Co wiemy w 24 godziny po odejściu Allisona z Ferrari?

Minęło nieco ponad 24 godziny od momentu, kiedy zespół Ferrari oficjalnie ogłosił zakończenie współpracy z Jamesem Allisonem. Nowe informacje, publikowane zarówno przez włoską, jak i niemiecką prasę, sugerują, że osobista tragedia brytyjskiego inżyniera nie była jedynym powodem rozstania.

La Gazzetta sugeruje, że nieprzyjemnie zrobiło się w momencie, gdy okazało się, że słabe osiągi tegorocznego bolidu wynikają z konstrukcji nadwozia oraz braków w aerodynamice. Sergio Marchionne chciał, aby tymi problemami zajęły się specjalnie wyznaczone do tego zespoły. Allison miał stwierdzić, że nie ma potrzeby wprowadzania zmian w strukturze pracy. Później było już tylko gorzej.

Dlaczego Mattia Binotto? 47-letni inżynier całą swoją karierę zawodową spędził w Maranello, zaczynając pracę w dziale silników tuż po studiach w 1995 roku. Pierwszym z powodów, dla których Binotto został wskazany, jako następca Allisona jest fakt, że włoski zespół w ciągu dwóch ostatnich lat zrobił spore postępy w obszarze jednostki napędowej, a to właśnie Binotto nadzorował te prace. Marchionne oczekuje podobnych rezultatów, ale w szerszej skali – skali całego zespołu.

Druga sprawa, to przeszłość Binotto i dobra znajomość włoskiej kultury pracy. Człowiek, który zawodowo wychował się w Maranello z pewnością nie będzie próbował kwestionować zdania szefa, a na pewno nie będzie wprowadzał nowych metod pracy czy zarządzania, funkcjonujących w innych zespołach. Można powiedzieć, że Ferrari będzie jeszcze bardziej włoskie i tu należy się zastanowić, czy będzie to wadą czy zaletą.

Leo Turrini życzy Binotto, aby moc była z nim, sugerując, aby dobrał sobie odpowiednich konsultantów lub zatrudnił kogoś nowego. W podobnym tonie pisze na łamach La Gazzetta dello Sport Pino Allevi przekonując, że Binotto nie ma kompetencji zbliżonych do Allisona, więc będzie potrzebował obsadzić odpowiednich ludzi w poszczególnych sektorach, a sam będzie pełnił rolę menadżera. Pojawia się również wskazówka, że zamiast sięgać do duże nazwiska, warto zastanowić się nad przejęciem inżynierów z tzw. „trzeciej linii”, czyli specjalistów w swoich dziedzinach, którzy jeszcze nie wypracowali sobie prestiżowych pozycji.

Niepokojące dla kibiców włoskiego zespołu mogą być doniesienia Corriere dello Sport, które mówią, że w krok za Allisonem pójdzie Dirk De Beer, ważna postać departamentu aerodynamicznego. De Beer, podobnie jak Allison, opuścił Lotusa i dołączył do Ferrari w 2013. Jeśli te informacje się potwierdzą, to w Maranello powstanie kolejna dziura pilnie potrzebująca załatania.

Na koniec słowo na temat możliwego powrotu Brawna. W padoku panuje przekonanie, że to Brawn dwukrotnie już odrzucił ofertę Ferrari, ale Mark Hughes sugeruje, że było nieco inaczej. Brawn jest gotów wrócić, ale jedynie pod warunkiem gwarancji pełnej niezależności oraz samodzielności w działaniu. Jest to element, o który mocno walczył również Allison, ale jak widać poległ w swoich staraniach. Dla Montezemolo, jak i Marchionne był to scenariusz nie do zaakceptowania.