Deszczowe, zimne i leniwe…

Po pięciu tygodniach przerwy tor Spa przywitał spragnionych adrenaliny kierowców prawdziwą ulewą oraz niską temperaturą. Momentami wydawało się, że łatwiej byłoby rozegrać mecz piłki wodnej niż wykonać okrążenie w tempie nieco lepszym od autobusu miejskiego. Najlepszym podsumowaniem dzisiejszych zajęć wydaje się być informacja przekazana mediom przez zespół Lotusa. Tłumaczenie raczej zbędne.

Podsumowanie drugiej sesji treningowej zespołu Lotus (fot. Twitter / @willbuxton)

Na szczęści oprócz dyskusji na temat biszkoptów oraz herbaty znalazło się kilka rzeczy, o których warto wspomnieć.

Zacznę może od kar, bo ich ilość, zestawiona z liczbą przejechanych kilometrów może być pewnym zaskoczeniem. Świętujący na Spa Schumacher, będzie musiał doliczyć do kosztów organizacji imprezy 2500 euro, bo na tyle sędziowie wycenili jego, niezgodny z przepisami, wjazd do alei serwisowej, podczas drugiej sesji treningowej. Utrudnione zadanie podczas niedzielnego wyścigu będzie miał Mark Webber, bo posłuszeństwa w jego bolidzie odmówiła skrzynia biegów. Jak wiadomo przedwczesna wymiana tego elementu oznacza cofniecie o pięć miejsc na starcie. Awaria, choć bez konsekwencji dopadła również Felipe Massę, który stracił silnik podczas ostatnich sekund pierwszego treningu.

W czasie przerwy dużo mówiło się na temat zaawansowanych prac zespołu McLaren nad systemem wygaszania tylnego skrzydła, podobnym do rozwiązania testowanego przez Lotusa. Tymczasem to Mercedes przywiózł na Spa gotowy projekt, który mimo okropnych warunków panujących na torze, został przetestowany. Z kolei Lotus, ze względu na bardzo małą ilość przejechanych okrążeń zdecydował, że ich „urządzenie” zadebiutuje dopiero w kolejnym wyścigu. Z zauważalnych zmian warto również wspomnieć o przemodelowanych owiewkach wokół bocznych wlotów powietrza w bolidzie McLarena.

Na koniec słowo o dzisiejszych wynikach. Nie warto sobie nimi zawracać głowy…