Aerodynamika – największy wróg Kubicy?

Ostatnie wypowiedzi Robert Kubicy, zarówno dla włoskich, jak i brytyjskich mediów sugerują, że polski kierowca mocno zbliżył się do momentu, w którym ponownie będzie mógł usiąść za kierownicą bolidu. W styczniu, kiedy pojawiła się informacja o teście w samochodzie serii DTM napisałem:

„Wolff oprócz udziałów w HWA również pełni rolę dyrektora wykonawczego w zespole Williams, więc jeśli zdecydował się udostępnić samochód do testów, to nic nie stoi na przeszkodzie, aby Kubica mógł kontynuować rehabilitację wykorzystując symulator ekipy z Grove.”

„Nie boję się zaryzykować stwierdzenia, że jesteśmy świadkami przełomu.”

Były to przypuszczenia, co prawda poparte sprawdzonymi informacjami, ale jednak wciąż przypuszczenia. Warto pamiętać, że w przypadku Kubicy i próby przewidywania tego, co może się stać, należy być niezwykle ostrożnym. Wielokrotnie przekonaliśmy się już, że Polak zwykle jest o jeden lub dwa kroki z przodu w stosunku do tego, co wiedzą dziennikarze czy kibice. Kubica chodził o własnych siłach i prowadził prywatny samochód, kiedy wszyscy myśleliśmy, że leży w łóżku i popija kakao. Sprawdził się za kierownicą sportowego wózka, zanim ktokolwiek o tym pomyślał i spędził długie godziny w symulatorze, kiedy wielu z nas się to nawet nie śniło.

Również teraz, kiedy Robert dość powściągliwie wypowiada się o kolejnych testach, należy ostrożnie podchodzić do jego słów. Polak w wywiadzie dla stacji BBC kolejny raz podkreślił, że największym problemem na chwilę obecną jest ruchomość ręki oraz brak miejsca w kokpicie.

„Problemem w F1 jest przestrzeń. Może któregoś dnia FIA powie, że samochód powinien być 10-15 centymetrów szerszy, mogę jeździć – ale nie to nie jest tak, że rajdy są drugim wyborem.”

Pierwsze w wymienionych ograniczeń będzie niezwykle trudne do pokonania, co pokazuje długi i trudny okres rehabilitacji. Mimo wielu zabiegów, wykonanych przez najlepszych specjalistów oraz miesięcy ciężkiej pracy Kubica przyznaje, że nadal ma problemy z używaniem prawej ręki, szczególnie w życiu codziennym. Dalsze postępy są z całą pewnością możliwe, szczególnie, że Polak wrócił do naturalnego środowiska, w którym przebywał przez lata, jednak nawet sam kierowca nie jest w stanie przewidzieć czy jest to kwestią dni, miesięcy czy może lat.

Ułożenie kierowcy w bolidzie (fot. Renault Sport F1)

Teoretycznie istnieje jeszcze jedna droga, która może umożliwić Kubicy powrót do kokpitu – zwiększenie przestrzeni w kokpicie. Polak w swojej wypowiedzi sugeruje, że jedynie zmiana przepisów mogłaby otworzyć taka szansę. Dodatkowe 10 czy 15 centymetrów załatwiłoby sprawę. Czy jest jakakolwiek nadzieja, że tak się stanie w najbliższym czasie, skoro zestaw reguł na kilka najbliższych sezonów został już określony? A może wcale taka zmiana nie jest potrzebna i Kubica nie musi czekać na zielone światło od Whitinga, które jak pokazała afera testowa, niewiele znaczy?

Nękany wątpliwościami postanowiłem sprawdzić, jak mocno przepisy ograniczają wielkość kokpitu. Nie ma chyba bardziej kompetentnej osoby, w temacie regulaminu technicznego, niż ekspert magazynu Autosport, Craig Scarborough.

„Duża część wymiarów nadwozia jest ściśle określona przez przepisy. [W okolicy ramion kierowcy] jest już zaskakująco dużo miejsca, nadwozie jest szersze w tym obszarze niż musi być. Jednak jest możliwe poszerzenie go jeszcze bardziej, bez dużego zakłócenia aerodynamiki.”

Okazuje, się, że to nie przepisy, ale wymogi aerodynamiczne zmuszają inżynierów do budowania tak ciasnych i wąskich monokoków. Mówi o tym również Aldo Costa, główny inżynier zespołu Mercedes, w jednym z materiałów przygotowanych przez niemiecki zespół:

„Dzisiaj każdy z zespołów buduje swój własny monokok ściśle według specyfikacji. Projektujemy je, aby dokładnie pasowały do rozmiaru naszych kierowców, ponieważ z powodów aerodynamicznych chcemy, aby było one jak najwęższe.”

Teoretycznie, biorąc pod uwagę obowiązujące regulacje techniczne, nic nie stoi na przeszkodzie, aby pozostawić w kokpicie nieco więcej miejsca dla kierowcy. Ważne jednak jest, aby zmiana została wprowadzona na etapie projektu, bo późniejsze modyfikacje nie będą możliwe.

Monokok, jego kształt oraz pozycja kierowcy jest wielokrotnie sprawdzania w czasie tzw. pasowania na długo zanim elementy pierwszego nadwozia opuszczą dział produkcyjny. James Allen poświęcił operacji „pasowania” do nowego bolidu jeden ze swoich materiałów.



W powyższym materiale warto zauważyć, że Lewis Hamilton, mimo braku jakichkolwiek ograniczeń, zaznacza obszary w których należy dokonać zmian. Wielkość i kształt kokpitu jest zawsze pewnym kompromisem, uwzględniającym informację zwrotną otrzymaną od kierowcy.

Pojawia się pytanie, czy którykolwiek z zespołów będzie chciał podjąć takie ryzyko i projektując bolid na sezon 2014 lub 2015 uwzględnił lub uwzględni te specyficzne wymagania polskiego kierowcy? Kubica jest ciągle mocną postacią w sportach motorowych i chyba nie ma zespołu, który śledziłby jego poczyń na trasach rajdowych. Magazyn Sports Pro wspólnie z Eurosportem przygotował listę 50 najbardziej wartościowych sportowców z marketingowego punktu widzenia i polski kierowca znalazł się na 49 miejscu tego zestawienia. Powód? Jego powrót do F1 byłby niesamowitym wydarzeniem i zamknięciem pewnego, bardzo trudnego rozdziału w sportowej karierze. To pozwala sądzić, że nie tylko grube ryby, ale również zespoły ze środka stawki mogą czynić pewne starania, aby mieć Kubicę w swoim bolidzie.

„Gdy pojawi się szansa jazdy będę miał dodatkową motywację, aby zrzucić 5-6 kilogramów nadwagi, które mam i w ciągu kilku miesięcy będę gotowy.”

Czy, aby przypadkiem powyższe słowa nie są delikatną sugestią dla zespołów, że czas na poważne rozmowy własnie nadszedł? Panowie projektanci może jednak warto zostawić te kilka centymetrów więcej, tak na wszelki wypadek…