Rewolucja techniczna czy kosmetyka?

Zmiany techniczne, które wejdą w życie w sezonie 2017 były, są i będą przedmiotem wielu dyskusji. Głównym celem ich wprowadzenia jest uatrakcyjnienie rywalizacji poprzez zwiększenie poziomu docisku oraz przyczepności mechanicznej, co powinno pozwolić kierowcom na uzyskiwanie lepszych czasów okrążeń. Większe prędkości to również więcej pracy za kółkiem oraz dodatkowe obciążenia zarówno w strefie psychicznej jak i fizycznej.

Wyścigowy świat bardzo dobrze zareagował na propozycję zmian, szczególnie, że wizualizacje bolidów wyposażonych w nowe, szersze opony wyglądają o niebo lepiej od konstrukcji, które jeździły po torach w ostatnich latach. Warto jednak pamiętać, że pod zmodyfikowanym nadwoziem nadal będzie zamocowana ta sama jednostka napędowa, która w połączeniu z limitem paliwa mocno ogranicza poczynania kierowców na torze.

Obawy dotyczące kształtu rywalizacji od wielu miesięcy zgłasza Fernando Alonso, który uzależnia pozostanie na torach od poziomu satysfakcji, jakiego dostarczy mu przyszłoroczne ściganie.

„Myślę, że mówiłem o tym już wielokrotnie, że w przyszłym sezonie kończy się mój kontrakt z McLarenem, ten obecny, więc będę musiał podjąć decyzję, czy kontynuować przygodę z F1 czy nie. Myślę, że w ostatnich kilku latach, szczególnie w erze turbo, samochody są inne w prowadzeniu. Nie mówię, że lepsze czy gorsze, każdy ma swoją opinię.”

„Miałem to szczęście jeździć samochodami w sezonach 2003, 2004, 2005 i nawet do 2009 samochody, w mojej ocenie, były bardziej ekstremalne, bardziej pasujące do F1. Więc kiedy teraz widzę samochody GP2 jeżdżące trzy sekundy wolniej lub coś koło tego, to czuję smutek. Samochody są ciężkie, nie mają przyczepności. Oszczędzamy paliwo, oszczędzamy opony i to już od pierwszego okrążenia, a to wszystko jest wbrew instynktowi kierowcy, więc kolejny rok, to duży znak zapytania.”

„Myślę, że z nowymi zasadami wszystko odrobinę się zmieni. Oczywiście jeśli samochody będą dawały satysfakcję z prowadzenia i będą ekscytować, to prawdopodobnie zostanę na dłużej i pojeżdżę jeszcze kilka lat w F1. Jeśli samochody będą nadal wywoływały to uczucie, jakie towarzyszy mi w ostatnich latach, to prawdopodobnie zrezygnuję.”

„To nie jest związane z tym, czy jesteś konkurencyjny, czy nie. Z tym czy odpadasz w Q1, czy wygrywasz mistrzostwo. Chodzi o radość z jazdy bądź jej brak. W tej chwili, w mojej ocenie, samochody nie dają satysfakcji z jazdy. Może to dlatego, że jeździłem innymi samochodami. Jeśli pojawiasz się w F1, te samochody wydają się bardzo szybkie i dają satysfakcję z jazdy – ale nie mnie.”

Naturalnie obecna forma McLarena może sprzyjać tego typu komentarzom, ale podobne zdanie na temat poziomy satysfakcji z jazdy wyraził Lewis Hamilton. Brytyjczyk, mimo dominacji Mercedesa oraz zdobytych tytułów tęskni za czasami, w których rywalizacja na torze miała jeden cel – dojechać jak najszybciej do mety. Dziś, aby to osiągnąć, trzeba po drodze skupić się na oszczędzaniu jednostki napędowej, paliwa czy opon, co sprawia, że najszybsi kierowcy wcale nie są pierwszymi, którzy pokonują linię mety.

„Zgadzam się ze wszystkim, co powiedział Fernando. Są dwa aspekty. Fernando jest bez wątpienia jednym z najlepszych kierowców tutaj i miał niesamowicie trudny ostatnie lata, więc to jest zrozumiałe, że jeśli to będzie trwało, to nie będzie to satysfakcjonujące dla żadnego z nas. Żyjemy i oddychamy aby wygrywać.On ma świadomość, że mógłby walczyć o mistrzostwo, gdyby na przykład siedział obok mnie, w naszym samochodzie.

„Jeśli chodzi o zasady, to samochody w przyszłym roku będą takie same. Będzie wyglądał inaczej, ale problemy będą takie same, jak te, o których wspomniał Fernando. Zwalniamy tuż po starcie i nie jedziemy na 100% jak oni mieli w zwyczaju. W tamtych czasach było bardziej ekstremalnie, to był sprint. Dla nas, wszyscy zaczynaliśmy od kartingu, kiedy zgasły światła gnaliśmy do mety. F1 już tym nie jest. Teraz chodzi o oszczędzanie opon, baterii, turbiny, innych elementów, których ludzie nie mają okazji zobaczyć.”

„W przyszłym roku [samochód] nadal będzie on ciężki, i prawdopodobnie nie będzie miał świetnej przyczepności. Bolid będzie prawdopodobnie szybszy, ale będzie miał taką samą charakterystykę jak obecny. Mogę się mylić, ale raczej tak będzie. Rywalizacja będzie taka sama, z tym, że samochody będą cięższe, nadal musząc oszczędzać paliwo, opony, robić te same rzeczy. Prawdopodobnie powiedziałem więcej niż powinienem!”

Jeśli takie wypowiedzi padają z ust mistrzów świata, kierowców, którzy obecnie są na dwóch różnych biegunach, jeśli chodzi o możliwości bolidów, to o optymizmie nie może być mowy. Niestety realną szansę na zmianę obecnego stanu rzeczy może przynieść dopiero rok 2021. Choć utrzymanie w użyciu obecnych jednostek powinno doprowadzić do wyrównania stawki, to rywalizacja nadal będzie się toczyła na pół gwizdka. Doświadczeni kierowcy to czują i powoli zaczynają głośno o tym mówić.

Kosmetyka w postaci zmiany kształtu nadwozia oraz rozmiaru opon w tym przypadku niewiele pomoże, bo problem tkwi w silniku i przepisach, które nadały mu taki, a nie inny kształt. Hamilton w swojej wypowiedzi dotknął istoty problemu, bo choć charakterystyka bolidów się zmieni, to sposób prowadzenia rywalizacji z punktu widzenia kierowcy nie ulegnie zmianie.

Cały czas mam nadzieję, że się mylę…