Pociąg ruszył


To było sześć okropnie długich lat. Czy można było lepiej wykorzystać ten czas? Czy Robert mógł wcześniej wrócić do środowiska, do którego został stworzony? Wielokrotnie w tym czasie komentowaliśmy jego wybory, starając się wejść w jego buty, ale nikt, absolutnie nikt nie ma pojęcia, przez co ten chłopak musiał przejść.

Na szczęście to już przeszłość i kiedy wielu ekspertów regularnie wypowiadało się o karierze polskiego kierowcy w czasie przeszłym, ten zdecydował się odwrócić napisany przez nich skrypt. Wszystko zaczęło się dokładnie cztery miesiące temu, kiedy Kubica pierwszy raz głośno wspomniał o teście. Warto na chwilę wrócić do jednego z moich wpisów z tego okresu:

Pytanie, które powinniśmy sobie zadać to jaki jest cel testu? Znów spotkać się z ukochaną, aby po chwili wrócić do małżeństwa z rozsądku? To jak rozdrapanie rany, która długo i trudno się goiła, a teraz prawie nie ma po niej śladu. To nie ma sensu, bo jeszcze niedawno Robert mówił otwarcie, że nie pojawia się w padoku i nie ogląda wyścigów, bo ból jest zbyt duży. Wszystko prowadzi do jednego wniosku, że to jest ten ostatni strzał, ostatnia próba, by wrócić tam, gdzie jego miejsce. Test w bolidzie, sezon w bardzo wymagającej serii, to wszystko jest formą sprawdzenia się i przygotowania do ewentualnej walki o miejsce w sezonie 2018 lub 2019.

Jedyną niewiadomą są ograniczenia ruchowe, spowodowane wypadkiem. Czy na tym polu dokonał się aż taki postęp, aby wspomniane „80% torów” przestało mieć jakiekolwiek znaczenie? Tego nie wiemy, ale obserwując dostępne nagrania oraz zdjęcia można zobaczyć, że problem nie zniknął. Test, o który Robert zabiega da ostateczną odpowiedź, będzie papierkiem lakmusowym, który zdefiniuje dalszą karierę polskiego kierowcy.

Podsumowując, to może być ostatni test dla Kubicy, ale jestem przekonany, że Polak wywołał temat mając w głowie konkretny plan.

Zanim pojawiły się szczegóły dotyczące przebiegu dzisiejszego testu (o tym za chwilę), Mark Hughes napisał kilka ciekawych informacji na temat testu Kubicy w bolidzie serii GP3. Robert miał być zadowolony z przebiegu zajęć, a kluczowy problem, jakim była konieczność pracy ramieniem pod dużym kątem, względem tułowia, zmniejszył się. Polski kierowca miał być w stanie radzić sobie z bardzo ciasnymi nawrotami toru Franciacorta, bez konieczności wyciągania łokcia poza kokpit, co wcześniej nie było możliwe. Już te informacje, sugerują, że jedyna przeszkoda w poważnym myśleniu o powrocie na tor – ograniczenie ruchowe – zniknęła lub cofnęła się do zadowalającego poziomu. Cały czas mam jakieś irracjonalne wrażenie, że duża w tym zasługa treningu kolarskiego, ale nie potrafię tego w żaden sposób wytłumaczyć.

Dzisiejszy test na torze w Walencji to najwyraźniej kolejny element planu Roberta. Jego przebieg sugeruje, że nie była to jedynie sentymentalna podróż w przeszłość, ale kompletny sprawdzian na bardzo wielu polach. Kubica pokonał aż 115 okrążeń, ale co ważniejsze wykonał symulację wyścigu (taką informację podał Frederic Ferrer – dziennikarz L’Equipe). Do tego doszły szybkie kółka z małym ładunkiem paliwa na pokładzie oraz testowe starty. Wszelkiego rodzaju porównania z Sirotkinem, który również pojawił się za kółkiem E20, nie mają w tym kontekście najmniejszego znaczenia. Przed testem nikt, łącznie z Robertem, nie czynił żadnych założeń. Teraz sytuacja z pewnością ulegnie zmianie.

Co dalej? Teraz wydarzenia mogą potoczyć się naprawdę szybko. Kolejny test, tym razem w samochodzie nowej generacji (bolid z 2015 roku), wydają się jedynie kwestią czasu. Dużo w tej materii będzie zależało od sytuacji wewnętrznej zespołu Renault. Bądźmy szczerzy, francuski koncern zdecydował się na ten test nie tylko dlatego, że zwyczajnie go na niego stać, ale również dlatego, że miał w nim interes. Jeśli prawdą jest, że fabryczna ekipa rozgląda się za etatowym kierowcą, to sprawdzenie Kubicy nie jest jedynie skokiem na prasowe nagłówki.

Enstone jest ciągle w procesie odbudowy, po fazie spustoszenia, jaka przeszła przez fabrykę za czasów Lopeza. Przedstawiciele zespołu otwarcie deklarują, że mają jeszcze kilka stopni do pokonania w drodze na szczyt (czytaj: potrzebują dwa lub trzy sezony), ale jednocześnie poszukują kierowcy z górnej półki, który poprowadzi zespół i pociągnie sprawy do przodu. Wiele osób przymierza do tego fotela Fernando Alonso, ale jego zatrudnienie będzie wiązało się z dużą wyrwą w budżecie oraz koniecznością pójścia na ustępstwa takie jak możliwość startów w innych seriach. „Opcja” na zdrowego i szybkiego Kubicę wydaje się zdecydowanie tańsza, ale wiąże się z pewnym ryzykiem. Sześć lat to kawał czasu, a seria mocno ewoluowała w tym czasie nie tylko w sferze silnikowej, ale też aerodynamicznej.

Występ w piątkowych treningach? Ponownie powtórzę, że wiele zależy od wewnętrznej sytuacje w zespole. Jeśli jest wola dalszej współpracy z Palmerem, to pozbawienie kierowcy cennego czasu w fazie przygotowania do wyścigu nie wydaje się najlepszym rozwiązaniem. Nawet czołowi kierowcy, w najszybszych bolidach podkreślają, że każda minuta za kółkiem jest niezwykle cenna. Jeśli jednak Robert pojawiłby się w bolidzie w piątek, to dla mnie byłby to jasny sygnał, że Renault bierze pod uwagę rozwiązanie zastosowane w poprzednim roku przez Red Bulla. Mało prawdopodobne, ale możliwe.

Wiele osób porusza temat super-licencji. Robert ze względu na wieloletnie rozstanie z torem takowej nie posiada, ale szybki rzut oka na załącznik „L” do regulaminu sportowego wystarczy, aby zauważyć, że FIA zostawiła sobie małą furtkę, do wykorzystania w szczególnych okolicznościach. Dzisiejszy test to grubo ponad 300 kilometrów i myślę, że patrząc na raport z jego przebiegu, nikt w Paryżu nie będzie miał wątpliwości polski kierowca nadal prezentuje nadzwyczajne umiejętności za kółkiem samochodu jednomiejscowego.

Bardziej obawiałbym się o testy medyczne oraz sprawdzian polegający na szybkim opuszczeniu bolidu. Jest to jednak element, który nawet mimo ograniczeń można ćwiczyć i doprowadzić do perfekcji.

Pociąg ruszył, a ten wpis jest dowodem, że ja również do niego wsiadłem, nie mając nawet skasowanego biletu.