Honda nic nie musi

Oczy cały wyścigowego świata są skierowane w stronę Hondy. Warto się jednak przez chwilę zastanowić, czy jest to właściwy kierunek. Co prawda, po rozmowach w czasie ostatniego weekendu wyścigowego, szefowie japońskiego koncernu odbyli w poniedziałek nadzwyczajną wideokonferencję, ale z docierających informacji wynika, że Honda nie jest zainteresowana żadną zmianą. W tym kontekście słowa Hasagawy „mamy kontrakt i nic mi nie wiadomo, żeby było inaczej” pozostają aktualne.

Śledząc dość blisko całą sprawę nie mogę oprzeć się wrażeniu, że McLaren, Renault, Red Bull, Liberty Media i FIA próbują wepchnąć Hondę na scenę wciskając do ręki gotowy scenariusz. Jak wygląda ten scenariusz? Mając chwilę pomiędzy oprawianiem książek i podpisywaniem wyprawki udało mi się zebrać to wszystko w jedną grafikę.


Zapomniałem jeszcze przy McLarenie dopisać „Alonso + 1 rok”, ale czytając wypowiedzi hiszpańskiego kierowcy to w zasadzie jest oczywiste.

Dlaczego Honda może się pod tym nie podpisać i spakować walizki w przypadku otrzymania wypowiedzenia od McLarena? Przede wszystkim dlatego, że zarząd koncernu zgodził się zaangażować w serię idąc ramię w ramię z McLarenem. Przeszłość miała tutaj ogromne znaczenie. Drugi argument przeciw, to warunki postawione przez Red Bulla. Mówi się, że Toro Rosso oprócz dostawy jednostek oczekuje również podobnego wsparcia sponsorskiego, jakie otrzymał McLaren. To bardzo dużo, jak za markę, która nie liczy się specjalnie w stawce. Red Bull mimo prawa weta w sprawie jednostek Renault jest przychylny tym zmianom, bo wie, że może na tym ugrać nie tylko wiedzę na temat dwóch różnych jednostek napędowych, ale również zrzucić z siebie koszty utrzymania juniorskiego zespołu.

Co się wydarzy w najbliższych dniach, jeśli Honda nie wyda żadnego oświadczenia, na które tak wszyscy czekają? Czy McLaren będzie miał „jaja”, żeby wypowiedzieć kontrakt i narazić się na gigantyczne straty? Jak FIA wybrnie z sytuacji, w której jeden z zespołów pozostanie bez napędu na przyszły sezon? Czy Renault ma plan awaryjny i możliwości na zapewnienie dostaw dla czwartego, czy tylko liczy na dogodny dla siebie scenariusz? To są pytania, na które trzeba będzie znaleźć odpowiedzi, a mam wrażenie, że nie ma absolutnie nikogo, kto byłby na to gotowy. McLaren wiążąc się z Hondą zakładał tylko pozytywny scenariusz i za dobrze na tym nie wyszedł. Teraz, przy rozstaniu, jest podobnie, więc czy powinniśmy spodziewać się innego rozwiązania? Na szczęście na odpowiedzi na te wszystkie pytania nie będziemy musieli długo czekać.

Tymczasem Porsche potwierdziło zainteresowanie wejściem do rywalizacji w roli dostawcy jednostek napędowych. Jest to jednak dość odległa przyszłość, bo rok 2021.