Walencja odczarowana

Jeden z najnudniejszych wyścigów sezonu zmienił swoje oblicze, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Walencja została odczarowana nie tylko przez wrażliwe na wszelkie zmiany opony Pirelli, ale również przez błędne decyzje kierowców i awarie bolidów. Szczególnie ten ostatni element zebrał wczoraj spore żniwo i wygląda na to, że chwalone przez wszystkich silniki Renault zaliczyły pierwsze, poważne potknięcie w tym sezonie.

Wczoraj na torze działo się tak dużo, że szczerze nie wiem od czego zacząć. W przeciwieństwie do większości podsumowań rzućmy najpierw okiem na dolną część tabeli wyników. Nazwiska takie jak Vettel, Hamilton czy Grosjean rzadko pojawiają się w tej grupie. Kierowcy bolidów napędzanych przez jednostki Renault mogą mówić o dużym pechu, bo obaj byli na pozycjach dających nadzieję na zwycięstwo w wyścigu. Vettel nie krył ogromnego rozczarowania, bo w warunkach wyścigowych jego przewaga nad konkurencją była miażdżąca. 0.3 sekundy przewagi wywalczone nad Grosjeanem w kwalifikacjach zdają się być niczym w zestawieniu z sekundą, którą Vettel zdobywał na każdym okrążeniu wyścigu. Jego przewaga, na chwilę przed pojawieniem się samochodu bezpieczeństwa, wynosiła grubo ponad dwadzieścia sekund. Vettel cisnął niesamowicie mocno, co sugeruje, że strategia była przygotowana na trzy postoje, a zadaniem Niemca było wypracowanie odpowiedniej przewagi już w pierwszej części wyścigu. Okazuje się, że nowy pakiet aerodynamiczny, który mocno przyśpieszył RB8 zdaje się mieć małą wadę – mocniej zużywa opony. Inżynierowie po treningach oraz kwalifikacjach byli tego świadomi i postanowili nie ryzykować spotkania z klifem.

Awarie w obu samochodach wyglądały bardzo podobnie i zgodnie ze słowami Christiana Hornera, ich przyczyna może być zbliżona. Inżynierowie w Viry będą mieli pełne ręce roboty, aby wyeliminować problem przed kolejnym wyścigiem. Z pierwszych doniesień wynika, że kiedy samochody musiały podążać tempem samochodu bezpieczeństwa doszło do przegrzania alternatora, co doprowadziło do jego uszkodzenia i unieruchomienia silnika. Zanim jednak do tego doszło, tempo obu kierowców było niesamowite. Wygląda na to, że zarówno inżynierowie Red Bulla, jak i Lotusa wynieśli swoje samochody na wyższy poziom, czego dowodem są również bardzo solidne występy Webbera oraz Raikkonena. Na szczególną uwagę zasługuje niesamowity start, wykonany przez Grosjeana. W pierwszej fazie udało mu się obronić przed atakiem Raikkonena, a kilka sekund później, bardzo śmiałym manewrem, pokazał Maldonado swoje tylne skrzydło.

W przypadku Hamiltona problem wydaje się być bardziej złożony. Mimo, że to walka z Maldonado „popchnęła” go w kierunku bandy okalającej tor, to należy zwrócić uwagę, że gdyby nie kolejny błąd zespołu, Brytyjczyk nigdy nie znalazłby się w takim położeniu. Zawiódł nie tylko przedni podnośnik, ale również mechanicy, którzy go obsługują. O ile zapowiedziane już przeprojektowanie podnośnika wydaje się być dość prostą operacją, o tyle kolejne zmiany personale w zespole mechaników już nie. Hamilton po wyścigu był wściekły, a obecność dwóch oficerów prasowych przy kierowcy podczas sesji wywiadów może sugerować, że nie tylko manewr Maldonado wprawił go w taki nastrój. Plotki, o chęci opuszczenia szeregów McLarena jeszcze przybiorą na sile i w tym przypadku ziarno prawdy może być wielkości arbuza. Co do manewru Pastora Maldonado, to jego wina jest bezsprzeczna. Kara dodatkowych dwudziestu sekund (przejazd przez aleję serwisową) dopisanych do końcowego rezultatu, nałożona przez sędziów wyścigowych wydaje się całkowicie zasłużona, a może nawet zbyt łagodna. Wenezuelczyk, który ostatnio wykazywał się dużą dojrzałością podczas jazdy, zrównał w dół w okolice poziomu prezentowanego przez swojego partnera z zespołu. Duże rozczarowanie, choć trzeba pamiętać, że takie błędy zdarzały się dużo bardziej doświadczonym zawodnikom (patrz: Schumacher).

