Ferrari naciska na FIA w dwóch newralgicznych kwestiach

Przedstawiciele zespoły Ferrari od wielu lat szukają sposobu, aby mieć w stawce dodatkowy bolid, który pozwoliłby włoskim inżynierom nieco poeksperymentować. Pośrednio dzieje się tak, dzięki współpracy z Sauberem oraz Marussią, ale zespół z Maranello najwyraźniej szuka czegoś więcej.

Najprostszym sposobem byłoby wykupienie jednego z mniej zamożnych zespołów, na wzór tego, co kilka lat temu zrobił Red Bull, ale upływający czas sugeruje, że nic takiego się nie wydarzy. Bardzo prawdopodobne jest jednak, że Ferrari wszystkie swoje wysiłki skupi na tym, aby nowa ekipa, która w 2016 dołączy do stawki, stała się zespołem satelickim.

Kilka tygodni temu Gene Haas zasugerował, że nowy bolid w dużej mierze będzie opierał się na komponentach wyprodukowanych w Maranello, a obecne działania przedstawicieli włoskiego zespołu zdają się to potwierdzać. Marco Mattiaci wykazuje w ostatnich dniach niezwykle dużą aktywność w rozmowach z przedstawicielami FIA oraz Bernie Ecclestonem, w których poruszane są dwie główne kwestie. Jedna z nich ma dotyczący zmiany bardzo rygorystycznych przepisów, ograniczających transfer technologiczny pomiędzy rywalizującymi zespołami.

Druga kwestia również dotyczy przepisów, ale tym razem związanych z nowymi jednostkami napędowymi. Ferrari przy wsparciu Renault chce większej swobody przy pracach nad rozwojem poprzez zmianę harmonogramu „zamrażania” silników. To pozwoliłoby nadgonić straty do Mercedesa, wyrównać stawkę i przełożyć się na jeszcze ciekawsze ściganie w kolejnych sezonach. Perspektywa jest kusząca, ale z Brackley dochodzą wyraźnie słyszalne głosy sprzeciwu. Mając jednak w pamięci skuteczność polityki prowadzonej przez włoski zespół w poprzednich latach zarówno jednej, jak i drugiej opcji nie można traktować jedynie w kategorii pobożnych życzeń.