Dlaczego Ferrari chciało wprowadzenia Halo?

Według dostępnych informacji zespół Ferrari był jedynym, który podczas spotkania Grupy Strategicznej głosował za wprowadzeniem systemu „Halo”. Ostatecznie sposób w jakie podnosili ręce przedstawiciele zespołów nie miał większego znaczenia, bo FIA wykorzystała przysługujące mu prawo i wprowadziła dodatkowy, obowiązkowy element wyposażenia bolidów. Mimo wszystko rodzi się pytanie dlaczego tylko włoskiej stajni zależało na takim scenariuszu?

Bardzo ciekawą analizę na łamach włoskiego wydania serwisu motorsport.com przygotował Roberto Chinchero. Jego zdaniem jest to kolejny element potyczki ukierunkowanej na osłabienie rywala. U podstaw tej walki leżą dwie kompletnie rożne filozofie dotyczące konstrukcji bolidów. Ferrari postawiło na zwartą i lekką konstrukcję, z kolei Mercedes chciał szukać dodatkowego docisku na zdecydowanie dłuższej, a co za tym idzie cięższej maszynie.

Pierwsza część sezonu należała zdecydowanie do włoskiego zespołu, który jeszcze zimą zadał rywalowi potężny cios. Zakaz używania zaawansowanej hydrauliki w układzie zawieszenia sprawił, że dość sporych rozmiarów platforma mechaniczna oraz aerodynamiczna była trudna do okiełznania przy użyciu bardziej tradycyjnych metod. Pewnym lekarstwem na kapryśną naturę bolidu była dieta odchudzająca, ale Mercedes potrzebował znacznie więcej czasu, aby uporać się z tym problemem.

Lżejszy bolid pozwalał inżynierom Ferrari na wykorzystanie dodatkowego balastu, co pozytywnie wpływało na balans bolidu i zużycie opon. Poprawki po stronie jednostki napędowej dawały możliwość zastosowania na mniejszej powierzchni większej ilości elementów aerodynamicznych, które oprócz docisku niestety generują również opór. Każdy element jest częścią większego równania, dlatego wprowadzenie przez FIA restrykcyjnych przepisów dotyczących spalania oleju mocno odbiło się na formie czerwonych bolidów. Mniejsza moc zmusza do szukania kompromisów po stronie aerodynamicznej, a to z kolei przełożyło się na problemy z oponami. Konieczność usztywnienia falującej podłogi była kolejnym ciosem.

Ruch Ferrari z „Halo” był kolejnym elementem tej rozgrywki, ale wykonanym już z myślą o przyszłym sezonie. Jednego atutu Mercedes nie jest w stanie odebrać Ferrari – niskiej wagi. Kilkanaście kilogramów poniżej wagi minimalnej to wystarczający zapas, aby zamocować w bolidzie dodatkowy system i mieć jeszcze odrobinę na zabawę z balastem. Mercedes takiego komfortu nie ma, bo nawet bez „Halo” na pokładzie jest na limicie lub powyżej. W tym momencie warto przypomnieć, że zmiana wagi minimalnej bolidów nie została wykonana tylko z myślą o nowych oponach, ale również dodatkowym systemie. Brak pozostawienia odpowiedniego marginesu, mimo wstrzymania wprowadzenia systemu, może okazać się dużym błędem. Nie mówimy o kilogramie lub dwóch, ale o około 10 kilogramach. Znalezienie takich „oszczędności” będzie niezwykle trudne, co może oznaczać jazdę z dodatkowymi kilogramami.

Cała sytuacja stawia również pod znakiem zapytania obiektywizm Vettela przy ocenie testowanej przez niego osłony.

Ferrari swój cel osiągnęło i nietrudno się domyślić co zrobi w sytuacji, gdy pozostałe zespoły zwrócą się do FIA o ponownie podniesienie limitu wagi minimalnej. Potyczka poza torem jest równie interesująca jak walka na torze i jak widać ma na nią ogromny wpływ. To z pewnością nie jest ostatni akt tego arcyciekawego spektaklu.