Dlaczego FuturoCoin wsparło Red Bulla, a nie poszło z Williamsem?

Williams zaprezentował wczoraj swojego nowego tytularnego sponsora, co jest niezwykle ważną informacją w kontekście zabezpieczenia operacji wyścigowej. W dzisiejszych czasach znalezienie poważnego partnera to duże wyzwanie nie tylko dla tych mniejszych w stawce. Warto jednak pamiętać, że zanim ekipa z Grove złożyła podpisy na kontrakcie z firmą ROK(iT), Claire Williams negocjowała z Rich Energy, SportPesa oraz FuturoCoin. Ten ostatni z wymienionych podmiotów, mający mocne polskie korzenie, ostatecznie zdecydował się na współpracę z Red Bullem. Po publikacji tych informacji wiele osób pytało dlaczego Roman Ziemian, prywatnie fan sportów motorowych, nie zdecydował się umieścić loga swojego produktu obok znaku graficznego Orlenu? Dlaczego nie chciał iść ramię w ramię z Robertem Kubicą?

Kilka dni temu, w jednym z wydań magazynu „Echa padoku” obiecałem, że postaram się znaleźć odpowiedzi na te pytania i… udało się. Serwisowi f1talks.pl, jako jedynemu w Polsce, udało się przeprowadzić wywiad z Romanem Ziemianem, współzałożycielem firmy FuturoCoin.

Roman Ziemian i Christian Horner podczas podpisywania umowy (fot. FutureNET)

Daniel Biały: Polscy kibice F1 nie wybaczyliby mi, gdybym nie zaczął od pytania dlaczego Red Bull, a nie Williams? Czy rozmawialiście wcześniej z innymi zespołami, w tym ze wspomnianym Williamsem?

Roman Ziemian, pomysłodawca kryptowaluty FuturoCoin: Rozmawialiśmy dokładnie z Williamsem, ale nie wcześniej, tylko w zasadzie równolegle. Williams był dla nas bliski przede wszystkim ze względu na Roberta Kubicę. Mamy świadomość, że jego obecność w Williamsie to gwarancja olbrzymich ekspozycji w mediach w Polsce, bo przecież nasz kraj kocha Roberta i to on powoduje, że oglądamy F1 prawie z tak wielką ochotą jak skoki narciarskie. My działamy jednak na rynku międzynarodowym, po wnikliwych analizach wyszło, że nieco bliżej nam do wartości Red Bull Racing. Szybkość, nowoczesność, kryptowaluty to cały czas nowość i wyzwanie, a Red Bull jak wiemy bardzo to lubi. No i nie oszukujmy się, nasze logo znajduje się na bolidzie, który będzie walczył o czołówkę stawki. Nie to, że nie wierzę w Williamsa, ale na pewno będzie im dużo ciężej.

DB: Z tego, co wiem przymiarki w „branży” do wejścia w F1 trwały już od kilkunastu miesięcy. Dlaczego inni nadal się wahają, a Wy zdecydowaliście się wejść? W pewnym sensie jesteście pionierami.

Roman Ziemian: W branży sponsoringowej wiele mówiło się o współpracy kryptowalut nie tylko z Formułą 1, ale też z NBA, klubami Premier League czy czołówką z Ligi Mistrzów. Nie umiem odpowiedzieć czemu inni się zastanawiają, wszystko to tylko moje przypuszczenia, może chodzi o niestabilność. Niektóre coiny powstają i upadają bardzo szybko, nie mają fundamentu, który mamy my. Za FuturoCoin stoi społeczność, a w kryptowalutach to najważniejsze.

DB: Może Pan powiedzieć jak duże jest to zaangażowanie i czego Państwo po tej współpracy oczekują?

Roman Ziemian: Kwot nie mogę zdradzić, ale doskonale wiemy i nie jest tajemnicą, że rozmawiamy o najdroższym sporcie świata. Oczekujemy ekscytującej, pełnej zwariowanych rzeczy i projektów współpracy. Red Bull Racing bawi się na innym poziomie niż inne marki, nie boi się wyzwań, tak jak my i to jest dla nas bardzo istotne. Pracujemy właśnie nad aktywacjami sponsoringowymi, które mają dać wszystkim sporo rozrywki. Logo FuturoCoin będzie widoczne na przodzie bolidu, budowanie świadomości marki kryptowaluty jest dla nas też bardzo istotne.

DB: Na kasku Romaina Grosjeana pojawiło się logo innej kryptowaluty. Czy to oznacza, że w najbliższym czasie możemy spodziewać się napływu innych firm związanych z rynkiem kryptowalut?

