Zakład przeciwko bukmacherom

Dwadzieścia wyścigów nie wystarczyło, aby wyłonić tegorocznego mistrza świata. Ostatnia runda zdecyduje o wszystkim i na wyjściu z ostatniego zakrętu Rosberg jest kilka długości samochodu przed Hamiltonem. Czy jest to bezpieczna przewaga i czy ostrożny, ale pewny styl jazdy, prezentowany przez Niemca w ostatnich wyścigach wystarczy, aby zdobyć pierwszy w karierze tytuł?

Mercedes mocno pracował, aby w decydującej części sezonu obaj kierowcy mieli wyrównane szanse. Łatwo zauważyć, że przewaga nad konkurencją zmalała, ale poprawiła się niezawodność srebrnych strzał. Przed ostatnim wyścigiem sezonu kierowcy Mercedesa mają jednak pewne 0,5 sekundy przewagi nad pozostałymi samochodami, co powinno wystarczyć, aby bolidy niemieckiego zespołu spokojnie dojechały do mety na pozycjach jeden i dwa.

Taki scenariusz, niezależnie od kolejności na mecie daje tytuł Rosbergowi, podobnie jak kolizja obu kierowców w pierwszym, drugim, czy każdym kolejnym zakręcie. Hamilton z pewnością będzie chciał uniknąć obu wymienionych rozwiązań i może próbować uwikłać partnera z zespołu w walkę z kierowcami Red Bulla i Ferrari. Biorąc pod uwagę, że Brytyjczyk nie ma nic do stracenia, możemy się spodziewać interesujących manewrów taktycznych. Tor w Abu Dhabi nie sprzyja wyprzedzaniu, więc ewentualna utrata pozycji przez Rosberga może ustawić kolejność na mecie.

Jako kibic chciałbym, żeby to Rosberg wyszedł z tej potyczki zwycięsko. Ten sezon jest jego najlepszym w karierze i pokazuje jak wiele niemiecki kierowca wyniósł z pojedynków, które przegrał w przeszłości. W bezpośredniej i twardej walce nauczył się nie odpuszczać, a do tego umiejętnie odsunął od siebie presję związaną z walką o tytuł. „Wyścig, po wyścigu…” powtarzał z uporem maniaka i to przynosiło bardzo dobre rezultaty.

Dlaczego więc intuicja podpowiada mi, że powinienem postawić w ten weekend na Hamiltona? Po pierwsze dlatego, że za każdą złotówkę bukmacherzy przy zwycięstwie Hamiltona będą musieli wypłacić cztery inne. Po drugie, bo bycie odważnym różni się od odważnej postawy, którą przyjmujemy świadomie. Rosberg mocno rozstawił łokcie w tym sezonie, ale kiedy przyszło do ostatecznej rozgrywki, to znowu przytulił je do ciała. Dwa weekendy wyścigowe temu pisałem, że Niemiec powinien zaatakować, własnie w momencie, w którym Hamilton otwarcie mówił, że myśli już o zimowej przerwie i nartach. Rosberg trzymając się z tyłu pozwolił rywalowi ponownie złapać wiatr w żagle i uwierzyć, że wszystko jest możliwe.

Lewis w Brazylii spełnił jedno ze swoich sportowych marzeń. Niedzielne zwycięstwo zostało odniesione w 44 GP Brazylii, a dodatkowo w ojczyźnie jego największego idola – Ayrtona Senny. Dla jednych to tylko statystyka, ale dla brytyjskiego kierowcy, który często nawiązuje do religii oraz Boga, może to być sygnałem do jeszcze twardszej walki. Oprócz boskiej interwencji Hamilton może również liczyć na pomoc rywali. Verstappen pokazał w Brazylii, że nawet mu powieka nie drgnie, kiedy będzie miał w zasięgu srebrny bolid.

Dlatego ponownie uważam, że Rosberg musi zaatakować od pierwszej sesji treningowej, a może nawet od czwartkowego spotkania z dziennikarzami, wybić rywala z rytmu mówiąc „nie tym razem”. Gra na utrzymanie wyniku nie jest najlepszą strategią i jeden błąd może sprawić, że zdarzenia szybko przyjmą nieoczekiwany obrót. Oczywiście do awarii bolidu, czy błędu może dojść również w sytuacji, kiedy kierowca jest na prowadzeniu, ale z tej pozycji łatwiej jest kontrolować przebieg rywalizacji, bo trzeba patrzeć jedynie za siebie.

Sercem za Rosbergiem, ale intuicja podpowiada mi, że to Hamilton dopisze kolejną niezwykłą kartę do historii tego sportu. Jestem ciekaw jakie są wasze przemyślenia oraz odczucia.