Problemy BBC

Poranek na wyspach zdominowała informacja o współpracy telewizji Sky z BBC przy realizacji transmisji z wyścigów F1 w kolejnych sezonach. W ostatnim czasie pojawiło się wiele plotek na temat całkowitej rezygnacji BBC z transmitowania wyścigów. Głównym powodem takich rozważań były wysokie koszty zakupu praw, realizacji transmisji, które nijak się miały do forsowanej polityki szanowania publicznego pieniądza.

Ostatecznie udało się osiągnąć kompromis, który pozwoli BBC nadal prowadzić transmisje z wyścigów, ale w nieco ograniczonej formie. Brytyjczycy będą mieli możliwość obejrzenia na żywo połowy wyścigów w otwartej (darmowej) telewizji, jednak całość będzie dostępna jedynie za pośrednictwem płatnej platformy Sky. Możecie sobie wyobrazić wściekłość brytyjskich fanów, która po niecałych 12 godzinach zaowocowała wieloma akcjami typu „no Sky”. Pierwszy powód takiego zachowania jest wręcz oczywisty. Obejrzenie całego sezonu na żywo będzie wiązało się z wydatkiem około 600 funtów. Druga sprawa, to bardzo nieprzyjemna atmosfera wokół właściciela imperium medialnego, do którego należy również telewizja Sky (afera podsłuchowa).

Pewnie zastanawiacie się dlaczego piszę o tym, co się dzieje na wyspach, skoro nie będzie to miało żadnego przełożenia na nasz polski grunt. W Polsce zainteresowanie F1 w ostatnim czasie znacznie spadło w przeciwieństwie do Wielkiej Brytanii, gdzie popularność sportu, a co za tym idzie oglądalność, w ostatnich latach rosnie. Polsat zanotował w tym sezonie spory spadek. Liczba widzów w porównaniu do poprzedniego sezonu zmniejszyła się o połowę. Mniej widzów, to mniej wpływów z reklam. Jeśli tendencja się utrzyma, to stacja może również zacząć szukać innych rozwiązań. Gdyby wyścigi odbywały się w czasie największej oglądalności, to jestem przekonany, że widzowie otwartego kanału oglądaliby je jedynie z odtworzenia. Co innego sportowy odłam stacji, który jest przecież finansowany z abonamentu.