Alonso o krok bliżej potrójnej korony

Jeszcze wczoraj rano nie było absolutnie żadnej pewności, że Fernando Alonso pojawi się w Bahrajnie w czasie kończącego sezon WEC wyścigu. Dziś Hiszpan ma już na koncie ponad 600 kilometrów przejechanych w samochodzie LMP1 oraz jest o krok bliżej do zdobycia magicznej „potrójnej korony”.

Mimo ewidentnego konfliktu interesów kierowca opłacany jeszcze przez Hondę pojawił się dziś rano za kółkiem hybrydowej Toyoty TS050 i w czasie całego dnia zajęć testowych przejechał aż 113 okrążeń. Dystans pokonany przez Hiszpana nie pozostawia żadnych wątpliwości, jaki był cel wizyty w Bahrajnie. Nie ma mowy o chęci „przejechania się” samochodem innej klasy. Alonso ma za sobą jeden z wielu testów adaptacyjnych, które są formą przygotowania do 24h Le Mans.


Drażliwe kwestie były również przyczyną bardzo zamkniętej postawy Alonso w stosunku do mediów. Oprócz oficjalnych komunikatów prasowych, w których hiszpański kierowca wyraził zadowolenie z przebiegu zajęć, nie znajdziecie żadnej innej wypowiedzi. Również Toyota bardzo skromnie skomplementowała swojego „nowego” kierowcę używając słowa zdyscyplinowany.

To kolejna, po Indy 500, próba zapisania się Hiszpana w historii sportów motorowych. Zastanawiam się jednak, czy w dzisiejszych czasach, w świecie tak „wyspecjalizowanych” kierowców w danej dyscyplinie, możliwe jest osiągnięcie sukcesu na trzech różnych arenach? Oprócz kierownicy i czterech kółek inne jest dosłownie wszystko. Zdobicie „potrójnej korony” wydaje się prawie niemożliwe, dlatego uważam, że Alonso może po nią sięgnąć. Mimo wieku jest nadal głodny, zdeterminowany i jako jeden z nielicznych kierowców ma możliwość łączenia rywalizacji w równych seriach. Po drodze jeszcze Daytona (we wtorek prawdopodobnie pierwszy test) i 24-godzinny wyścig kartingowy w Dubaju…

Sukces medialny operacji Indy 500 pokazał, że serie oprócz wzajemnej rywalizacji powinny również pomyśleć o części wspólnej. Weekendowe występy, przenikanie się serii, to jeden z elementów, który może służyć dosłownie wszystkim. Obserwując dzisiejszą rywalizację kierowców serii GP3 w Makau dodatkowy samochód, który mógłby być gościnnie uruchomiony w trakcie weekendu wyścigowego zdaje się pomysłem do rozważenia. Czy obecność jednego lub dwóch dodatkowych kierowców w stawce, którzy nie podlegaliby klasyfikacji punktowej, byłoby aż tak dużym problemem z punktu widzenia czytelności widowiska? W mojej ocenie byłoby wartością dodaną.