Dlaczego historia o Mercedesie pomagającym Hondzie ma sens?

Rywalizacja w F1 toczy się na wszystkich możliwych poziomach. Wielokrotnie mogliśmy się przekonać, że zespoły nie cofną się absolutnie przed niczym, aby zyskać lub odebrać konkurencji cenne ułamki sekund. Są jednak takie momenty, w których nawet śmiertelni rywale potrafią wyciągnąć do siebie pomocną dłoń, ale o tym nie mówi się publicznie, a wydarzenia przybierają bardziej formę mitu niż rzeczywistości.

Telewizja Sky Sports zasugerowała dzisiaj, że Honda może wkrótce skorzystać z doświadczeń Mercedesa i w ten sposób rozpocząć proces poprawy osiągów jednostki napędowej. Historia brzmi dość nieprawdopodobnie, ale w moje ocenie ma sens i za chwilę postaram się wyjaśnić dlaczego.

Po pierwsze Mercedes w ostatnich latach pomógł zarówno Ferrari, jak i Renault. W przypadku włoskiego zespołu transfer technologiczny dokonał się zimą 2014 roku za pośrednictwem firmy MAHLE (TJI). Pisałem o tym bardzo obszernie na początku zeszłego sezonu. Taką wersję wydarzeń potwierdzili zarówno Bernie Ecclesone, jak i Gerhard Berger. Powód? Chyba wszyscy, łącznie z Mercedesem zrozumieli, że słaba forma Ferrari nie sprzyja interesom serii. Dwie potęgi walczące koło w koło, rywalizacja jaka szykuje się nam w obecnym sezonie, to jest klucz do skupienia uwagi i przyciągnięcia nowych kibiców.

Z Renault sytuacja była nieco inna. Francuski koncern wahał się, czy wrócić do rywalizacji pod własnym szyldem i pomoc w rozwoju jednostki miała być jednym z argumentów, który przechylił szalę. Warto pamiętać, że rozważano jedynie dwie ścieżki – pełną operację wyścigową lub całkowite wycofanie się z torów. Gdyby władze francuskiego koncernu zdecydowały się wyciągnąć wtyczkę z gniazdka, to powstałby kolejny problem w postaci Red Bulla. O dostawie własnych jednostek ekipie z Milton Keynes nie było mowy, więc trzeba było podjąć inne działania. W tej sytuacji utrzymanie francuskiego producenta w grze okazało się ważniejsze niż interesy niemieckiego koncernu. W tym wypadku transfer dokonał się poprzez zacieśnienie współpracy w zakresie operacji drogowych.

Te same powody mogą stać za wyciągniętą ręką do Hondy. Sytuacja z McLarenem jest napięta i istnieje obawa, że japoński producent może zawiesić całą operację w przypadku braku przyzwoitych wyników w kolejnych latach. Nowa era silnikowa już na horyzoncie, a Mercedes robiąc ukłon w stronę rywali oraz FIA może oczekiwać przychylnego spojrzenia ze strony federacji w kolejnych latach. To są ruchy polityczne, które dzieją się głęboko pod warstwą regulaminów sportowych oraz technicznych.

Jest jeszcze jeden ważny wątek, którego nie można pominąć patrząc na całą sytuację. Nieoficjalnie mówi się, że FIA wykonała podobny gest w kierunku Mercedesa, kiedy ten zdecydował się na pełne zaangażowanie w operację wyścigową. W 2015 roku ta plotka została potwierdzona przez samego Ecclestone’a:

„Wiedzieli nieco więcej o jednostkach, bo ludzie Mercedesa blisko współpracowali z FIA na etapie definiowana koncepcji nowego silnika. To właśnie dlatego zaczęli tak mocno i teraz zwiększyli swoją przewagę. Teraz ktoś powinien im to odebrać.”

Wiedzieli wcześniej i wiedzieli więcej. To pozwoliło armii inżynierów opracować jednostkę, która dziś jest uznawana za dzieło sztuki i nadal pozostaje punktem odniesienia dla pozostałych producentów. Trąci Lemem, ale to wydarzyło się naprawdę.

W obecnym kształcie przepisów duże różnice w możliwościach jednostek napędowych to kłopot zarówno dla FIA, jak i samego Mercedesa. Proces wyrównywania szans obejmuje sezony 2017 oraz 2018. Zakłada on oszacowanie różnic (FIA planuje to zrobić w Barcelonie) oraz podjęcie konkretnych działań na polu technologicznym poprzez zastosowanie kolejnych ograniczeń w jednostkach dominującego producenta. Przy obecnym stanie rzeczy federacja musiałaby aż trójce zalecić „cięcia”, a równie dobrze zbliżony efekt można osiągnąć pomagając Hondzie. Jeżeli japoński producent skorzysta z otrzymanej wiedzy, to dalsze działania ze strony FIA nie będą konieczne. Różnice między jednostkami zatrą się na pozór w naturalny sposób.

Ograniczeń ze strony federacji mogą się obawiać również sami producenci. Nie widzą oni do końca jak ich jednostki zachowają się przy ograniczonym przepływie powietrza, czy po ustandaryzowaniu (zwiększeniu) wagi pewnych elementów. Pomoc Hondzie w kontekście tego, co napisałem powyżej nie brzmi źle, a jak się tak dobrze wczytać, to wydaje się nawet całkiem rozsądnym rozwiązaniem.

Na koniec słowo do tych, którzy uważają takie działania za niezgodne z duchem rywalizacji. W idealnym świecie powinno być tak, że ten, kto wykonał lepszą pracę powinien zostać za to wynagrodzony. Problem w tym, że w każdym momencie czasu linia startu jest inna dla każdej z rywalizujących stron. Aby rywalizacja miała jakikolwiek sens potrzebne są kompromisy, tworzenie małych rys na tej idealnej powierzchni, a gdy ich przybywa, to obraz już nie jest tak doskonały. Najlepiej byłoby zacząć od początku, od wymiany wspomnianej powierzchni, ale jedyne, co można zrobić, tą ją lekko wypolerować. Taką rolę spełniają właśnie cykliczne zmiany zasad rywalizacji, ale jak tak się mocniej przyjrzeć, to te głębsze rysy nadal będą widoczne.

Nie spodziewajcie się żadnego oficjalnego potwierdzenia tej historii. Może za kilkanaście lat przeczytamy o tym w książce napisanej przez jedną z zaangażowanych osób. Na ten moment cisza i Wy też nie mówicie o tym nikomu…