Roczny kontrakt Massy z Williamsem może być dla kierowcy umową życia

Pół roku temu, kiedy okazało się, że Lance Stroll ma już w ręku kontrakt z zespołem Williams, Felipe Massa musiał podjąć jedną z najtrudniejszych decyzji w swoim życiu. Mając na uwadze ilość i jakość dostępnych foteli Brazylijczyk postanowił zakończyć ten rozdział swojej sportowej kariery. Bez wparcia finansowego byłoby mu trudno rywalizować nawet o miejsce w zespole z końca stawki.

Po wyścigu na Interlagos Massa żałował, że nie udało mu się ukończyć rywalizacji, a jego marsz przez aleje serwisową już stał się jednym z najpiękniejszych obrazków tego sportu. Życie jest jednak bardzo przewrotne i gdy brazylijski kierowca pakował walizki na zasłużone wakacje, otworzyła się przed nim szansa przedłużenia swojej przygody ze ściganiem na najwyższym poziomie. Czy jeszcze dwa tygodnie temu ktokolwiek uwierzyłby, że obsadzenie fotela w mistrzowskim bolidzie będzie zależało od emeryta, którego już nikt nie brał pod uwagę?

W mojej ocenie pytanie nie brzmi „czy”, ale „za ile”? Decyzja Massy o odejściu nie była podyktowana wewnętrznym głosem, ale okolicznościami i sytuacją na rynku kierowców. Patrząc z tej perspektywy brazylijski kierowca nie powinien mieć żadnego problemu z ponownym wciśnięciem się w kombinezon wyścigowy. Ilość wylanych łez, zjedzonych kawałków tortu czy wypitego szampana nie będzie miała żadnego wpływu na jego decyzję. Brazylijczyk otwarcie mówił, że po rozstaniu z serią nadal będzie próbował się ścigać w innych kategoriach.

A więc za ile? Paradoksalnie roczny kontrakt z Williamsem może być dla Felipe najlepszą umową, jaką kiedykolwiek podpisał. Mercedes jest zdesperowany i mówi się, że jest w stanie zaoferować roczny „zapas” jednostek napędowych za symbolicznego dolara. To dla niemieckiego koncernu będzie wydatek zbliżony do rocznego wynagrodzenia Rosberga, więc nie będzie wymagał wprowadzania dużych zmian w budżecie operacji wyścigowej. Massa mając tą wiedzę, również może negocjować wysoko. Brazylijczyk znalazł się w sytuacji, w której już nic nie musi, a jedynie może.

Alternatywą dla takiego rozwiązania jest zatrudnienie Buttona, ale tu przeszkodą mogą być sprawy natury prawnej. Brytyjczyk nadal jest kierowcą oraz ambasadorem McLarena. To niesie ze sobą dodatkowe zagrożenia, a ewentualna zgoda na zmianę barw będzie wiązała się z wdrożeniem się Buttona w wewnętrzne procedury Williamsa, co wymaga czasu. Jest jeszcze Paul di Resta, który co prawda zna zespół, ale miał dość spory rozbrat z bolidem. W przypadku Massy nie trzeba będzie nawet zmieniać etykiet na szafkach w szatni.