Obrazki, które na długo pozostaną w mojej pamięci

Radość i śpiew mechaników Ferrari podczas odgrywania włoskiego hymnu, smutek i skupienie na twarzach kierowców podczas ceremonii upamiętniającej śmierć Julesa Bianchiego czy tabela wyników tegorocznego GP Węgier – to obrazki, które na długo pozostaną w mojej pamięci. Wczorajszy wyścig jest również najlepszą reklamą dla serii, ale żeby była ona skuteczna musi pojawiać się na torach znacznie częściej.

Hungaroring kolejny raz dostarczył emocji na najwyższym poziomi i tym razem oprócz charakterystyki pętli pomogła również pogoda. Choć asfalt był suchy, to spadek temperatury w stosunku do dwóch poprzednich dni oraz zmiana kierunku wiatru mocno wpłynęły na formę niektórych zespołów. Dokładnie taki scenariusz przedstawił Jenson Button w rozmowie z Martinem Brundle na kilka minut przed rozpoczęciem wyścigu.

Mercedes popełnił wczoraj kilka błędów, ale głównym czynnikiem, który zadecydował o końcowym wyniku była niestabilna praca samochodu. Obaj kierowcy mieli momenty, kiedy bolid nie mógł znaleźć przyczepności, by po chwili wpaść w to właściwe okno i kręcić czasy znacznie lepsze od pozostałych.

Problemy mistrzowskiej ekipy pozwoliły zabłysnąć innym, również dzięki temu, że przewaga stajni z Brackley nie jest już tak znaczna. Rywale są w stanie utrzymać dystans, a jeśli mają w rękawie jeszcze jakiegoś asa, jak choćby dobry start, to obraz wyścigu natychmiast przybiera inny kształt. Na Węgrzech Ferrari powtórzyło to, co nie tak dawno udało się kierowcom Williams. Nie był to jednak przypadek, ale ciężka praca inżynierów, zarówno w Maranello, jak i na torze. Włoscy specjaliści poświęcili w ostatnim czasie wiele uwagi sekwencji startowej i nie ma się co dziwić, że po takim występie jak na Węgrzech Arrivabene na łamach Autosprintu żałuje, że trzeba będzie się z tym systemem rozstać.

Dzięki wygranej potyczce na starcie Vettel mógł przypomnieć sobie czasy dominacji i ze spokojem spoglądać we wsteczne lusterko, mają przed sobą pusty tor. Dobry wyścig pojechał również Raikkonen, który chcąc utrzymać posadę, musi być bliżej swojego partnera z zespołu. Gdyby nie problemy z systemem odzyskiwania energii kinetycznej Włosi świętowaliby dublet.

Niemoc Raikkonena fantastycznie wykorzystali kierowcy ze stajni Red Bulla. Hornera i spółkę warto pochwalić za strategię doboru opon oraz umiejętność ich wykorzystania. Ryzyko podjęte w trakcie kwalifikacji opłaciło się, dzięki czemu Ricciardo mógł sobie pozwolić na mocne uderzenie w drugiej części wyścigu. Wobec problemów rywali fantastyczną jazdą popisał się Max Verstappen. Młody kierowca, mimo błędu i kary przejazdu przez aleję serwisową, zdołał obronić pozycję tuż za podium. Wystarczyło zaledwie kilka godzin, aby włoska prasa posadziła Verstappena w czerwonym bolidzie, obok Sebastiana Vettela już od sezonu 2017.

Wysoko w klasyfikacji wyścigu znaleźli się kierowcy McLarena. To dowód, że druga połowa sezonu w wykonaniu stajni z Woking może wyglądać znacznie lepiej. Nawet średni, ale niezawodny samochód w rękach Alonso może być w stanie otrzeć się o podium. Przed wakacyjną przerwą to był bodziec, którego zarówno McLaren jak i Honda potrzebowały.

Niepokojące jest natomiast to, co dzieje się w zespole Force India. Samochód w specyfikacji „B” notuje bardzo ciekawe osiągi, ale dwa poważne wypadki w trakcie jednego weekendu wyścigowego mogą sugerować pewne problemy natury konstrukcyjnej lub technologicznej. Wiemy z jakim problemami borykał się zespół przed startem sezonu i pozostaje mieć nadzieję, że usterki są dziełem przypadku i nie będziemy oglądali tego typu obrazków, kiedy kolorowa karawana wróci z wakacji.

Na koniec nie mogą pozostawić bez komentarza sytuacji, która mocno mnie poruszyła. Chodzi o ceremonię, w której cały wyścigowy świat pożegnał Julesa Bianchiego i sposób, w jaki pokazał ją nasz rodzimy operator. Symboliczna minuta ciszy trwała około 180 sekund, z czego polscy kibice zobaczyli tylko połowę. Co otrzymali w zamian? Konkurs smsowy, w którym główną nagrodą był tablet. Na usta cisną mi się gorzkie słowa, ale coś mi podpowiada, że w tym momencie powinienem skończyć ten wątek. Tak się nie robi panowie, nie w takim momencie…