Czy są powody do buczenia?

Buczenie podczas wywiadów udzielanych przez Sebastiana Vettela po zakończeniu wyścigów stało się już pewną tradycją w tym sezonie, podobnie jak same zwycięstwa Niemca. Trudno się nie zgodzić, choćby z Davidem Coulthardem, który w swojej ostatniej publikacji dla BBC, przekonuje, że kierowca, który w tak młodym wieku, osiągnął tak wiele, zasługuje na odrobinę więcej szacunku.

„Vettel nie jest ukochanym dzieckiem właściciela Red Bulla, Dietricha Mateschitza, czy adoptowanym synem szefa F1, Berniego Ecclestone’a. Jest indywidualistą, który był wspierany przez Red Bulla. Oni brutalnie odrzucali innych kierowców, którzy nie dopasowali się formą, gdzie jemu się to udało.”

Lista osiągnięć młodego Niemca jest rzeczywiście imponująca, dlatego długo zastanawiałem się, dlaczego kibice, tak negatywnie odbierają jego kolejne zwycięstwa. Vettel padł ofiarą okoliczności, w których się znalazł, a może sam doprowadził do sytuacji, w której ma przeciwko sobie nie tylko wszystkich na torze, ale również wielu poza nim?

W obu stwierdzeniach jest nieco prawdy i trudno powiedzieć, co bardziej kształtowało opinie kibiców. Kariera Vettela przypomina nieco ścieżkę, którą podążał również Lewis Hamilton. Obaj starannie doglądani przez swoich opiekunów, w sterylnych warunkach, dorastali do wielkich sukcesów. Brytyjczyk był w stanie przekonać do siebie większość obserwatorów, co Vettelowi nie udało się po dziś dzień i sytuacja wydaje się pogarszać.

Duży wpływ na reakcje kibiców ma fakt dominacji nad konkurencją, która utrzymuje się już czwarty sezon z rzędu. Nawet od ludzi nie interesujących się F1 słyszę często stwierdzenia typu „znowu Vettel?”. Geniusz Adriana Newey’a, poparty niesamowitymi umiejętnościami Niemca sprawił, że sport stał się w dużej mierze przewidywalny, a tego przecież kibice nie lubią. Ciągle mam w pamięci początek sezonu 2012, siedem wyścigów – siedmiu różnych zwycięzców. Lepszej reklamy chyba nie można sobie wyobrazić.

Wydaje mi się jednak, że dużą winę za całą sytuację ponosi sam kierowca i jego niedojrzałość. Żeby otrzymać szacunek, trzeba go samemu dać, a z tym Vettel ma wyraźny problem. Efekt potęguje fakt, że wokół Niemca jest wielu kierowców, którzy przez lata zapracowali sobie na szacunek kibiców. Mark Webber jest z pewnością jednym z nich. Zgrzyty pomiędzy partnerami w zespole są czymś zupełnie normalnym, a sposób, w jaki kierowcy sobie z nim radzą, może nam wiele powiedzieć o ich charakterze. Vettel rzadko w takich sytuacjach był sobą, często posiłkując się wypowiedziami, przygotowanym przez oficera prasowego. Zdarzyły mu się również małe kłamstewka, jak choćby przy aferze „multi 21″, czy przeprosiny, których, jak się potem okazało, nie było. To tylko niektóre z drobnych grzechów, których kibice szybko mu nie zapomną.

Nie zapomną również dlatego, że kierowca nie robi nic, aby ten obraz zmienić. Poza torem Vettel wydaje się być nijaki. W zestawieniu z tak mocnymi charakterami jak Raikkonen, Webber, Alonso czy Hamilton, niemiecki kierowca wygląda bardzo blado. Każdego z wymienionych możemy opisać w kilku zdaniach, o Vettelu trudno sklecić choćby jedno, opisującego go jako człowieka. Brak przeciwwagi dla obrazu egoistycznego, dążącego do sukcesu po trupach kierowcy, powoduje, że właśnie tak odbieramy Vettela.