Mercedes zerwie kontrakt z Hamiltonem?

Największe brytyjskie serwisy sugerują, że Lewis Hamilton odpowie za wczorajsze nieposłuszeństwo wobec zespołu i zostanie zawieszony lub nawet zwolniony przed upływem aktualnego kontraktu. The Daily Mirror pisze:

„Lewis Hamilton może zostać zwolniony, po tym jak został oskarżony o nieposłuszeństwo w Abu Dhabi. Kontrakt Hamiltona kończy się w 2018 roku, ale to może nie być przeszkodą dla niemieckiego giganta, aby zakończyć go wcześniej lub zastosować karę zawieszenia na kilka wyścigów w przyszłym sezonie.”

W podobnym tonie pisze Daily Mail:

„Lewis Hamilton zaryzykował swój kontrakt wart 30 milionów funtów i teraz Mercedes może go podrzeć po tym, jak kierowca wielokrotnie zignorował zespół w kontrowersyjnym GP Abu Dhabi.”

The Guardian oraz The Telegraph podchodzą do sprawy nieco łagodniej, sugerując jedynie możliwą karę finansową lub zawieszenie. Telewizja Sky Sports przy okazji przypomina sytuację, jaka miała miejsce po tegorocznym wyścigu w Hiszpanii. Hamilton zapytany przez reportera o całą sytuację nie zaprzeczył, że był bliski rozwiązania kontraktu z zespołem.

Czy rzeczywiście sytuacja jest aż tak poważna? Wszystko zależy od tego, z jakiego punktu widzenia na to spojrzymy. Obejrzałem większość wywiadów jakich Toto Wolff oraz Niki Lauda udzielili anglojęzycznym stacjom telewizyjnym. W żadnym z nich nie pojawiły się tak mocne określenia, jakich użyła w swoich artykułach brytyjska prasa. Lauda powiedział, że oczekuje od Hamiltona jedynie wyjaśnień, co było powodem tak wolnej jazdy. Wolff był rozdarty, bo z jednej strony mógł przypuszczać, że Hamilton będzie rozgrywał ten wyścig dla siebie, a z drugiej czuł na sobie ciężar wynikający z reprezentowania marki.

Przedstawiciele Mercedesa zapowiedzieli przed wyścigiem, że nie będą interweniowali do momentu, w którym kierowcy nie przekroczą wyznaczonych zasad. W ocenie Toto Wolff’a zasady walki określone na początku sezonu obowiązują w każdym z wyścigów, również podczas takich wyścigów, jak ten w Abu Dhabi. Austriak z polskimi korzeniami obawiał się, że robiąc wyjątek zniweczy całą pracę, związaną z utrzymaniem ambicji kierowców w ryzach, która została wykonana w trakcie sezonu. Wolff wiedział, że jedyne, czym może stworzyć przeciwwagę dla aspiracji Hamiltona, jest interes zespołu i właśnie taki scenariusz został przyjęty.

Oczywiście nie była to zbyt mocna argumentacja, bo przecież Mercedes zabezpieczył tytuł w klasyfikacji konstruktorów kilka wyścigów wcześniej, a Hamilton dorzucił do tego sporą cegiełkę. Prawdopodobnie właśnie dlatego Lewis dość łatwo odmówił wykonania kolejnych poleceń. Z jego tonie można było wyczytać „zrobiłem dla was wiele, teraz robię coś dla siebie”.

Czy biorąc pod uwagę okoliczności i co ważniejsze wynik rywalizacji, Mercedes powinien drążyć temat i szukać paragrafu w kontrakcie, który pozwoli na ukaranie kierowcy? Przyszły rok to duże wyzwanie, więc może lepiej zamknąć ten rozdział i skupić się na przygotowaniach do następnego sezonu? Niemiecka marka nie poniosła żadnego uszczerbku z powodu zachowania Hamiltona. Wręcz przeciwnie, fani sportów motorowych są wdzięczni, że szefowie niemieckiej stajni zadeklarowali, że pozwolą się swoim kierowcom ścigać w tym sezonie i słowa dotrzymali. Niektórzy nawet uważają, że Mercedes interweniował zbyt mocno w ostatnim wyścigu, ale warto pamiętać, że każdy ma swój plan do wykonania i swoje priorytety.

Ważne dla mnie w ocenie sytuacji są słowa Jorge Lorenzo, który był w 2014 roku w bardzo podobnym położeniu. Hiszpański motocyklista w wywiadzie dla stacji Channel 4 stwierdził, że Hamilton wybrał jedyną możliwą ścieżkę, ale swój plan wykonał w bardzo delikatny sposób. W jego ocenie Lewis nadal z tyłu głowy miał interes zespołu oraz szacunek dla swojego partnera. W pełni podpisuję się pod tymi słowami, bo brytyjski kierowca mógł równie dobrze zaciągnąć ręczny tuż po starcie i próbować uwikłać niemieckiego kierowcę w bezpośrednią rywalizację. W sekundzie, która przez prawie cały wyścig dzieliła Hamiltona od Rosberga, mieści się szacunek dla interesu niemieckiej marki oraz partnera z zespołu. W mojej ocenie to własnie ta sekunda uchroni Hamiltona przed jakimikolwiek poważnymi konsekwencjami.

Podsumowując uważam, że nie należy spodziewać się żadnych poważnych konsekwencji ze strony zespołu. Nie wydarzy się nic, co by wykraczało poza przysłowiowe pogrożenie palcem, a może i to nie będzie miało miejsca.