Ogromy pech spotkał również kierowców zespołu Caterham. Poprawki wprowadzone w samochodzie oraz dobra strategia mogły dać pierwsze punkty dla zespołu. Na przeszkodzie stanęli kierowcy Toro Rosso. Vergne za swoje popisy i bałagan pozostawiony na torze otrzymał karę 25 tysięcy dolarów oraz cofnięcie o dziesięć pozycji na starcie kolejnego wyścigu. Warto zwrócić uwagę, że w momencie kolizji Pietrow jechał na dziesiątej pozycji i miał za sobą już trzy wizyty w alei serwisowej. Ciekawe jest, że Rosjanin mimo czterech wizyt u swoich mechaników przyjechał na metę przed Heikki Kovalainenem, który zmieniał opony tylko dwukrotnie. Żeby było jeszcze zabawniej dodam, że samochód Fina posiadał znacznie więcej poprawek, niż auto, które otrzymał do dyspozycji Rosjanin. Caterham w końcu znalazł się w pozycji, o której słyszeliśmy w opowieściach Fernandesa, jeszcze przed startem sezonu. Pokonać Ferrari – bezcenne.

Pora przejść do jaśniejszych punktów wczorajszego dnia. Skoro rozpocząłem od wywrócenia tabeli wyników do góry nogami, to czuję się w obowiązku, aby utrzymać tę kolejność. O małym zwycięstwie może mówić Bruno Senna, który po karze dla Maldonado i kilku swoich przygodach uratował jeden cenny punkt dla zespołu. Świetną dyspozycję w Walencji potwierdzili również kierowcy Force India. Zespół „skroił” dwie różne strategie, które na finiszu okazały się równie skuteczne. Hulkenberg pojechał agresywnie, ze strategią na dwa pit stopy, podczas gdy di Resta był w stanie pokonać pełny dystans wyścigu odwiedzając swoich mechaników tylko raz. Szesnaście punktów pozwoliło mocno zbliżyć się do Williamsa w klasyfikacji konstruktorów i powiększyć już dość sporą przewagę nad Toro Rosso.

Webber, który znalazł się tuż za podium, wykonał w trakcie wyścigu ogromną pracę, a awans o piętnaście pozycji pokazuje, że w samochodzie Red Bulla drzemie ogromny potencjał. Australijczyk zaprezentował fantastyczne tempo, szczególnie w drugiej części wyścigu. Po zmianie opon na 38 okrążeniu zaczął kręcić regularne czasy w granicach 1:43.500. Szybciej od Webbera (1:42.717 / 40 okrążenie) w wyścigu pojechał jedynie Roseberg (1:42,163 / 54 okrążenie), który sięgnął po nowy komplet opon na jedenaście okrążeń przed końcem wyścigu. Dobry występ oraz brak kilku kierowców z czołówki na mecie wyścigu pozwolił Webberowi wskoczyć na pozycję wicelidera klasyfikacji generalnej. Webber do Alonso traci tylko lub aż 20 punktów, a tuż za nim czają się Hamilton oraz Vettel. W tak wyrównanym sezonie każdy punkt jest na wagę złota.

