Lub czasopisma…

„Wszystko jest kopią kopii z kopii…” – to jeden z cytatów dobrze znanych miłośnikom kina. To cytat, który idealnie opisuje główną metodą, stosowaną przez większość portali informacyjnych. Niewiele redakcji stać na produkcję, a większość jedynie kopiuje, stosując przy tym pewien rodzaj kompresji. Rzetelność nie ma dziś zbyt wielkiego znaczenia, najważniejsze, żeby być pierwszym.

Z punktu widzenia sympatyków ścigania, to co czytamy zwykle jest skrótem tłumaczenia oryginalnego tekstu. Nie ma w tym nic złego, o ile autor „kopii” zrobił to starannie. Jeśli ubrał to jeszcze w ciekawą formę i dołożył własny komentarz, to jest to jedynie z korzyścią dla czytelnika, który z takich, czy innych powodów (bariera językowa) nie może zapoznać się z oryginałem.

A co jeśli źródło jest „wadliwe”? Wtedy każda kopia, lepsza czy gorsza, powiela „ułomność” oryginału. Pewnie zastanawiacie się czy nie uderzyłem się przypadkiem w głowę, albo nie zalogowałem do niewłaściwego panelu redakcyjnego. Nie, wszystko jest na swoim na miejscu…

Pamiętacie moment, w którym doszło do przejęcia serwisu Autosport przez sieć Motorsport Network? Wspomniana sieć w krótkim czasie wykupiła również wiele innych, mniejszych serwisów oraz telewizję MotorsTV. Napisałem wtedy na Twitterze:


Powstał potwór medialny, którego odnóża sięgają bardzo daleko. To właśnie publikacje wychodzące z komputerów redakcji serwisu Motorsport, obok niemieckiego AMuS, są najczęściej powielanymi treściami w obszarze sportów motorowych. Nadal zastanawiacie się pewnie, w czym problem. Problem jest i w mojej ocenie jest on bardzo duży.

Do napisania tego tekstu skłoniła mnie jedna z wczorajszych publikacji. Serwis motorsport.com opublikował artykuł zatytułowany: „Todt: Brak wyprzedzania to cena, którą warto zapłacić za lepsze samochody w F1″ (Todt: Lack of passing a price worth paying for better F1 cars). Nagłówek jest dość szokujący, bo w połączeniu z deklaracją Todt’a, że to FIA, a nie Liberty Media, będzie ustalała zasady rywalizacji, maluje się nam dość ponury obraz rywalizacji w najbliższych latach. Lektura artykułu oraz wypowiedzi szefa federacji, które są w nim przytoczone, pokazuje nieco inny obraz, niż ten, który krzyczy z nagłówka.

Todt: „Wyprzedzanie zawsze było problemem w sportach motorowych. Pamiętam wyścigi sprzed 20 lub 30 lat, gdzie samochody na świeżych oponach były trzy do czterech sekund szybsze i nie mogły wyprzedzić samochodów na starych oponach, bo wyprzedzanie było trudne.”

„Oczywiście możemy się domyślać, że wyprzedzanie będzie trudniejsze w tym roku. Próbowaliśmy znaleźć sposoby na ułatwienie wyprzedzania poprzez DRS oraz inne technologie.”

„Może nowe regulacje uczynią wyprzedzanie trudniejszym, ale może jest to cena do zapłacenia za szersze samochody w większą ilością aerodynamiki.”

Nigdzie w przytoczonej wypowiedzi nie pojawia się określenie, że jest „to cena, którą warto zapłacić.” Dwukrotnie pojawia się również słówko „może” w wypowiedzi Todt’a. Celem tego wpisu nie jest próba obrony szefa federacji, bo on adwokata nie potrzebuje, ale pokazanie pewnego nadużycia, które w mojej ocenie nie jest przypadkowe. Nadużycia, które w ciągu ostatnich godzin zostało powielone tysiące razy i wszystko, co pozostało po nim w głowach czytelników, to nagłówek.

Na temat kształtowania opinii publicznej oraz roli mediów w tym procesie powstało wiele opracowań i nie zamierzam mocno pochylać się nad tematem. Chcę jedynie zauważyć, że sieć Motorsport Network w przeszłości współpracowała z właścicielem praw komercyjnych do serii, to ta współpraca po przejęciu przez Liberty Media jeszcze mocniej się zacieśniła. Jednym z namacalnych dowodów bliskich powiązań jest publikacja ankiety (do której wypełnienia Was mocno zachęcam), której celem jest zbadanie preferencji kibiców. Zebrane w ten sposób dane będą ciekawym materiałem do analizy przed przystąpieniem do dyskusji dotyczącej zmian kształtu rywalizacji oraz oprawy widowiska.

Historia pokazała, że konfrontacja na linii FIA – FOG (FOM) jest nieunikniona. Stawka jest wysoka, więc nie można wykluczyć, że w ruch pójdą wszystkie możliwe argumenty. Wspomniany artykuł może być swoistym prologiem. Obym się mylił…

Co na to redakcja?


Mimo, że Todt powiedział coś innego niż wynika z nagłówka, to dziennikarze, ze którymi rozmawiał „stwierdzili”, że to właśnie miał na myśli. Ocenę sytuacji oczywiście pozostawiam Wam.