Czy Grupa Strategiczna może pomóc Hondzie?

Niespełna rok temu producenci jednostek napędowych, pod czujnym okiem FIA, podpisali nowe porozumienie, którego celem było: obniżenie cen jednostek, zapewnienie dostępu, wyrównanie możliwości oraz poprawa dźwięku. O ile realizacja dwóch pierwszych elementów, w mniejszym lub większym stopniu, nie wydaje się być zagrożona, to trzeci nadal budzi wątpliwości (czwarty też, ale o tym innym razem).

Strata Hondy do pozostałych producentów jest ogromna. Pojawiają się głosy, że japońska jednostka traci do rywali więcej niż w końcówce poprzedniego sezonu. W maju 2016 roku FIA zadeklarowała, że podejmie odpowiednie kroki, aby na początku sezonów 2017 oraz 2018 zbadać różnice dzielące poszczególne jednostki. Pomiar miał być prowadzony podczas pierwszych trzech weekendów wyścigowych i prawdopodobnie opracowania tych badań, w kontekście bieżącego sezonu, są już znane.

Potwierdzeniem takiego stanu rzeczy może być dzisiejsza publikacja serwisu motorsport.com, sugerująca, że na odbywającym się dzisiaj posiedzeniu Grupy Strategicznej, jego uczestnicy zastanowią się jak pomóc Hondzie. Właśnie tak miał wyglądać proces, nakreślony przez Whitinga podczas spotkania z dziennikarzami w czasie zeszłorocznego GP Hiszpanii. Jeśli wyniki pomiarów wykażą duże rozbieżności, wówczas temat zostanie przedłożony do dyskusji Grupie Strategicznej.

Co dalej? To bardzo ciekawe pytanie, bo scenariusz przygotowany przez federację właśnie w tym miejscu się urywa. Pierwsze rozwiązanie, jakie można sobie wyobrazić, to brak podjęcia jakichkolwiek działań i pozostawienie Hondy samej sobie. Byłoby to bardzo brutalne posunięcie, ale nie takie rzeczy już widzieliśmy. Jeśli jednak przyjmiemy, że członkowie Grupy Strategicznej przyjmą argumenty federacji i zdecydują się zająć problemem, to znalezienie odpowiedniego wyjścia z sytuacji może okazać się niezwykle trudne i czasochłonne.

Ograniczenie możliwości najmocniejszych jednostek to jedna z możliwości, ale nie wyobrażam, aby ktokolwiek chciał iść w tym kierunku. Dlaczego? O tym szerzej pisałem przy okazji informacji, o możliwej wymianie technologicznej pomiędzy Mercedesem i Hondą. Przekazanie gotowych rozwiązań „na talerzu”, to również bardzo wątpliwy scenariusz. Rodzi się też pytanie, kto miałby te rozwiązania przekazać – Mercedes, Ferrari czy Renault? Papier, kamień, nożyce?

Dostarczenie zewnętrznych konsultantów? Tych już w Hondzie ma być dość sporo, co potwierdzili dziennikarze obecni w czasie testów w Bahrajnie.

Dodatkowe testy? Jest to jakieś rozwiązanie, bo Hondzie brakuje kilometrów. Z drugiej strony nic nie stoi na przeszkodzie, aby McLaren lub Honda zbudowały jakiegoś „muła” i przepędzały go po japońskim torze od świtu do zmierzchu. Zgoda na testy aktualnego samochodu będzie trudna do uzyskania oraz obwarowana wieloma warunkami dotyczącymi kierowców czy opon.

A może warto zastanowić się nad zniesieniem limitów – zużywanego paliwa, czy ilości jednostek, które można użyć w sezonie? To mogłoby pomóc, ale czy wówczas nie powinna powstać dodatkowa klasyfikacja konstruktorów? To jest krok w kierunku dwóch rożnych klas – rzecz, która nie powinna mieć miejsca. Nie byłoby to dobre nie tylko dla serii, ale również dla McLarena, który zostałby wyrzucony po za nawias.

Obawiam się, że dla Hondy nie ma drogi na skróty i żadna decyzja nie przyśpieszy powrotu do formy. Honda potrzebuje czasu i niewielkiej pomocy w postaci partnera technologicznego, dysponującego odpowiednimi rozwiązaniami (Ilmor, Mahle, Magneti Marelli). W tym kontekście pomoc Grupy Strategicznej w zasadzie nie jest potrzebna.

Na koniec kolejne i moim zdaniem kluczowe pytanie. Czy Grupa Strategiczna powinna w ogóle pomagać Hondzie? Caterham, Marussia, Manor, HRT – to nazwy zespołów, których już dziś nie ma w stawce i nikt jakoś specjalnie nie starał się, aby pomagać im w wymiarze finansowym lub technologicznym.