Pierwszy dzień pracy Trybunału Arbitrażowego nie przyniósł rozstrzygnięcia

Najwcześniej jutro, a według niektórych źródeł nawet w środę, spodziewany jest werdykt Trybunału Arbitrażowego FIA w sprawie wykluczenia Daniela Ricciardo z wyników otwierającego sezon wyścigu o GP Australii. Wczesnym przedpołudniem w Paryżu, w siedzibie FIA pojawili się nie tyko przedstawiciele federacji oraz zespołu Red Bull, ale również całkiem liczna delegacja złożona z przedstawicieli innych zespołów. Z całej reszty najbardziej zaskoczył Mercedes nie tylko ilością delegatów, ale również sugestią, że ekipa z Milton Keynes zasłużyła na większą karę aniżeli pozbawienie punktów.

Fabrice Lom przedstawił szereg materiałów, z których wynika, że Daniel Ricciardo wielokrotnie w czasie wyścigu przekroczył dopuszczalny limit przepływu 100 kilorgamów na godzinę. W ocenie eksperta FIA główną przyczyną takiego stanu rzeczy było nieuwzględnienie wartości skorygowanych, przekazanych zespołowi oraz kierowanie się własnym modelem matematycznym zamiast wykorzystania homologowanego przepływomierza, dostarczającego bezpośrednie wartości.

Red Bull zakwestionował poprawną pracę przepływomierza opierając się na dwóch sytuacjach, w których nastąpiła zmiana odczytów na urządzeniu, mimo, że żadne zmiany w ustawieniach silnika nie zostały wykonane. Pierwsza taka sytuacja miała miejsce podczas treningów przed GP Australii, druga już w jego trakcie na okrążeniu numer 37. W obu przypadkach zawyżony odczyt powinien pozwolić Ricciardo zyskać około 0,4 sekundy na okrążeniu. Jednak ani pomiar czasu, ani pomiar wartości na wylocie rury wydechowej nie potwierdzają tak dużego skoku.

Dla FIA tego typu tłumaczenia nie wystarczają, aby uznać, że dostarczony przepływomierz nie działał poprawnie. Odczyty z modelu oznaczonego symbolem FF73 skorelowano z innymi zestawami danych, zebranymi w bolidach Red Bulla w trakcie kolejnych wyścigów i zdaniem przedstawicieli federacji potwierdzają one poprawną pracę urządzenia w czasie wyścigu otwierającego tegoroczne zmagania.

Również w tej kwestii ekipa z Milton Keynes odbiła piłeczkę, sugerując, że różnica temperatur jednostek napędowych w czasie pierwszego wyścigu i kolejnych eliminacji była tak duża, że zebranych pomiarów w żaden sposób nie można ze sobą zestawiać.

Dodatkowo wyszło na jaw, że ekipa z Milton Keynes miała do dyspozycji trzeci przepływomierz (drugi założony w sobotę nie dawał żadnych sygnałów), ale nie zdecydowała się go użyć. Przedstawiciele zespołu potwierdzili, że nie było to możliwe, bo wspomniane urządzenie zostało zamontowane w zapasowym nadwoziu, odesłanym w tym czasie do bazy zespołu. Potwierdzenie znalazła również informacja, że urządzenia do pomiaru przepływu w bolidach zasilanych jednostkami Renault zostały zmodyfikowane w takim zakresie, który naruszał część odpowiedzialną za wykonanie pomiarów.

Prawnik reprezentujący ekipę mistrzów świata wraził również stanowisko, że dyrektywa techniczna nie jest prawem sama w sobie, więc jej ignorowanie nie może być uznawane za łamanie przepisów obowiązującego regulaminu. Red Bull broni stanowiska, które dopuszcza naprzemienne wykorzystywanie dwóch określonych przez regulamin metod pomiaru przepływu, czyli odczytów z przepływomierza i stosowanie modelu matematycznego do określenia przepływu.

W odpowiedzi prawnik reprezentujący FIA podkreślił, że Red Bull bardzo wybiórczo podchodzi do otrzymywanych dyrektyw technicznych. W całym postępowaniu pojawia się pewien wzorzec, pokazujący, ze ekipa mistrzów świata respektuje dokumenty otrzymywane od FIA tylko i wyłącznie w sytuacji, w której jest jej to na rękę.

Pewnym zaskoczeniem dla wszystkich była niezwykle twarda postawa Mercedesa, który popierał FIA w wielu kwestiach oraz zażądał dodatkowych sankcji dla Red Bulla. Paul Harris reprezentujący ekipę z Brackley porównał obecną sytuację do skandalu z 2005, kiedy to zespół BAR również starał się oszukać wszystkich w kwestii zużycia paliwa. Prawnik zwany potocznie „buldogiem” nie omieszkał wspomnieć, że wówczas wymierzono karę wykluczenia z trzech wyścigów. W jego ocenie zachowanie Red Bulla zasługuje na dodatkową karę, bo jest to przykład wielokrotnego ignorowania przepisów, na których straży stoi FIA.

Przedstawione powyżej informacje są jedynie rozszerzeniem dokumentacji znajdującej się w aktach sprawy. Sędzia prowadzący, rozpoczynając dzisiejsze posiedzenie, poprosił uczestników o poruszenie jedynie tych kwestii, które wymagają doprecyzowania. Mimo wszystko stawiska obu stron są dość klarowne i w obu brakuje konkretów, pozwalających jednoznacznie przesądzić losy apelacji.