Hiper ultra… chłodnym okiem

Dzisiejszy wpis zacznę od cytatów. Pierwszy z nich, to słowa Roberta Kubicy wypowiedziane podczas wywiadu z Antonio Lobato, w którym losując rzeczy z worka trafia na stoper.

„Stoper jest twoim przyjacielem, jeśli czasy są niskie. Jeśli są wysokie, to nie jest przyjacielem.”

Drugi cytat to wypowiedź Paddego Lowe, która padła w czasie podsumowania testów opon w Abu Dhabi.

„Czasy okrążeń mogą być mylące.”

Oba stwierdzenia są niezwykle prawdziwe i to będą chyba jedyne słowa w tym materiale, ze którymi nie można będzie polemizować.

Czy stoper był przyjacielem Roberta podczas dwudniowych testów opon? I tak i nie. Jeśli ten test miał dać odpowiedź, czy polski kierowca jest w stanie prowadzić samochód na wysokim i równym poziomie, to bez wątpienia taką odpowiedź otrzymaliśmy. Duża ilość przejechanych kilometrów oraz bardzo równe tempo w czasie dłuższych przejazdów nie pozostawiają złudzeń, że plotki, które pojawiły się po teście z Renault możemy spokojnie włożyć między bajki. Nawet jeśli tempo Roberta było rwane podczas zajęć na torze Hungaroring to nie miało to nic wspólnego z jego przygotowaniem fizycznym czy ograniczeniami, a mogło wynikać choćby z pracy opon, których polski kierowca dopiero się uczy.

Musimy w tym szaleństwie być uczciwi i przyznać, że Sirotkin również spisał się dobrze. Wsiadł w zasadzie z marszu (podobnie jak Robert odbył test w symulatorze Williamsa) i od początku kręcił równe i szybkie kółka. Ten test był dla niego ogromną szansą, więc nie mam złudzeń, że zostawił na torze całe serducho.

Wszyscy jak ognia unikają pytania czy był szybszy od Roberta. Jeśli założymy, że kierowcy realizowali bliźniacze programy (taką informację przekazała Aldona Marciniak oraz Sirotkin w wywiadach), to był i tej przewagi nie można nie zauważyć. Wiele osób porusza kwestie ilości paliwa oraz przyczepności toru kwestionując jakiekolwiek próby porównania. Fakt, że zespół dopiero na przyszły tydzień zaplanował odprawę z kierowcami, w czasie której zostaną dokładnie omówione zebrane wyniki, pokazuje, że jest to bardzo trudna materia.

Jeśli jednak całkowicie odrzucamy czasy okrążeń, to większość nagłówków, jaka pojawiła się w polskich serwisach nie ma żadnego uzasadnienia. Jeśli przyjmujemy, że są coś warte, to musimy odłożyć sentymenty na bok i zaakceptować, że Robert miał większy komfort i możliwości, aby błysnąć czasem – bardziej przyczepne opony (HS) oraz pora dnia (tzw. happy hour).

Może w tym teście nie chodziło o czasy okrążeń? Może zwyczajnie Williams chciał potwierdzić, czy Robert równie dobrze czuje się w nowej maszynie, co w bolidzie z 2014 roku? Czy znowu zaskoczy dużą ilością cennych informacji przekazanych inżynierom i czy jego współpraca z zespołem nadal będzie się dobrze układała? Jeśli tak, to nie mamy się o co martwić, bo zarówno Autosport jak i niemiecki Speedweek podkreślają, że polski kierowca wypełnił ogromną wyrwę w sercach inżynierów (i ich notesach), która powstała po odejściu Bottasa. Mówiąc prościej, w końcu będzie z kim pogadać. Robert ujął wszystkich również swoim oddaniem i poświęceniem. Był dobrze przygotowany, był dostępny dla inżynierów i w czasie trzech dni testowych opuszczał tor tylko wtedy, gdy w garażu gaszono światło. To niezwykle istotny element, zdecydowanie ważniejszy niż mowa ciała Paddego Lowe oraz wcześniejszy wyjazd z toru Sirotkina.

Bardzo wiele złych rzeczy zostało napisanych pod moim adresem po publikacji „Dwunastej rundy„. Chciałbym, żebyście przeczytali ten tekst jeszcze raz i odnieśli go do obecnej sytuacji. Niespodziewane pojawienie się Rosjanina to kolejna niewiadoma w równaniu, które już zdawało się mieć rozwiązanie. Bardzo dobrze całą sytuację podsumował Oleg Karpow z Autosportu. Choć jak większość obserwatorów jest prawie pewny, że Robert będzie w przyszłym sezonie kierowcą Williamsa, to uważa, że jedyne co Sirotkin mógł zrobić, to wsunąć stopę między drzwi i przyprawić decyzyjnych Williamsa o ból głowy. Najwyraźniej to zrobił, ale czy to wystarczy, aby Williams choćby na moment pomyślał o zboczeniu z obranego kursu? Nie znam odpowiedzi na to pytanie, ale wiem, że Lowe jest „zakochany” w Kubicy, a inżynierowie najwyraźniej też poczuli miętę.

Coraz częściej w relacji zagranicznych mediów (pisze o tym choćby tak lubiany przez polskich kibiców Roberto Chinchero) pojawia się kwestia wsparcia finansowego, które ma iść za Rosjaninem. Wspominali o tym również polscy dziennikarze obecni w padoku podczas testów. To jest informacja, która nie wzięła się z powietrza. Menadżer Sirotkina zanim zapukał do fabryki zespołu z Grove prowadził rozmowy z Helmutem Marko, dotyczące objęcia fotela w młodszej z ekip. Kwota, którą zaproponował jest zbliżona do sumy, jaką LOTOS, za przyzwoleniem polskich władz, ma „wpompować” w program wsparcia budowany wokół Kubicy.

To wszystko nie przybliża Roberta do fotela, ale też nie oddala. Skazuje nas jedynie na kolejne tygodnie oczekiwania i niepewności. Szkoda, bo chętnie bym już starł cały szron z butelki Martini, która czeka w lodówce. Musimy pamiętać, że od momentu podjęcia decyzji może jeszcze minąć nieco czasu, zanim zostanie ona ogłoszona. Zespół musi dać sponsorom szansę na przygotowanie wszystkich elementów promocyjnych, a to może potrwać.