Alternatywa dla Halo istnieje?

Wkrótce przed nami pierwsze prezentacje nowych bolidów. Ważnym elementem tegorocznych konstrukcji będzie system ochrony głowy kierowcy nazywany potocznie Halo. Z kilku sprawdzonych propozycji FIA zdecydowała, że tytanowa obręcz stanie się obowiązkowym elementem wyposażenia bolidów.

Wkomponowanie Halo w nowe konstrukcje nie jest łatwym zadaniem, bo oprócz punktów mocowanie trzeba również przemyśleć wpływ dodatkowej wagi (zmienia się wysokość środka ciężkości) na prowadzenie się samochodu oraz zaburzenia strumienia powietrza w obszarze centralnego wlotu powietrza i tylnego skrzydła. Do tego dochodzi próba zderzeniowa, z którą nie wszyscy poradzili sobie za pierwszym podejściem. Halo i jego wdrożenie ma być jedną z przyczyn dużych opóźnień w fabryce Williamsa.

O możliwych problemach z integracją systemu mówiła się już w momencie publikacji pierwszych grafik czy prób na torze, ale inżynierowie otworzyli usta dopiero w momencie, gdy przyszło im się z tym zadaniem zmierzyć. Prezentacja bolidu FE drugiej generacji, w którym system ochrony głowy kierowcy również występuje, pokazała, że z estetycznego punktu widzenia nie jest tak najgorzej. Obawiam się jednak, że tym przypadku wzrok od Halo odwracają inne elementy samochodu, które mają bardzo odważne i futurystyczne kształty.

W materiale przygotowanym przez Mercedesa, który znajdziecie poniżej, James Allison przekonuje, że dzięki możliwości obudowania tytanowego „ochraniacza” elementami aerodynamicznymi, wygląd systemu może nieco odbiegać od gołej struktury. W materiale pada również stwierdzenie, że jest to pierwsza generacja i z czasem Halo może ulec transformacji.



Mam jednak pewne wątpliwości, czy system, którego sercem jest tytanowa rura, kiedykolwiek będzie w stanie przerodzić się w coś delikatniejszego, nie zaburzającego tak mocno struktury i piękna obecnych samochodów.

FIA podejmując decyzję o wprowadzeniu Halo przekonywała, że nie było alternatywnego rozwiązania, które zapewniałoby kierowcy zbliżony poziom bezpieczeństwa. Nieco inne zdanie w tej materii zdają się mieć władze i inżynierowie serii IndyCar. Rozwiązanie, które zostało zaprezentowane w zeszłym tygodniu i już dziś zostanie sprawdzone na torze mocno przypomina koncepcję Red Bulla, której federacja nie bardzo chciała się przyglądać. Jeden test na torze to chyba zbyt mało, aby mówić o gruntownym sprawdzeniu.

Osłona kokpitu, która wkrótce może zadebiutować w IndyCar (fot. indycar.com)

Z uwagą spoglądam na poczynania inżynierów za oceanem, bo wkrótce może się okazać, że tytanowe orurowanie nie było jedynym rozwiązaniem chroniącym kierowców przed wieloma zagrożeniami. Podczas dzisiejszego testu na torze ISM Raceway osłona zostanie po raz pierwszy sprawdzona w warunkach, w jakich być może wkrótce przyjdzie jej pracować. Nie będzie to jeden wyjazd jak w przypadku testów FIA, ale seria wyjazdów o rożnych porach, w tym również test przy sztucznym świetle.

Warto wspomnieć, że seria IndyCar nie przeprowadziła jeszcze zaawansowanych testów balistycznych oraz dopiero przymierza się do testów w deszczu. Jedną z przyczyn odłożenia tego typu prób w czasie może być materiał, z jakiego osłona została wykonana. Magazyn RACER sugeruje, że sukces rozwiązania może gwarantować Opticor, materiał bijący na głowę wszystkie dotychczasowe rozwiązanie wykorzystywane w branży lotniczej. Zresztą zobaczcie sami:



Najprostsze rozwiązania są bardzo często najlepsze, ale czy najbardziej zaawansowany technologicznie sport na świecie nie powinien szukać bardziej wyrafinowanych konstrukcji niż tytanowa rura? FIA przez wiele miesięcy przekonywała, że alternatywa nie istnieje. Za kilka tygodni może się okazać, że istnieje i wystarczyło tylko dobrze poszukać…