Start na piątkę

Z dużej chmury mały deszcz. Tak najkrócej opisałbym wczorajszy wyścig. Tytułowa piątka wcale nie jest piątką z dziennika ale moją oceną wyścigu w skali od 1 do 10. Opóźniony start sezonu, kosmiczne konstrukcje oraz wypowiedzi kierowców na temat większej liczby wyprzedzeń sprawiły, że oczekiwania przed pierwszym wyścigiem były ogromne. Niestety (znowu) bezpośredniej walki na torze nie oglądaliśmy zbyt wiele. Zdecydowanie za mało by obronić system DRS, który miał przynieść prawdziwą rewolucję.

Już pierwszy wyścig pokazał, że system regulacji położenia tylnego skrzydła w żaden sposób nie wpływa na jakość widowiska. Zysk z wygaszania skrzydła jest zbyt mały by odrobić sekundową stratę na prostej start-meta. Kolejny eksperyment, który wymagał od zespołów konkretnych nakładów finansowych i nie przyniósł oczekiwanych rezultatów. Pojawiają się głosy, że może lepiej byłoby pozwolić zespołom nadal używać kanału F zmieniając jedynie sposób sterowania przepływem z „ręcznego” na elektroniczny. Przypomnę, że F-duct był aktywowany przez kierowcę, który ręką bądź nogą przytykał otwór znajdujący się w kokpicie. Zwolennicy DRS powiedzą, że trzeba jeszcze poczekać ale ja uważam, że nie ma na co. Rozwiązaniem, które poprawiłoby sytuację jest zniesienie strefy i zezwolenie na używanie systemu w dowolnym momencie ale na to raczej się nie zanosi.

Również opony Pirelli, które miały stawiać kierowców w bardzo trudnych sytuacjach i zmuszać do nieziemskich wyczynów były w Australii wyjątkowo łagodne. 35 okrążeń na miękkim zestawie opon – czy czegoś Wam to nie przypomina? Tyle właśnie przejechał na miękkich gumach debiutant Sergio Perez, któremu poświęcę nieco więcej uwagi w dalszej części wpisu. Co do nowego sposobu znakowania gum to wygląda on fantastycznie… ale tylko w momencie kiedy samochody stoją.

Pierwotnie wpis miał nosić tytuł „Przez duże P” a wszystko za sprawą Petrova i Pereza, którzy w mojej ocenie byli najjaśniejszymi punktami wczorajszego wyścigu. Petrov wykonał fenomenalną pracę na starcie. Do tego zespół dołożył dobrze przemyślaną strategię w postaci dwóch pit stopów i pierwsze podium w karierze stało się faktem. Na uwagę zasługuje równa i pewna jazda Rosjanina przez cały weekend. Tempo wyścigowe było nieco gorsze od Vettela i Hamiltona ale wystarczyło by utrzymać za sobą Alonso oraz Buttona. To dobrze rokuje przed kolejnymi wyścigami.

Słówko wyjaśnienia jeśli chodzi o Heidfelda, który przeciął linie mety wyprzedzając jedynie kierowców „nowych” zespołów. Słabe tempo wynikało przed wszystkim z uszkodzenia bolidu, do którego doszło na pierwszym okrążeniu po kontakcie z jednym z kierowców ekipy Toro Rosso. Myślę, że przy obrażeniach jakich doznał R31 ukończenie wyścigu było dużym sukcesem. Widać całkiem poszarpaną sekcję boczną a należy pamiętać, że właśnie ta część bolidu Lotus Renault w dużej mierze odpowiada za docisk z uwagi na umieszczenie tam końcówki układu wydechowego, która pośrednio zasila dyfuzor. Jeśli ktoś jeszcze nie widział to tak prezentuje się FEE bez osłony a tak cała sekcja boczna bez zamontowanego układu wydechowego.

Perez. Nazwisko godne zapamiętania. Siódma pozycja w debiutanckim występie i 35 okrążeń ma miękkim zestawie opon, który według doświadczonych kierowców wystarcza na 10 do 12 kółek. Coś niesamowitego! Cały weekend był dla młodego Meksykanina bardzo udany. Byłoby jeszcze lepiej gdyby nie inspekcja techniczna…

Tylne skrzydło C30 - powód dyskwalifikacji w GP Australii

Tylne skrzydło C30 - powód dyskwalifikacji w GP Australii (fot. Sauber F1 Team)

