Ecclestone: Nigdy więcej głupich i niepotrzebnych zasad

Spadająca liczba kibiców na trybunach oraz niższa, niż w poprzednich latach, oglądalność transmisji wyścigów znajduje bezpośrednie odzwierciedlenie w budżetach zespołów, organizatorów wyścigów oraz samych właścicieli praw do serii. W działaniach ludzi stojących na czele całego przedsięwzięcia widać dużą nerwowość, co przekłada się na nieprzemyślane propozycje poprawy widowiska, które mają być początkiem końca kryzysu. Szczególnie dużo na ten temat mówiło się przy okazji wyścigu w Niemczech, gdzie na torze zameldowało się nieco ponad 50 tysięcy kibiców. Dla porównania kolejny tytuł mistrzowski Sebastiana Vettela w jego rodzinnej miejscowości świętowało trzykrotnie więcej osób.

Głównym czynnikiem wpływającym na oglądalność zawodów ma być jakość widowiska. Jednak czy tak jest w rzeczywistości? Przy okazji wspomnianego wcześniej wyścigu na torze Hockenheim, Monisha Kaltenborn w mocnych słowach podkreśliła, że o słabej sprzedaży biletów mówiło się już od dłuższego czasu, ale żadne działania w tej kwestii nie zostały podjęte.

„To charakterystyczne dla sytuacji, w której jesteśmy. Czasami myślę, że tylko siedzimy i patrzymy. Wiem co się wydarzy i siedzimy jak ofiary losu czekając, by to się stało. Wiedzieliśmy co się stanie. Wiedzieliśmy, że to będzie żałosne. Zanim odbył się wyścig, dwa wyścigi temu odwiedził nas promotor i powiedział ile biletów udało się sprzedać. Wszyscy wiedzieli, przerabialiśmy ten temat wielokrotnie i nadal nic z tym nie robimy.”

Zdecydowanie bardziej otwarcie o problemach dotykających serię zdecydował się napisać Will Buxton, wieloletni korespondent, aktualnie pracujący dla stacji NBC.

„Żyjemy w czasach gdzie zespołu F1 mają problemy z finansowym utrzymaniem się z powodu niesprawiedliwych i niedziałających struktur płatności, napisanych przez minioną i przestarzałą generację. Tory wyścigowe muszą płacić tak wysokie opłaty za organizację wyścigów, że zostały one na publiczność, co przy ogólnoświatowym kryzysie oznacza, że większość wybierze wakacje z rodziną niż, za te same pieniądze, oglądanie wyścigu i obozowanie na polu namiotowym pełnym błota. Ogólnodostępne telewizje tracą prawa do nadawania, bo na ich nabycie stać jedynie te, które pobierają opłaty za oglądanie.”

„Dla każdego, z nawet podstawową wiedzą na temat tego sportu jest absolutnie jasne, że to model biznesowy jest zły, a nie widowisko samo w sobie.”

Trudno się nie zgodzić z powyższą opinią, podobnie jak ze słowami Kaltenborn. Sport sam w sobie nie potrzebuje wielkich zmian, jednak wszystko wokół wymaga głębszej analizy. Na szczęście Bernie Ecclestone, najwyraźniej pod wpływem ostatniego wyścigu na Węgrzech, doszedł do wniosku, że proponowane zmiany nie są wcale potrzebne. W wypowiedzi dla niemieckiego Auto Motor und Sport padło kilka zaskakujących deklaracji.

„Chcemy wprowadzić jedynie małe poprawki. Wszystkie głupie i niepotrzebne zasady, które zostały dodane w ostatnich latach, nie powinno ich już być. Wszystko musi być prostsze. Chcę mistrzostwa kierowców, a nie inżynierów.”

Bernie zasugerował również, że pomoc Briatore w walce z kryzysem nie będzie potrzebna.

„Nie potrzebujemy Flavio, możemy zrobić to sami.”

Pierwszą z głupich i niepotrzebnych zasad, z których wprowadzenia Ecclestone chce się wycofać, jest zatrzymany restart.

„Nie będzie zatrzymanych restartów po fazie z samochodem bezpieczeństwa. To co widzieliśmy w Budapeszcie było wystarczająco dobre.”

Na celownik mają zostać również wzięte ograniczenia zużycia paliwa, ale w tej kwestii dużo do powiedzenia może mieć Jean Todt. Ostatnim z poruszonych tematów są kary dla kierowców i w tej kwestii zmianę obserwujemy już dziś. Podczas wyścigu na Węgrzech żaden z kierowców nie otrzymał indywidualnej kary, a przecież mieliśmy kolizje oraz niebezpieczne wyjazdy z stanowisk zmiany opon. Ecclestone przyznał, że sędziowie wyścigowi zostali już w tej materii odpowiednio przeszkoleni.

„Powiedzieliśmy sędziom, że nie powinni karać za małe przewinienia. Chcę widzieć kierowców, którzy ścigają się ze sobą nie musząc ciągle dopytywać co im wolno, a co nie.”

Chwilowy przebłysk zdrowego rozsądku cieszy, ale proponowane poprawki, są w dużej części wycofaniem się z wcześniejszych, krytykowanych przez środowisko zmian. Z drugiej strony nadal wszystko porusza się wokół głównego problemu jakim jest model biznesowy całego przedsięwzięcia. Martwić może również fakt, że zmiany, niezależnie od ich charakteru, wprowadzane są pod wpływem impulsu, pojedynczego wyścigu. A co jeśli kolejne zawody będą nudną procesją?