Czy Hamilton upuścił piłeczkę i jak trudno będzie ją ponownie podnieść?

Lewis Hamilton upuścił piłeczkę – takim określeniem wielu brytyjskich komentatorów opisywało obecną formę brytyjskiego kierowcy. Dzięki temu Nico Rosberg był w stanie wygrać trzy pierwsze wyścigi sezonu i zameldować się na najwyższym stopniu podium po raz szósty z rzędu. Jeśli wierzyć statystykom, to niemiecki kierowca ma tytuł w kieszeni, bo historia pokazuje, że wygrana w trzech pierwszych wyścigach zawsze gwarantowała tytuł.

W końcówce poprzedniego sezonu Hamilton wyraźnie przyznawał, że zdjął nieco nogę z gazu po zagwarantowaniu sobie tytułu i oddał się innym zajęciom. Zdania na temat takiego posunięcia są podzielone, a wiele osób uważa, że mają za partnera tak pracowitego i utalentowanego kierowcę utrata koncentracji, choćby na kilka tygodni, może mieć dla Brytyjczyka poważne skutki. Są również tacy, którzy uważają, że jeśli tylko wszystkie elementy wyścigowego poukładają się dla Hamiltona we właściwy sposób, to znów zobaczymy błysk jego geniuszu.

Lewis Hamilton chce być uważany za jednego z kierowców, który talentem jest w stanie przykryć całą resztę. Chce nawiązać do legend, które po ciężkiej nocy wypijały o poranku butelkę mleka, by kilka godzin później nie zostawić rywalom na torze cienia wątpliwości, kto jest najlepszy. Pytanie brzmi tylko, czy przy tak zaawansowanych technologiach i niesamowitej konkurencji da się zastąpić godziny rozmów z inżynierami samym talentem? Do tej pory wystarczało, ale Hamilton nie może bagatelizować sytuacji, w której do walki i najwyższe pozycje wchodzą inni kierowcy.

Ferrari dojrzało do tego, by wygrywać wyścigi. Jeśli uda im się wyeliminować wszystkie problemy z niezawodnością, a nowa, mniejsza turbina zrównoważy bilans mocy, szczególnie po stronie napędu elektrycznego, to Vettel i Raikkonen będą sukcesywnie odbierać punkty Mercedesowi. Dla Hamiltona w obecnej formie to może być przekleństwem i elementem, który nie pozwoli mu nadrobić strat. W pewnych okolicznościach może też okazać się błogosławieństwem, ale Brytyjczyk musiałby wrócić do formy, w której odjeżdżał swojemu partnerowi z zespołu o dobre pół sekundy w trakcie kwalifikacji. Patrząc na pierwsze trzy wyścigi sezonu taki scenariusz jest jednak mało prawdopodobny.

Tłoczno w czołówce może się zrobić, jeśli potwierdzą się informacje, o poprawkach, jakimi od GP Kanady mają dysponować zespoły zasilane jednostkami Renault. Do 50 koni mechanicznych, które francuscy inżynierowie „odzyskali” w czasie zimowej przerwy ma być dodane kolejne 30. Wstępnie szacuje się, że taka poprawa może przełożyć się na 0,45 sekundy na okrążeniu. Jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, że Red Bull dysponuje obecnie najlepszym nadwoziem i nie ma sobie równych w wolnych zakrętach, a strata Ricciardo do Rosberga w kwalifikacjach przed GP Chin wyniosła zaledwie 0,52 sekundy, to ekipa z Milton Keynes będzie poważnym kandydatem do walki o tytuł.

To wszystko zwiastuje nam niesamowity sezon, w którym lista kandydatów do mistrzostwa będzie dłuższa niż dwa nazwiska. Interesującym wątkiem będzie również sposób, w jaki zachowa się Mercedes, kiedy jego kierowcy stracą komfort ścigania na wolnym torze. Czy będą w stanie reagować na zmiany sytuacji tak szybko, jak na przykład Red Bull to robił w poprzednich sezonach? Jak ta dobrze naoliwiona maszyna będzie funkcjonowała, kiedy bezpieczna przewaga 0,8 sekundy na okrążeniu, pozwalająca na zatroszczenie się o stan opon oraz zużycie silnika, spadnie do 0,1 – 0,2 sekundy? Błędy są w takiej sytuacji nieuniknione.