Co kryje się za spotkaniem menadżera Alonso z Christanem Hornerem?

Weekend wyścigowy na Węgrzech był niezwykle gorący i to nie tylko ze względu wysoką temperaturę. Piątkowe spotkanie menadżera Fernando Alonso z szefem zespołu Red Bull, udokumentowane przez fotoreporterów Sport Bild, sprawiło, że padok o mało nie stanął w płomieniach. Czy po przejściu Lewisa Hamiltona do Mercedesa będziemy świadkami kolejnego sensacyjnego ruchu?

Nagłówki wielokrotnie mogą mylić i tak jest bez wątpienia w tym przypadku. Bez znajomości tła oraz okoliczności spotkania, dotarcie do sedan historii jest niezwykle trudne. Zanim wyobraźnią zaczniemy wybiegać w przyszłość, warto zadać sobie pytanie dlaczego spotkanie odbyło się na torze, a cała rozmowa rozpoczęła się w obecności mediów. Patrząc na zdjęcia opublikowane przez niemiecką gazetę trudno nie odnieść wrażenia, że fotograf został wręcz zaproszony, aby uwiecznić ten moment. Cała sytuacja mocno przypomina weekend wyścigowy w Montrealu w 2011 roku, kiedy to Lewis Hamilton spotkał się z Christianem Hornerem. Brytyjczyk pojawił się wówczas w mobilnym biurze Red Bulla bez zapowiedzi i poprosił jednego z członków obsługi o wywołanie swojego rozmówcy. Takie zachowanie nie mogło umknąć uwadze osób kręcących się po padoku i Hamilton miał tego pełną świadomość.

Scena, która rozegrała się na Węgrzech miała podobny przebieg oraz kryje za sobą bardzo zbliżoną historię. Fernando Alonso wielokrotnie próbował zmusić włoski zespół do jeszcze skuteczniejszej pracy w obszarze rozwoju bolidu, ale klasyfikacja pokazuje, że te działania nie przyniosły oczekiwanych rezultatów. Sezon wkracza w decydującą fazę i jeśli włoski zespół marzy o walce o tytuł, to musi urwać kilka dziesiątych sekundy i musi to zrobić w ciągu czterech najbliższych tygodni. Pojawienie się menadżera hiszpańskiego kierowcy w biurze największego rywala porównałbym do wielkiego kamienia, spuszczonego na głowy inżynierów pracujących w Maranello. Alonso decydując się na taki ruch naraził się z pewnością włoskim kibicom, ale nie możemy zapominać, że na szali jest jego kariera. Kontrakt z Ferrari, obowiązujący aż do 2016 roku miał dać kolejne tytuły, a póki co, jest jedynie źródłem frustracji.

Dlaczego właśnie teraz, kiedy wydaje się, że Ferrari, jak nigdy, potrzebuje jedności? Odpowiedź na to pytanie znajdziecie w wypowiedzi samego kierowcy, udzielonej stacji BBC tuż po wyścigu.

„Zawsze w sierpniu pojawiają się plotki. To dobry czas na plotki, bo przez cztery najbliższe tygodnie nie będzie wyścigu.”

Presja wywierana przez Alonso sięgnęła niewyobrażalnego dotąd poziomu. Czy Ferrari to udźwignie?

Dlaczego Horner zgodził się wziąć w tym udział? Red Bull chce Raikkonena, ale warunki postawione przez Fina są niezwykle wygórowane, w obecnej sytuacji wręcz nie do przyjęcia. Nie chodzi wcale o wynagrodzenie, które swoją drogą ma być bardzo wysokie, ale o równe traktowanie obu kierowców, zagwarantowane w kontrakcie. Raikkonen nie akceptuje fotela oznaczonego numerem dwa. Fin chce wewnętrznej rywalizacji opartej na równych zasadach, bez stosowania różnych strategii, czy podbierania przednich skrzydeł.

Szef Red Bull chciał pokazać w ten sposób, że zainteresowanie fotelem jest duże i jeśli Raikkonen nadal będzie kręcił nosem, to stajnia zasilana napojem energetycznym jest w stanie pozyskać inna grubą rybę. Znajduje to również odzwierciedlenie w słowach wypowiedzianych przez Hornera w trakcie weekendu wyścigowego w rozmowie z BBC.

„Mieliśmy już całkiem czysty obraz sytuacji, ale nagle pojawiły się inne opcje. Jesteśmy w komfortowej pozycji, nie musimy się spieszyć. Zainteresowanie fotelem jest ogromne i musimy mieć pewność, że wszystko pójdzie dobrze.”

Z drugiej strony w historię odejścia Hamiltona z McLarena też początkowo nikt nie chciał wierzyć…