Polskie forum F1 – odcinek pilotażowy

Już od dłuższego czasu chodził mi po głowie pomysł, aby zaprosić do współpracy osoby zajmujące się na co dzień tą samą tematyką i stworzyć swego rodzaju forum poświęcone F1. Założenia są proste. Dziennikarze z różnych portali dzielą się z Wami swoimi spostrzeżeniami w ważnych momentach sezonu. Każdy serwis biorący udział w forum będzie mógł zostać gospodarzem, co na pewno pozytywnie wpłynie na poziom dyskusji oraz oglądalność.

Dzisiejszy wpis jest swego rodzaju odcinkiem pilotażowym, który pokaże czy taka forma współpracy przypadnie Wam do gustu. Na moją prośbę o podsumowanie pierwszej części sezonu odpowiedziało trzy polskie serwisy oraz jeden ze znanych Wam już dziennikarzy zagranicznych. Mam nadzieję, że z czasem ta liczba wzrośnie i wspólnie stworzymy całkiem nową jakość. Dodam tylko, że strony biorące udział w przedsięwzięciu nie znały wszystkich szczegółów i również dla nich będzie to spora niespodzianka.

Z niecierpliwością czekam na wasze opinie, a wszystkich, którzy z różnych przyczyn odrzucili moje zaproszenie proszę o ponowne przemyślenie propozycji i włączenie się w dyskusję w kolejnych odsłonach. Miejsca na pewno nie zabraknie. Teraz nie pozostaje mi nic innego, jak życzyć Wam miłej lektury.

Paweł Wroniecki, redaktor naczelny serwisu f1fanclub.pl

Porównując do poprzednich sezonów, początek tego to jedna wielka niewiadoma i to z weekendu na weekend. Każdy wyscig wygrany przez innego kierowce. Na podium mielismy juz więcej różnych zawodników niż w calym zeszłym roku. Zdania typu „W F1 zawsze dominują tylko dwa, trzy zespoły” można odsunąć w zapomnienie. Trzy wyścigi wygrane przez trzech mistrzów świata, jeden pierwszym zwycięstwem Rosberga w karierze – każdy wyścig wygrany przez inny zespół.

Co do kierowców to cieszyli się anty-fani Vettela, któremu dopiero w ostatnim wyścigu udało się powrócić na pierwsze miejsce. Cieszy dobra forma Mercedesa i Lotusa. W tym pierwszym Schumacher pokazuje, że to jeszcze nie koniec jego kariery, a w drugim Raikkonen, że powrót do F1 po dwóch latach przerwy wcale nie musi być taki straszny. McLaren rozpoczął dobrze ostatnie wyścigi troszkę spuścili z tempa, ale znając Hamiltona tak łatwo nie odpuści walki o tytuł. Podsumowując, pewno nie jest to dobry sezon na tych którzy obstawiają wyniki, tak trudno trafić zwycięzcę.

Agnieszka Koszmider, redaktorka serwisu f1zone.pl.

Tegoroczny sezon Formuły 1 ma szansę przebić rok 2010, kiedy zacięta walka o tytuł mistrzowski toczyła się między kilkoma zawodnikami i rozstrzygnęła się w ostatnim wyścigu. Nie mamy swoistej powtórki z rozrywki z ubiegłego sezonu i dominacji tylko jednego zespołu. Cztery wyścigi Grand Prix za nami – i mamy czterech zwycięzców. Przyznam szczerze, że obecność nazwisk Rosberga oraz Alonso na tej liście była lekkim zaskoczeniem. Ferrari zmaga się w tym roku z ogromnymi kłopotami. Faktem jest, że Hiszpan podczas Grand Prix Malezji miał sporo szczęścia. Nico Rosberg w Chinach również (w tym przypadku bardzo dobra dyspozycja ekipy Mercedesa działała również jak idealny chwyt marketingowy).

Niespodzianek mamy coraz więcej: Sergio Perez na podium (co otworzyło Sauberowi drogę do pozyskania kolejnych sponsorów), zawodnicy ekipy Lotus po nieudanych pierwszych trzech rundach w końcu również zameldowali się na „pudle”, dobra dyspozycja ekipy Mercedesa podczas sesji kwalifikacyjnych (ogromny pech Michaela Schumachera to temat na osobną rozmowę, bo można by mówić o nim godzinami), uskrzydlony po odniesieniu zwycięstwa Nico, świetnie spisujący się McLaren, który w ostatnich dwóch wyścigach poległ przez pit-stopy, innowacyjne rozwiązanie Mercedesa budzące wiele kontrowersji…

Pytanie – czy możemy mówić tylko i wyłącznie o szczęściu i pechu zawodników? Przywykliśmy do tego, że łatwo jest powiedzieć „miał szczęście”, albo „miał pecha”… ale jeśli takie niespodzianki będą towarzyszyć nam podczas całego sezonu – a na pewno będą – to czy można powiedzieć, że cały rok był jednym wielkim „fuksem”? Za to co dzieje się obecnie na torach odpowiedzialne są cztery rzeczy: zmienione przepisy, poprawione mieszanki opon Pirelli, DRS i KERS – dokładnie w tej kolejności.