Dyskwalifikacja musi bardzo boleć zarówno kierowców jak również i zespołu, który stracił jakże cenne punkty w klasyfikacji konstruktorów. Dawno już nie uzbierał ich tak dużo w jednym wyścigu. Mimo wszystko Sauber może z optymizmem patrzeć w przyszłość, bo wykryte przez inspektorów FIA niezgodności w konstrukcji tylnego skrzydła (chodzi o najwyższy fragment tylnego skrzydła) nie miały żadnego wpływu na osiągi C30. Sprawa podobno nie jest jeszcze do końca rozstrzygnięta bo Sauber zapowiedział protest. Podstawą mają być metody pomiarowe, które zostały wykorzystane przez delegatów FIA podczas badania zakwestionowanego elementu. Sprawa idzie o 5 milimetrów. Młodość jest siła napędową ekipy Petera Saubera a do tego obaj kierowcy mają do siebie ogromny szacunek co możecie zobaczyć w wywiadzie udzielonym stacji BBC tuż po wyścigu. Jeszcze wtedy nie wiedzieli co ich czeka…

Teraz kilka słów należnych zwycięzcy i pierwszemu przegranemu. Zacznę od Vettela, który po raz kolejny pokazał, że czysty tor i sprawny samochód to jego recepta na zwycięstwo. Tempo Vettela (bez KERS) jest zachwycające ale z drugiej strony styl, w którym wygrywa kolejne wyścigi nieco nudny. Lekarstwem na nudę w kolejnych wyścigach może być właśnie ten drugi wspomniany na początku akapitu czyli Hamilton. To on wydaje się największym zagrożeniem dla Red Bulla zarówno w kwalifikacjach jak i w wyścigu. Strata Hamiltona w pierwszej części wyścigu była niewielka i w pewnym momencie stopniała do półtorej sekundy. Szkoda trochę, tej zerwanej podłogi bo losy wyścigu mogłyby się jeszcze odmienić.

Hamilton

Hamilton ogląda uszkodzoną podłogę w swoim MP4-26 (źródło: adamcooperf1.com)

Oprócz wyżej wspomnianych na szansę wysokie miejsce w wyścigu miał również Button ale spotkanie z Massą w zakręcie numer 12 (16 okrążenie) i kara przejazdu przez aleję serwisową skutecznie pokrzyżowały mu szyki. Dziwi mnie fakt, że tak doświadczony kierowca czeka na dyspozycje zespołu w sytuacji, co do której nie ma żadnych wątpliwości. Zdobył pozycję, używając skrótu więc musi ją oddać. Wyprzedzenie Massy, któremu kończyły się opony było jedynie kwestią czasu co chwilę później zaprezentował Alonso. Swoją drogą to „walka” kolegów z zespołu Ferrari powoli zaczyna przypominać kreskówkę.

Również dużą lekkomyślnością wykazał się „dziadek” Barrichello, który próbował wślizgnąć się Rosbergowi pod prawe ramię w momencie kiedy nie było tam dla niego miejsca. Myślę, że przy tak opóźnionych hamowaniu Rubens nie miałby szansy pokonać zakrętu bez wyjazdu poza tor nawet gdyby obok niego nie było rywala. Mimo, że Brazylijczyk to fantazja ułańska…

Poważny powód do zmartwień po GP Australii mają członkowie zespołu Williams. Ich cudowne dziecko, najmniejsza skrzynia biegów w całej historii F1 zawiodła w obu samochodach. Już podczas prezentacji pojawiły się obawy o wytrzymałość tego podzespołu ale zespół zapewniał, że symulacje wykonane w ośrodku Toyoty przy użyciu profilu toru Monza wykazały wysoką bezawaryjność. Być może uliczny tor, którego powierzchnia znacznie odbiega od typowych obiektów wyścigowych zbyt mocno „wytrzepał” skrzynię, która w pewnym momencie powiedziała stop. Na nieszczęście dla Williamsa takich wyścigów jest w kalendarzu jeszcze kilka a zmiana konstrukcji skrzyni na tym etapie wymagałaby całkowitego przeprojektowania samochodu, bo przecież właśnie wokół tego elementu powstał cały koncept.

Jestem lekko rozczarowany tempem „nowych” zespołów. Na testach wyglądało to znacznie lepiej. Żaden z kierowców HRT nie przeszedł kwalifikacji (Liuzzi potrzebował około dwóch sekund). Najlepszy z grupy „nowych” Glock Trulli stracił do zwycięzcy ponad półtorej minuty dwa okrążenia co w porównaniu z zeszłym rokiem nie wygląda najgorzej ale przyznam szczerze, że liczyłem na więcej lepszy występ. Szansa na rehabilitację już za dwa tygodnie.

Na koniec konstrukcja, która jak na warunki F1 wygląda dość prymitywnie czyli jak zrobić dobre zdjęcie bez użycia rąk…

Z niecierpliwością czekam na Wasze opinie na temat pierwszego wyścigu sezonu 2011. Poniżej mała sonda, która być może stanie się stałym elementem podsumowania. Głosować można do kolejnego wyścigu.

GP Australii 2011 w skali od 1 do 10 oceniam na:

Zobacz wyniki

Loading ... Loading ...

P.S. Zapis konferencji prasowej po wyścigu…