Nowe nosy nadal niebezpieczne

FIA jeszcze przed rozpoczęciem zimowy testów wyraziła zaniepokojenie rozwiązaniami w obszarze nosa bolidu, jakie zostały przygotowane przez niektóre zespoły. Pojawiło się wówczas wiele spekulacji, że niektóre z nich mogą zostać zakazane, ale ponieważ wszystkie spełniają wymogi obecnego regulaminu, federacja nie miała innego wyjścia, jak tylko dopuścić je do ścigania. Problem jednak w tym, że obniżenie nosów wcale nie uczyniło bolidów bezpieczniejszymi.

Dobitnie pokazał to incydent, jaki zdarzył się podczas testów w Bahrajnie, który udało się uchwycić fotoreporterom niemieckiego serwisu Auto Motor und Sport. Czubek nosa bolidu zespołu McLaren, po kontakcie z przednim podnośnikiem w czasie operacji wymiany opon, w zasadzie przestał istnieć.

Nos MP4-29 po kolizji z podnośnikiem (fot. AMuS / @tgruener)

Zaistniała sytuacja pokazuje, że nisko zawieszony nos bolidu, który jest zwykłą wydmuszką, nie zapewnia poziomu bezpieczeństwa o jakim myśleli przedstawiciele FIA pisząc nowe zasady. Łatwo można sobie wyobrazić, że jeśli usuniemy zwisający element, który w przypadku kolizji odpadnie, to najbardziej wysunięty punkt bolidu znajdzie się na wysokości zbliżonej do nosów bolidów z zeszłorocznych konstrukcji. „Wejście innemu kierowcy na głowę jest nadal” bardzo prawdopodobne, a uszkodzenie obszaru, w którym znajduje się turbina może mieć bardzo przykre konsekwencje.

Jak zwykle diabeł tkwi w szczegółach i kolejny raz specjaliści FIA nie przewidzieli wszystkich skutków swoich działań. Określając wymagania, jakie powinien spełniać przedni element określili jedynie maksymalne opóźnienie, jakie powinien on wygenerować przy zderzeniu ze ścianą, przy określonej prędkości. Zabrakło zapisu dotyczącego opóźnienia minimalnego, co zachęciło zespoły do wykorzystania bardzo lekkich konstrukcji. Biorąc pod uwagę całą przednią strefę zderzeniową, to spełnia ona wszystkie kryteria wytrzymałości, dzięki strukturze nieco bliżej przedniej osi, pomimo faktu, że czubek można zniszczyć przy byle kontakcie.