaczyna się klarować. Tempo Ferrari jest prawdziwe – to pierwsze i najważniejsze stwierdzenie, jakie nasuwa się na myśl. Włoski zespół staje się realnym zagrożeniem dla Mercedesa, mimo, że W08 zdaje się być nieco z przodu, jeśli chodzi o czyste tempo wyścigowe. Dodatkowe kilogramy najwyraźniej utrudniają mechanikom niemieckiego zespołu znalezienie optymalnych ustawień, które pozwoliłyby Hamiltonowi oraz Bottasowi zaznaczyć tą przewagę na torze.

W kontekście dwóch wymienionych zespołów kształtują się też powoli role, jakie poszczególni kierowcy będą mieli do odegrania. Zarówno Raikkonen, jaki i Bottas odstają od swoich partnerów, czym sami zgłaszają swoje kandydatury do objęcia pozycji kierowcy numer dwa. Po weekendzie wyścigowym w Chinach akcje obu Finów lecą w dół i choć w przypadku Raikkonana zespół dołożył swoje pięć groszy (strategia), to Bottas popełnił błąd, który trudno byłoby wybaczyć nawet Giovinazziemu.

Vettel kontra Hamilton – ten pojedynek może całkowicie zdominować sezon. Wejść pomiędzy tę dwójkę mogą jedynie kierowcy Red Bulla, ale na to trzeba będzie poczekać co najmniej do europejskiej części sezonu. Brak docisku powoduje nie tylko gorsze właściwości jezdne w szybkich zakrętach, ale zmusza również do sięgania po alternatywne strategie po stronie opon (SS zamiast S). Red Bull już w Szanghaju dysponował sporym pakietem poprawek, ale ich pełne zrozumienie oraz ewentualne wykorzystanie, z uwagi na panujące warunki na torze, będzie możliwe dopiero w najbliższy weekend.

Oceniając niedzielne widowisko warto pamiętać, że miniony weekend na torze przebiegał według nietypowego scenariusza. Zespoły oraz kierowcy mieli zdecydowanie mniej czasu na przygotowania za co bardzo wysoką cenę zapłacił Antonio Giovinazzi. Młody kierowca, którego Ferrari przymierza do fotela w czerwonym bolidzie dwukrotnie popełnił błąd, który okazał się kosztowny dla zespołu (odbudowa bolidu) i może rzucić się dużym cieniem na przyszłość podopiecznego włoskiego zespołu. Szansą na zatarcie złego wrażenia może być występ w Bahrajnie, który prawdopodobnie jest już przesądzony, mimo informacji (mówili o tym Wolff oraz Kaltenborn) o intensywnych przygotowaniach Pascala Wehrlein’a.

Przed wyścigiem napisałem na Twitterze, że wyjątkowe okoliczności to szansa dla takich kierowców jak Verstappen czy Alonso.

Nie myliłem się. Holender kolejny raz pokazał, że czuje mokry tor jak nikt inny, szukając alternatywnych linii przejazdu. Atak po starcie, w czasie którego Verstappen zyskał aż dziewięć pozycji można oglądać do znudzenia, za każdym razem zwracając uwagę na poczynania w innym fragmencie toru.

Młody kierowca jest często porównywany do Senny, ale mimo młodego wieku ma też spokój oraz wyczucie jak Fernando Alonso. Hiszpan, mimo bardzo słabego tempa na prostych, atakował w zakrętach, ryzykując w każdym z nich nieukończenie rywalizacji. To jedyne, co mu pozostało i gdyby nie kolejne problemy z bolidem, to McLaren mógłby się cieszyć z pierwszych punktów w sezonie. Alonso zapewnia, że ukończy ten sezon z silnikiem Hondy za plecami, ale jego rozmowy z inżynierem w czasie wyścigu pokazują, jak wysoko sięgnęła jego frustracja. Hiszpan jest ostry jak brzytwa podkreślając na każdym kroku jak ogromną pracę musi wykonać, aby utrzymać samochód McLarena na torze. Ta historia gdzieś ma swój koniec, tak jak koniec ma cierpliwość Alonso.

Wyścigi w trudnych warunkach, to ogromna szansa dla zespołów środka stawki, aby sięgnąć po wynik, który na suchym torze jest praktycznie niemożliwy. Patrząc na stan toru przed startem i słuchając ostatnich wypowiedzi kierowców przed wskoczeniem do samochodów byłem zaskoczony, że tylko Sainz zdecydował się zaryzykować start na slickach. Gdyby kontrola wyścigu opóźniła start i zarządziła kolejne okrążenie formujące z powodu nietypowego (niewłaściwego) ustawienia Vettela na polach startowych, to wynik tej operacji mógłby być jeszcze lepszy. Kiedy pociąg ruszył Sainza został z tyłu jak odczepiony wagon, ale z biegiem czasu odrabiał stracone pozycje i ograł bezpośrednich rywali.

Słabą dyspozycję Williamsa, który wygląda jakby wystawił jeden bolid w tym sezonie (przepraszam fanów Stroll’a), wykorzystuje zespół Force India. Duża waga bolidu ponownie nie przeszkodziła kierowcom ekipy z Silverstone na ukończenie rywalizacji na punktowanych pozycjach. Strata Williamsa do czwartego w tabeli konstruktorów Toro Rosso to zaledwie cztery punkty, ale wkrótce takie zespoły jak Haas czy Renault również zaczną mocnej upominać się o punkty. W Grove chyba pora na męską rozmowę, z której zwolnieni powinni być jedynie mechanicy wyścigowi, którzy ponownie popisali się najszybszą zmianą.

Od zakończenia wyścigu w Chinach minęło nieco ponad 24 godziny, a już niektórzy komentatorzy starają się wykorzystać jego przebieg w dyskusji dotyczącej wyprzedzania. Obejrzeliśmy kilka błyskotliwych manewrów, ale głównym czynnikiem, który na to pozwolił była pogoda. Niedzielny wyścig powinien być oddechem w dyskusji, ale nie argumentem, aby przerywać rozmowy i utwierdzać kibiców w przekonaniu, że „może nie będzie tak źle”. Zastanawiające dla mnie są słowa Sainza, który w wywiadzie po wyścigu powiedział, że nie zamierza kłamać i przyznał wprost, że wyprzedzanie stało się trudniejsze. Czyżby kierowcy dostali jakieś wytyczne dotyczące odpowiedzi na pytania związane z wyprzedzaniem? A może zwyczajnie doszukują się w wypowiedzi Sainza drugiego dna, którego zwyczajnie tam nie ma.

Jestem ciekaw waszych ocen po dwóch pierwszych aktach i przewidywań na dalszą część sezonu.