Dużo pracy na torze miał również Michel Schumacher, któremu awans o dziewięć pozycji wystarczył do zdobycia najniższego stopnia podium. Po zwycięstwie Rosberga, podium Schumachera jest kolejnym krokiem, z którego zespół może być i według słów Rossa Brawna jest bardzo dumny. Dla Niemca jest to dopiero trzeci ukończony wyścig w tym sezonie i również z tego powodu szampan na podium musiał smakować wyśmienicie. Niemiec przyznał podczas konferencji po wyścigu, że ogrom pracy w końcówce wyścigu sprawił, że nie był świadomy swojej pozycji. Dane pokazują, że podobnie jak w przypadku Webbera, kluczem do dobrego wyniku było dobre i równe tempo w drugiej części wyścigu. Pomogła również strategia, bo późna zmiana, wykonana na 41 okrążeniu, dała ogromną przewagę nad kierowcami, którzy w ostatniej fazie wyścigu walczyli z kończącymi się oponami. Nie obyło się jednak bez kontrowersji. Webber, który ukończył wyścig bezpośrednio za Niemcem doniósł, że Schumacher używał systemu DRS podczas okresu żółtej flagi. Zdjęcia zdają się to potwierdzać, ale na nieszczęście dla Red Bulla regulamin nakazuje zwolnić w strefie obowiązywania żółtej flagi, co Schumacher uczynił, nie wspominając słowem o systemie DRS.

Drugie miejsce Kimiego Raikkonena można rozpatrywać zarówno w kategoriach zwycięstwa jak i porażki. Pierwsze miejsce na podium było na wyciągnięcie ręki i patrząc na przebieg całego wyścigu zaryzykuję stwierdzenie, że szansa uciekła już na czternastym okrążeniu, kiedy Fin zjechał po nowy komplet opon. Czas samej wymiany był bardzo zbliżony, do poziomu, który zaprezentowali mechanicy Ferrari, podczas postoju Fernando Alonso, a mimo to Raikkonen na okrążeniu stracił do Hiszpana aż cztery sekundy. W pierwszej chwili pomyślałem, że miało to jakiś związek z przeciągającym się pojedynkiem z Pastorem Maldonado, ale po ponownym przejrzeniu nagrania z wyścigu nie udało mi się znaleźć jednej, konkretnej przyczyny takiego obrotu sprawy. Z drugiej strony Fin pojechał bardzo mądrze, kierując się zasadą, że aby wygrać najpierw trzeba dojechać do mety. Manewry wyprzedzania wykonywane z chłodną głową i rozsądne używanie hamulca w sytuacjach na styku pokazują, że Raikkonen z samotnego jeźdźca, bez głowy, stał się graczem zespołowym. Warto odnotować, że E20 prowadzony przez Fina pozbawiony był nowego przedniego skrzydła, które zostało zastosowane w samochodzie Grosjeana.

Rzadko się zdarza, że wydarzenia po wyścigu wywołują u mnie większe bicie serca niż emocje związane z samym wyścigiem. Alonso mówił wczoraj o bardzo emocjonalnym zwycięstwie i chyba wszystkim nam się ten nastrój udzielił. Bez wątpienia Hiszpan miał sporo szczęścia, ale trzeba przyznać, że zawsze potrafi postawić się w odpowiedniej pozycji, aby wykorzystać potknięcia rywali. Po słabych kwalifikacjach Alonso pojechał bezbłędny wyścig, w którym oprócz wspomnianego wyżej szczęścia dopisało wszystko, co jest potrzebne do odniesienia zwycięstwa. Hiszpan wykonał niesamowitą pracę na pierwszych okrążeniach wyścigu. Na stracie zyskał trzy pozycje, a na trzynastym okrążeniu był już szósty pokonując wszystkich rywali w walce koło w koło. Konieczność zatrzymania samochodu na torze, tuż po przekroczeniu linii mety, była jedną z najlepszych rzeczy jaka mogła się Alonso i hiszpańskim kibicom przydarzyć. Rozentuzjazmowany tłum oszalał, kiedy Fernando Alonso rozpoczął świętowanie, nie bacząc na napięty grafik realizatorów transmisji. Rozłożenie hiszpańskiej flagi na torze oraz radosne podskoki pokazały jak nudna i pozbawiona emocji jest ta cała „procedura”, która wdrażana jest tuż po starcie wyścigu. Ręcznik, woda, czapka, zegarek… może już pora na małą zmianę. Wolne tempo samochodu medycznego, który miało dowieźć Alonso na podium tym razem wszystkim wyszło na dobre. Kończąc wpis zostawiam Was z tym, jakże pięknym obrazkiem…