Czy odejście Allisona może być pozytywnym impulsem dla Ferrari?

Ferrari po rozstaniu z Jamesem Alisonem znalazło się w bardzo trudnym położeniu. Nie chodzi jedynie o wiedzę oraz doświadczenie brytyjskiego inżyniera, ale również o moment, w którym to się wydarzyło. Dobrze przepracowany okres przygotowań do sezonu 2017, z uwagi na zmianę przepisów technicznych, automatycznie przełoży się na kilka następnych lat.

Czy jest możliwe, że ten trudny okres może paradoksalnie być impulsem, którego zespół potrzebował? Allison spędził sporo czasy z włoskim zespołem i z pewnością wskazał pewien kierunek, wnosząc nieco świeżości. To wszystko zostaje w Maranello, a pracujący tam inżynierowie mogą z tego czerpać i rozwijać przygotowane projekty.

Wobec sytuacji na rynku inżynierów trudno spodziewać się kolejnego „zbawiciela”, który pojawi się pod dachem fabryki w Maranello, wskaże kierunek i weźmie odpowiedzialność za nowe projekty. Włoscy inżynierowie, którzy do tej pory przyglądali się temu z boku, muszą wejść w całkiem nowe role i widząc w tym szansę, mogą dać z siebie zdecydowanie więcej niż do tej pory. Zaczną pracować na własny rachunek i własne nazwisko, co może okazać się niezwykle skuteczną motywacją. Każdy, kto pracował w grupie, niezależnie czy był to projekt studencki, czy praca zawodowa, dokładnie wie, jaką różnicę może zrobić motywacja. Od nich zależy teraz przyszłość Ferrari. To duża odpowiedzialność, ale też szansa.

Jeśli Mattia Binotto jest tak dobrym menadżerem, jak się o nim mówi, to będzie dokładnie wiedział, co zrobić, aby wyciągnąć najlepszych ludzi z zakamarków fabryki i pozwolić im pracować. W zasadzie ten proces już się rozpoczął, bo Binotto już dzień po objęciu nowej funkcji, zebrał szefów wszystkich departamentów i odbył z nimi długą rozmowę.

O potrzebie takiego spokojnego i wspólnego działania mówił Jock Clear podczas piątkowej konferencji z udziałem przedstawicieli zespołów.

„Utrata osoby takiego kalibru jak James Allison, z pewnością nie przejdzie niezauważona. Zespół będzie musiał pracować ciężko, wspierać się, aby pokryć wszystkie braki.”

„W tym aspekcie Mattia będzie potrzebował wsparcia wszystkich, musimy się zebrać razem. Myślę, że nie ma zamiaru natychmiast wchodzić z sugestiami, stawiać się w roli, którą James wypełniał, który miał zdecydowanie inne przygotowanie. Faktem jest, że musimy iść do przodu i musimy zrobić tak dużo, jak to jest w tej sytuacji możliwe.”

„Wiem, że każdy jest gotowy, aby zebrać się razem i pokryć wszystkie obszary w których James był bardzo mocny i będzie go brakowało, ale to wyzwanie dla nas.”

Ogromną rolę w tym procesie ma do odegrania Sergio Marchionne, wyraźnie zniecierpliwiony brakiem wyników. Zniecierpliwienie jest tym bardziej zrozumiałe, że Ferrari w 2015 roku na operację wyścigową wydało prawie 400 milionów dolarów, a w ciągu ostatnich czterech lat prawie miliard. Te kwoty działają na wyobraźnię, ale ich już nie da się odzyskać, można jedynie pomyśleć o lepszym wykorzystaniu środków w przyszłości. Marchionne powinien przyznać, że jego oczekiwania względem zespoły były zbyt wygórowane. To fakt, o którym może świadczyć odejście Allisona. Szkielet pionu technicznego musi mieć czas, aby dojrzeć, tak jak to miało miejsce w Mercedesie w ostatnich latach.

Red Bull, z punktu widzenia dyspozycji na torze, jest w podobnym punkcie, ale chyba nigdy nie słyszeliśmy z ust Dietricha Mateschitza, że dla zespołu ten czy kolejny wyścig jest ostatnią szansą, a pozycje Marko, Hornera, czy Newaya są zagrożone. Stawiane przez pracownikami zespołu cele są realne i możliwe do osiągnięcia. To jest różnica, która może mieć i ma ogromne przełożenie na sytuację wewnętrzną zespołu.