Każdy kolejny wyścig jest lepszy od poprzedniego. Liczby manewrów wyprzedzania przyprawiają o zawrót głowy. Po wprowadzeniu systemu DRS wszyscy narzekali, iż to nie jest wyprzedzanie, a jedynie mijanie pozbawione emocji i woli walki. Obecnie po połączeniu systemu DRS z KERSem i oponami Pirelli mamy niesamowite show. Opinia o ruchomym tylnym skrzydle, że wyprzedzanie przy jego pomocy jest sztuczne nie powtórzyła się już od dłuższego czasu.

O ile pierwszy wyścig w Australii wszyscy potraktowali z przymrużeniem oka, ponieważ był to pierwszy tegoroczny wyścig, który właściwie nie dał nam odpowiedzi na to, kto odrobił swoje lekcje najlepiej, a kto zawalił, o tyle po czterech wyścigach mamy emocje na miarę ostatniej rundy z 2010 roku… i co najlepsze – wciąż rosną!

Ciekawi mnie jak wypadnie w tym sezonie wyścig w Monako, który co roku jest jednym z najbardziej emocjonujących w sezonie i jak wypadnie Walencja, na której większość widzów dotychczas przysypiała… W poprzednich latach wybór najlepszego wyścigu był łatwy. Obawiam się, że w tym roku dokonanie wyboru nie będzie już takie proste…

Michał Respond, redaktor serwisu Motorsport Grand Prix

Gdybym miał krótko podsumować obecny sezon napisałbym „rewelacyjny”.

Chyba wszyscy fani czekali na ten moment, w którym skończy się zdecydowana przewaga jednej ekipy. To, co każdy kibic sportu lubi najbardziej to nieprzewidywalność wyniku – wszyscy wieszczyli, że w finale Ligi Mistrzów zagrają Real z Barceloną, a tutaj „tak się porobiło”.

Podobnie jest w świecie Królowej Wyścigów – znam wielu ludzi, którzy sympatyzują z ekipą Williamsa, Saubera czy Force India. Co z tego, skoro najpierw przez kilka lat oglądali wyścigi po to, żeby zobaczyć jak wygrywa Niemiec, a potem po to, by zobaczyć jak wygrywa…….. inny Niemiec.

W obecnym sezonie – nareszcie – doszło do zdecydowanego „spłaszczenia” stawki. Dlaczego tak się stało? Myślę, że spora w tym zasługa FIA, która doprecyzowała i uściśliła przepisy, ograniczając zespołom w znacznym stopniu rozwiązania dające przewagę techniczną. Równie ważną rolę w uatrakcyjnieniu widowiska odegrała firma Pirelli. Trzeba sporej odwagi, by reklamować swój produkt „na najdroższej tablicy reklamowej świata”, projektując go tak, by był nietrwały, niszczył się. To dzięki temu (z niewielką pomocą systemu DRS) mamy to, na co tak długo czekaliśmy: walkę „koło w koło”, zróżnicowane strategie, odważne decyzje, dzięki którym wygrywa się lub przegrywa wyścig. To dzięki temu cztery pierwsze wyścigi wygrało czterech różnych kierowców.

A skoro mowa o kierowcach: mamy „trochę starego”, „trochę młodego”… mamy takich, którzy jak Lewis lubią błyszczeć w świetle reflektorów oraz koszmar nas, dziennikarzy – Kimiego. Są świetni specjaliści od techniki, jak Fernando, którzy nadludzkimi wysiłkami wspinają się na szczyt umiejętności. Są też tacy, którzy mając do dyspozycji kompletne auto – marnują jego potencjał (choć ich kolega jest w stanie ukończyć wyścig na pierwszym miejscu).

Nie sądzę, że jest na świecie dziennikarz zajmujący się F1, który dzisiaj jest w stanie powiedzieć, kto wygra sezon. Ja dopowiem „nareszcie”! I tylko w głębi duszy mi nieco smutno, że wśród tej grupy, która walczy o tytuł, zabrakło jednego faceta…

Dimitris PAPADOPOULOS, korespondent Autosportu, GPWeek.com, GoCar.gr, f1enigma.wordpress.com

Jest to powszechny pogląd, że w pierwszych trzech wyścigach sezonu 2012 widzieliśmy prawie wszystko. Jednak od wyścigu w Barcelonie spraw powinny ulec zmianie. Nie tylko dlatego, że Barcelona jest pierwszym krokiem w rozwoju bolidów, ale również dlatego, że przeniesiemy się na bardziej tradycyjne tory.

Już nie będzie tej szalonej rotacji na podium, a sytuacja w czołówce będzie mniej lub bardziej stabilna. Kto wyjdzie z tej rywalizacji zwycięsko? Tego nikt nie wie i dlatego tak bardzo kochamy ten sport.