To znacznie więcej niż tylko logo

Weekend przyniósł bardzo ciekawą informację, sugerującą, że nowi właściciele serii przymierzają się do zmiany znaku towarowego. W sieci pojawiły się trzy propozycje, które mogą zastąpić obecne logo używane od 1994 roku. Choć pierwotnie sądzono, że zmiana zostanie wykonana dopiero przed lub w sezonie 2018, to Joe Saward uważa, że nowy element graficzny może zadebiutować już w Abu Dhabi.

Nowe znaki graficzne zarejestrowane przez Liberty Media (fot. Twitter)

W całej sprawie nie chodzi tylko o „brzydotę” zarejestrowanych grafik, ale problem jest zdecydowanie bardziej złożony. Jeśli potwierdzą się informacje Sawarda, to będzie sygnał, że cała operacja była przygotowywana od miesięcy. Nowe logo, to nie tylko grafiki ekranowe, ale również cała masa elementów namacalnych, których wymiana ciągnie za sobą ogromne koszty.

Koszty to temat niezwykle drażliwy, szczególnie w kontekście kurczącego się tortu, z którego każdy z zespołów ma dostać swoją część. Im mniejszy tort, tym mniejszy kawałek dla każdej z zaangażowanych stron, a za wszystkim stoją wysokie wydatki związane głównie z zatrudnieniem nowych ludzi przez Liberty Media.

Myślę, że zespoły są w stanie zaakceptować taki stan rzeczy, ale tylko tymczasowo i tylko pod warunkiem, że „jutro” będzie lepiej. A jak wygląda to jutro? Z czołowej trójki jedynie Red Bull zdaje się akceptować pomysł ograniczenia budżetów oraz nowy podział zysków. Mercedes najwyraźniej boi się sytuacji, w której będzie musiał operować zdecydowanie mniejszym budżetem oraz ciąć gigantyczne zatrudnienie. Ferrari…

Z informacji opublikowanych w ten weekend wynika, że włoski zespół wydaje około 450 milionów dolarów rocznie na operację wyścigową. Z czego jedynie około 100 milionów to środki pochodzące z kasy włoskiego zespołu. Reszta to środki z FOM, sponsorzy, sprzedaż jednostek napędowych, gadżety itd. Jeśli weźmiemy pod uwagę, że większość kosztów w Maranello to prace badawczo-rozwojowe, z których duża część znajduje zastosowanie w samochodach cywilnych, to wniosek nasuwa się sam. Utrata finansowania z tytułu obecności na torach może mieć ogromny wpływ na markę. Marchionne wyciągnie najcięższe działa…

Wróćmy do loga, bo od tego zacząłem. Miesiąc miodowy Liberty Media skończył się już kilka miesięcy temu i każdy kolejny tydzień, to rosnąca fala krytyki. Osobiście uważam, że amerykańscy właściciele potrzebują jeszcze trochę czasu, aby wszystko poukładać, ale niepokoi mnie jedna rzecz. Chcąc rozwiązać problemy z finansowaniem, silnikami oraz „rozwleczoną” stawką Liberty Media musi stanąć do walki z najpotężniejszymi tego sportu. W tej walce warto mieć po swojej stronie sojusznika, a najlepszym z dostępnych wydają się kibice. Ludzie podążający za sportem są świetnie zorientowani w sytuacji politycznej, więc nawet ewentualne odejście Ferrari (w co nie wierzę) będą w stanie zrozumieć, jeśli dzięki temu dyscyplina i rywalizacja stanie się zdrowsza. Niestety takimi posunięciami jak zmiana loga, wykonana całkowicie za plecami oraz bez konsultacji, amerykański właściciel otwiera sobie kolejny front. W ten sposób nie da się wygrać.

Cały czas mam wrażenie, że rejestracja nowych znaków to jedynie próba zbadania opinii fanów w mniej oczywisty sposób niż sonda internetowa zamieszczona na Reddicie. Czas pokaże. Tylko po co naprawiać coś, co nawet nie jest zepsute?