Allevi: Alosno żeby odejść musi wykupić swój kontrakt. W grę wchodzi 30 milionów euro

Spekulacji wokół przyszłości Fernando Alonso ciąg dalszy. Hiszpan, który początkowo ignorował całą burzę medialną wczoraj publicznie wyraził swoje niezadowolenie z obrotu sprawy. Kierowca Ferrari stwierdził, że plotki, które mają swoje źródło we Włoszech, bardzo źle wpływają na morale zespołu.

Oliwy do ognia dolał Bernie Ecclestone, który również publicznie stwierdził, że Vettel jest odpowiednim człowiekiem dla Ferrari. Warto przypomnieć, że nie tak dawano szef F1 odbył przyjacielską rozmowę z czterokrotnym mistrzem świata, w której miał namawiać Niemca do pójścia w ślady Lewisa Hamiltona.

Wczorajsza wieczorna audycja Chequered Flag nadawana w radio BBC 5 Live przyniosła nowe informacje w sprawie obecnego kontraktu Fernando Alonso. Do tej pory wiedzieliśmy, że kontrakt obowiązuje do 2016 roku oraz, że kryje się w nim klauzula pozwalająca kierowcy zakończyć współpracę z włoską ekipą już po zakończeniu obecnego sezonu. Pino Allevi w rozmowie z Jamesem Allenem zdradził, że Hiszpan ma w obwodzie takie ruch, ale z finansowego punktu widzenia jest on dość kosztowny. Gdyby Alonso zerwał współpracę z Ferrari dwa lata przed wygaśnięciem kontraktu musiałby wpłacić do skarbca w Maranello kwotę zbliżoną do 30 milionów euro.

Informacja jest niezwykle istotna w kontekście kwot, jakie Hiszpan ma żądać od ekip zabiegających o jego usługi. Nowy pracodawca Alonso musi się liczyć z koniecznością „wykupienia” obecnego kontraktu, co może w sumie dać kwotę zbliżoną do 35, a jakie niektóre źródła podają, 50 milionów euro za sezon. Hiszpan jednoznacznie zaprzeczył, że tak wysoko wycenia swoje usługi i rzeczywiście, jeśli odejmiemy od tego „odstępne” dla Ferrari to rzeczywista kwota wynagrodzenia będzie znacznie niższa.

Włoski dziennikarz zasugerował również, że gdyby propozycja przyszła z Mercedesa, to Alonso jeszcze tego samego dnia pobiegłby do banku, by przelać owe 30 milionów na konto Ferrari. Do nawiązania współpracy z zespołem McLaren bardziej ma przekonywać hiszpańskiego kierowcę powrót Hondy niż sam fakt powrotu do Woking. Obecność Rona Denisa również mocno komplikuje sprawę, bo obaj panowie od czasów ostatniej współpracy nie darzą siebie zbyt dużą sympatią. O ile szef zespołu byłby w stanie pójść na pewne ustępstwa, to Alonso, starszy i mądrzejszy w doświadczenia o kilka lat, nie jest gotowy na żadne kompromisy.