Eleven Sports i niewykorzystany potencjał

Kilka dni temu zadeklarowałem na Twitterze, że odniosę się do wpisu Karola, który został zatytułowany „Eleven Sports nie wykorzystuje potencjału F1″. Niestety muszę się z nim zgodzić, choć moje argumenty będą nieco obok kwestii technicznych poruszonych we wpisie.

Dodatkowa ścieżka z anglojęzycznym komentarzem oraz strumienie uzupełniające transmisję to bardzo ciekawe rozwiązania i jeśli nie niosą za sobą dużych kosztów obsługi, warto w nie wejść, nawet poprzez udostępnienie na platformie internetowej. Warto jednak zwrócić uwagę, że to pozycje, które zainteresują raczej wąskie grono odbiorców. 95% kibiców nie jest zainteresowana śledzeniem zawodów na pięciu monitorach równolegle oraz chce usłyszeć słyszeć polski głos z telewizora. Pozostałe 5% dotrze do interesujących je materiałów, nawet jeśli będą one dostępne na zagranicznych platformach.

Czego brakuje, to społeczności zbudowanej wokół dyscypliny oraz samego kanału. Na chwilę obecną kontakt sympatyków serii z Eleven praktycznie ogranicza się do weekendu wyścigowego, natomiast poza nim muszą oni szukać informacji w innych źródłach, takich jak blog prowadzony przez Karola, czy moja strona. Ewentualna dyskusja rozbija się na wiele mniejszych wątków, które nawet mimo naszych wysiłków rzadko spotykają się razem.

O ile bogatsze byłyby nasze wpisy, gdybyśmy mieli możliwość rozszerzyć je o fragmenty wyścigów, manewry wyprzedzania czy komunikację radiową. Tutaj otwierają się ogromne możliwości, które telewizja posiada.

Kontakt z widzem to nie tylko serwis internetowy, ale również media społecznościowe. Na tym polu również Eleven nie jest zbyt aktywna. Telewizja fajnie łapie kontakt z kibicami piłkarskimi, ale nie okazuje takiego samego zainteresowania fanom ścigania. Wystarczy zestawić ze sobą tagi #ElevenF1 oraz #LaZabawa. Drugi z wymienionych jest poświęcony lidze hiszpańskiej. Głównym powodem takiej sytuacji jest prawdopodobnie skład redakcji, w której większość osób ma piłkę we krwi.

Gdyby udało się uzupełnić materiały na stronie internetowej oraz kontakt z widzem poprzez media społecznościowe cyklicznym magazynem telewizyjnym, to mielibyśmy przepis na sukces. Telewizja Polsat popularność magazynu Cafe Futbol przeniosła na inne dyscypliny promowane przez stację. Boks, siatkówka – te sporty zyskały w Polsce na popularności, bo stacja potrafiła zbudować wokół nich otoczkę i dać kibicom poczucie, że są ważni.

Pisząc to mam świadomość, że łatwiej jest zaprosić do studia polskiego siatkarza niż umówić krótki wywiad na torze z Hamiltonem czy Vettelem. Tutaj, na wzór zagranicznych stacji, zawsze można posiłkować się materiałami udostępnianymi przez same zespoły. Myślę, że każdy kibic chętnie usiadłby raz w tygodniu przed telewizorem lub zaglądnął na stronę internetową, aby złapać porcję ciekawych informacji. Monitorowanie wiadomości ze świata pomogłoby również komentatorom przygotować się do weekendu wyścigowego.

Oczywiście zaraz ktoś napisze w komentarzach, że Eleven to nie Sky. Dysproporcja jest ogromna, ale wytłumaczenie wielu zagadnień nie wymaga kosztownego „Skypada” i można to zrobić mając do dyspozycji kredę i tablicę. Z ogromną zazdrością spoglądam na poczynania hiszpańskiej telewizji Moviestar, która przy pomocy prostych narzędzi dotyka wielu ciekawy tematów, które mogłyby zainteresować szerokie grono sympatyków serii.

Sam magazyn generuje ogromną ilość komentarzy i powoduje, że społeczność ciągle żyje i mocno skupia się wokół stacji. Wątek technologiczny, który jest ogromnym kawałkiem tego sportu w Polsce praktycznie nie istniej. Silniki, materiały, bezpieczeństwo – w tych wszystkich obszarach seria ociera się o technologie rodem z NASA i warto je pokazywać szerszej publiczności.

W mojej ocenie Eleven ma wszystko, aby przynajmniej spróbować mocniej zaangażować się w promowanie dyscypliny w Polsce. Wywiad z Wolffem był doskonałym przykładem jak ciekawy materiał, może wyjść poza ramy telewizji. Konkurencji w kraju praktycznie nie ma (kwestie prawne) i darmo szukać wzmianek na temat wyścigów w programach informacyjnych czy sportowych innych stacji. Jeśli gdzieś jest niewykorzystany potencjał to właśnie tutaj.

Nie da się go jednak wykorzystać mając w redakcji tylko jednego pasjonata ścigania jakim jest (bardzo zapracowany) Mikołaj Sokół. Dwie lub trzy dodatkowe osoby, dysponujące pasją, zapałem oraz zbliżonym poziomem wiedzy mogłyby zrobić ogromną różnicę. Nie ma tutaj absolutnie żadnego ryzyka, może być tylko lepiej, a jeśli mimo wszystko nie będzie, to powrót do starych praktyk zawsze jest możliwy.

Kilkukrotnie, zarówno za czasów Polsatu, jak i teraz oferowałem swoją pomoc stacjom nie stawiając żadnych warunków i nadal podtrzymuję swoją propozycję, tym razem publikując ją w przestrzeni publicznej. Myślę, że również Karol, którego wpis skłonił mnie do sięgnięcia za klawiaturę, oraz kilka innych osób chętnie, nawet dla zdobycia doświadczenia, podjęłoby się próby stworzenia czegoś nowego.