Tajne testy – kto kłamie?

Minęło dwa dni od momentu ujawnienia faktu o tajnych testach Mercedesa i sprawa z każdą godziną wydaje się coraz bardziej zaskakująca. Osobiście ogromnie dziwi mnie sposób, w jaki uczestnicy cyklu wymieniają ze sobą informacje, dotyczące kluczowych kwestii.

Pierwsza sprawa to pozwolenie na testy. Mercedes nadal obstaje przy swoim i twierdzi, że Charlie Whiting, po konsultacji z prawnikami FIA, wydał zgodę na trzydniową współpracę z Pirelli. Lauda zapytany przez reporterów Sky, nie potwierdził, że niemiecki zespół jest w posiadaniu papierowej korespondencji w tej sprawie. Mamy uwierzyć, że w świecie F1 tak istotne sprawy załatwia się „na gębę”, podczas rozmowy przez telefon? Wygląda to niezwykle zabawnie, ale prawdopodobnie tak w tym przypadku było.

Kolejna sprawa, to propozycja testów przekazana przez Pirelli wszystkim zespołom. Paul Hembery, w rozmowie z BBC wspomina, że oferta została złożona (znowu nie znamy formy komunikacji) w zeszłym roku. Kilka zespołów, z Red Bullem na czele przyznało, że takie oferty nie otrzymało. Zdumienie może budzić wypowiedź szefa zespołu Lotus, Erica Boulliera, który stwierdził, że nie pamięta takiej oferty. Podobnie jak powyżej, każda z zainteresowanych stron, powinna po kilku minutach trzymać w ręku plik dokumentów potwierdzający lub zaprzeczający pewnym stwierdzeniom.

Przyglądając się uważnie tej sprawie trudno nie odnieść wrażenia, że któraś ze stron kłamie. Mercedes oraz Pirelli przyłapane na gorącym uczynku, a może federacja, której przedstawicielom bardzo trudno przyznać się do błędu? Każdy może mieć własne zdanie w tej sprawie, ale jedna rzecz nie ulega wątpliwości, komunikacja pomiędzy uczestnikami tego sportu pozostawia wiele do życzenia. Dlaczego nikomu nie zależy, aby pewne kwestie były regulowane w pewnie określony i poważny sposób? Może dlatego, że w razie potknięcia istnieje duża szansa, żeby się z niego wybronić…