Jak (nie)wiele warte są nowe przepisy dotyczące jednostek napędowych?

Nowe regulacje dotyczące silników były przedmiotem wielu dyskusji, a ich zatwierdzenie zostało przedstawione w kategoriach sukcesu. Przedstawiciele FIA, na specjalnej konferencji prasowej, zorganizowanej w czwartek przed GP Hiszpanii, starali się przekonywać, że wszystkie cele dotyczące obniżenia kosztów, wyrównania możliwości jednostek, zapewnienia gwarancji dostaw oraz poprawy dźwięku zostały osiągnięte.

Nie trzeba był jednak długo czekać, aby pojawiły się głosy, które kwestionują istotę zawartego porozumienia. Christian Horner nazwał je niezwykle słabym, które w rzeczywistości nic nie zmienia. Podobnego zdania są zespoły Sauber oraz Force India, które na ręce przedstawicieli FIA oraz FOM złożyły list, w którym przedstawiono wszystkie wątpliwości.

O sposobie szukania oszczędności pisałem już wcześniej i nie chcę się powtarzać. Generalnie będzie taniej dla odbiorców jednostek, ale wynikać to będzie głównie z obniżenia ilości jednostek na sezon. W tym kontekście producenci dostaną więcej za jednostkę niż ma to miejsce obecnie. Jednak nawet w tym scenariuszu daleko jest do magicznej bariery 12 milionów euro za pakiet, jeśli zakładana jest obniżka cen o 4 miliony, przy obecnych cenach wahających się obecnie w granicach od 18 do nawet 28 milionów.

Wyjaśnienia federacji dotyczące sposobu pomiaru oraz wymuszenia zbliżonych osiągów również są bardzo nieprecyzyjne. Za najważniejszy element, który zdaniem FIA doprowadzi do wyrównania osiągów wszystkich silników, uznano stabilne przepisy. Wyniki corocznych pomiarów mocy jednostek nie będą dla federacji podstawą do podjęcia jakichkolwiek działań. Jeśli różnice nie będą się zmniejszać, lub któryś z producentów odskoczy nagle od reszty, to FIA poinformuje o tym fakcie Grupę Strategiczną, a ta będzie miała za zadanie podjąć odpowiednie działania. W nowych przepisach nie ma również stałej wartości np. 2% lub 0,3 sekundy, która określałaby, w jakim przedziale mają się mieścić wszystkie jednostki napędowe i w jakim czasie taki poziom zgodności ma być osiągnięty.

Ostatnią ważną kwestią jest gwarancja zaopatrywania zespołów, które mają problem ze znalezieniem dostawcy jednostki. W tym obszarze mamy chyba do czynienia z największym nieporozumieniem. Czytając dotychczasowe doniesienia można było odnieść wrażenie, że wniosek zespołu złożony do FIA o pomoc w znalezieniu dostawcy automatycznie wymusi na jednym z producentów, który obecnie ma najmniejszą liczbę klientów, podpisanie kontraktu. Ponieważ na chwilę obecną to Honda jest pierwszym „ochotnikiem”, z uwagi na współpracę z McLarenem, to przedstawiciele Hondy są zasypywani pytaniami w tej kwestii. Analiza odpowiedzi, których udzielił ostatnio Yusuke Hasegawa pokazuje, że pozycja FIA w tej materii nie jest wcale taka mocna.

„Z tego, co rozumiem producent, który dostarcza najmniej jednostek zostanie zobowiązany do zaopatrywania. Na chwilę obecną to Honda, ale prawo mówi, że FIA nie ma możliwości wymuszenia podpisania kontraktu pomiędzy zespołem a dostawcą. Mogą zarekomendować i wymusić rozpoczęcie negocjacji, ale dopóki obie strony nie osiągną porozumienia (i podpiszą kontraktu) taki scenariusz nie jest możliwy. Oczywiście będziemy próbowali [nawiązać współpracę].”

Gdyby tak te wszystkie zapisy ścisnąć jak cytrynę, to wycisnęlibyśmy z niej bardzo niewiele. Jedynym problemem, które tak naprawdę ma szansę być rozwiązane przez wspomniane porozumienie jest dźwięk, a w zasadzie jego brak. Tak właśnie się robi politykę.