Roman Ziemian: Tego niestety nie wiem. Tak jak rozmawialiśmy chwilę wcześniej, plotki o kolejnych kryptowalutach w F1 pojawiały się co chwilę w różnych kontekstach. Przez kilkanaście miesięcy nic konkretnego jednak się nie wydarzyło, więc nie mam pewności czy teraz to się zmieni.

DB: Gdzie będziemy mogli zobaczyć logo FutoroCoina?

Roman Ziemian: Na wlotach powietrza z przodu bolidu, po obu stronach, kombinezonach i strojach kierowców, ściankach sponsorkskich, ciężarówkach zespołu, materiałach prasowych, stronie internetowej.

DB: Do podpisania umowy doszło 1 lutego w fabryce Red Bulla w Milton Keynes. Czy miał Pan okazję przyjrzeć się zapleczu zespołu i czy zrobiło ono na Panu wrażenie?

Roman Ziemian: Nie mogliśmy spać dzień przed wyjazdem do Milton Keynes. Jeśli ktoś jest miłośnikiem F1, motoryzacji generalnie, to cały kompleks zwala po prostu z nóg. Ale to idzie nawet dalej, bo świat F1 to czysta perfekcja. Można czytać o tym co dzieje się w fabryce w internecie, można słuchać komentatorów, ekspertów, ale gdy widzi się na żywo ten świat, jak on działa i opowiada o nim ktoś z wewnętrznego kręgu, to nagle jakby całość jest przez nas inaczej odbierana. Wszystko staje się bliższe, namacalne, a do tego uświadamiamy sobie, jak wiele granic naszego wyobrażenia, zostało przekroczonych w kilkudziesięciu dziedzinach.

DB: Czy prywatnie jest Pan fanem sportów motorowych, czy jedynym powodem wejścia do dużego ścigania była chłodna kalkulacja?

Roman Ziemian: Jestem fanem, nawet olbrzymim. Sponsorujemy Maćka Banasia, najmłodszego kierowcę wyścigowego z licencją. Maciek ma zaledwie 13 lat, a jeździ niesamowicie. Ja też wyjeżdżam na tor, szlifuję umiejętności i startuję w zawodach Porsche GT3 w Emiratach Arabskich. Niesamowite przeżycie.

DB: Czy planują Państwo dalsze zaangażowanie w sponsoring sportowy?

Roman Ziemian: Z FutureNet wspieramy w sumie 17 podmiotów sportowych. Mówię podmiotów, bo są to zarówno zespoły jak i sportowcy indywidualni. Wśród nich jest wspomniany Maciej, a także Axcil Jeffries, koszykarski Śląsk Wrocław, piłkarki ręczne Imperium Katowice, VFB Stuttgart, mistrz świata w kickboxingu Maksymilian Bratkowicz.

DB: Za kim będzie Pan ściskał kciuki w sezonie 2019? Tylko Red Bull?

Roman Ziemian: Kibicujemy swoim. Tak, wiem, to dwuznaczne. Na pewno trzymamy kciuku za Red Bull Racing, już czujemy mocny związek z zespołem, bo przywitano nas z otwartymi rękoma i czujemy się częścią tej rodziny. Nasz związek sponsoringowy nie oznacza jednak i nie wyklucza, że kibicuję Robertowi Kubicy. To wielki sportowiec, był pierwszym i jest jedynym Polakiem w F1, gdyby nie wypadek pewnie osiągnąłby wiele. Jego powrót do Formuły po takich kontuzjach to rzecz wielka, godna podziwu.

Jak mogliście przeczytać serce to jedno, ale w biznesie nie ma sentymentów i liczy się chłodna kalkulacja. Niewykluczone jednak, że jeśli FuturoCoin na dłużej zagości na torach, a Williams wydostanie się z trudnego położenia, to logo kolejnej polskiej marki pojawi się na kombinezonie Roberta Kubica. Myślę, że do rozmowy z Romanem Ziemianem warto będzie wrócić, o ile okoliczności pozwolą, za kilka miesięcy, a wtedy sprawdzimy jak wyglądają dalsze plany firmy FuturoCoin.

Wracając do Williamsa warto dodać, że nowy sponsor tytularny ekipy z Grove również rozmawiał z kilkoma zespołami, a ostatecznie wybrał Williamsa i zrobił to głownie z powodów biznesowych oraz planów rozwoju i promocji swoich produktów.