W sercu Maranello: symulator Ferrari

Zainspirowany wpisem na jednym z włoskich portali postanowiłem poszukać szczegółowych informacji na temat symulatora Ferrari. Wyniki moich poszukiwań są co najmniej zastanawiające. Informacji na ten temat jest bardzo niewiele zarówno w oficjalnych jak i nieoficjalnych źródłach. Nie trudno się domyślić, że jest to jedna z najpilniej strzeżonych tajemnic w Maranello. Dziś postaram się uchylić rąbka tej tajemnicy.

Symulator znajduje się w samym sercu departamentu wyścigowego Ferrari. Jest to trzypiętrowy, betonowy budynek, w którego centrum znajduje się konstrukcja nawiązująca bardziej do „Gwiezdnych Wojen” niż wyścigów na torze. Półmrok jest cechą charakterystyczną tego miejsca, bo z różnych względów zostało ono pozbawione dostępu do światła słonecznego. Praca symulatora nadzorowana jest z pokoju kontrolnego, znajdującego się na wysokości drugiego piętra. Sześć gigantycznych ramion dźwiga dwutonowa kapsułę, w której kierowca całkowicie zatapia się w wirtualnym świecie. Oprócz rozmiarów urządzenie imponuje również precyzją działania, potrafiąc oddać każdą najmniejszą nierówność toru. Ferrari budując symulator korzystało z doświadczeń firmy Moog, która jest liderem w opracowywaniu podobnych rozwiązań na potrzeby lotnictwa.

W klatce zbudowanej głównie z aluminium i materiałów kompozytowych znajduje wierna kopia wnętrza bolidu, a przed oczami kierowcy i po bokach zainstalowanych jest pięć gigantycznych ekranów. Dla pełniejszego efektu pomyślano nawet o lusterkach wstecznych. Do pełnego zanurzenia, oprócz efektów wizualnych oraz bodźców związanych z poruszaniem się platformy potrzebny jest jeszcze dźwięk. Dzięki wykorzystaniu wielokanałowego systemu stereo kierowca jest otoczony dźwiękiem, co byłoby niemożliwe w przypadku nawet najlepszych słuchawek. Moc systemu, bagatela 3500W, a cała instalacja do pracy potrzebuje 130kW.

Głową całego systemu jest wieloprocesorowy superkomputer, który przy wykorzystaniu ogromnej mocy obliczeniowej oraz pamięci RAM liczonej w dziesiątkach, a może już w setkach gigabajtów, generuje około 5GB danych każdego dnia pracy. Jest to ogromna porcja informacji, która w dalszym czasie musi zostać poddana wnikliwej analizie.



Inżynierowie Ferrari wkładają wtyczkę do gniazda zwykle około godziny dziewiątej rano, by około piętnastej dać kolosowi spokój. W tym czasie kierowcy testowi wykonują od 15 do 20 przejazdów pokonując średnio siedemdziesiąt okrążeń toru. Główny nacisk podczas prac kładziony jest na rozwój samochodu. Wyjątkiem są sytuacje, kiedy zespół przygotowuje się do wyścigu na nowym torze. Wówczas prace rozpoczynają się od przygotowania wirtualnej pętli nowego toru na podstawie zgromadzonych informacji w postaci rysunków CAD, zdjęć, a czasem nawet przy użyciu miernika laserowego.

Brak testów powoduje, że wykorzystanie tunelu aerodynamicznego oraz symulatora mają znaczenie krytyczne. Z tego względy Ferrari powołało do życia specjalną komórkę odpowiedzialną jedynie za rozwój symulatora. Urządzenie poddawane jest ciągłym modyfikacjom, mającym na celu jeszcze mocniej przybliżyć wyniki uzyskiwane w symulatorze do tego, co inżynierowie rejestrują na torze.