Czołówka przed wielkim finałem

Skrajnie różne reakcje na podium w Indiach (fot. Red Bull Racing)

Przed nami trzy ostatnie wyścigi sezonu. W pierwszej wersji użyłem słowa „decydujące”, ale mam wrażenie, że te wyścigi są już za nami. Red Bull osiągnął poziom, który pozwala na prawie całkowite kontrolowanie tego, co dzieje się na torze. Ferrari walczy nie tylko z trudną do okiełznania technologią, ale zaczynają się pojawiać wewnętrzne tarcia. Kierowcy McLarena wydają się jeździć już jedynie dla przyjemności, a cała reszta jest już myślami na zasłużonych wakacjach.

Red Bull

Vettel odniósł swoje czwarte z rzędu zwycięstwo, wygrywając wszystkie sesje treningowe, kwalifikacje oraz prowadząc w wyścigu od startu do mety. Trudno o bardziej dobitny dowód dominacji. Choć wyścig pokazał, że przewaga nad Ferrari nie jest tak ogromna, jak wyglądało to w kwalifikacjach, to w zupełności wystarcza, aby nie spoglądać nerwowo we wsteczne lusterka.

Fernando Alonso zasugerował w Indiach, że nie walczy z Sebastianem Vettelem, ale z Adrianem Newayem. Choć wypowiedzi nie można traktować jednoznacznie, o czym przekonacie się nieco później, to jednak jest w tym zdaniu wiele prawdy na temat dokonań projektanta zespołu Red Bull.

Na początku sezonu dużo mówiło się na temat zmiany przepisów, która najbardziej miała uderzyć w ekipę z Milton Keynes. Jeśli popatrzymy na wyniki z pierwszej części sezonu, to tak właśnie było. Samochód nie był najszybszy, ale zmieniał się z wyścigu na wyścig. Zbudowany wokół dmuchanego dyfuzora bolid nie mógł być mocny, bez swojego największego atutu. Ponowne uzyskanie tego efektu, mimo tak znacznych zmian regulaminowych było niezwykle trudne, ale jak widać nie niemożliwe. Przełom dokonał się w Singapurze, a od tamtej pory RB8 nabrał jeszcze tempa.

Ekspert BBC, Gary Anderson jest przekonany, że Red Bull ponownie wdrożył dwie technologie, które teoretycznie są zakazane. Neway w ramach obecnych przepisów stworzył namiastkę podwójnego i dmuchanego dyfuzora. Obie technologie nie pracują tak wydajnie, jak rozwiązania z poprzednich lat, ale połączone ze sobą dają niezwykły efekt. Kluczem do sukcesu okazały się kanały pod bocznymi wlotami powietrza, które pozwalają odizolować od siebie strugę zimnego powietrza podróżującego po podłodze bolidu, od gorących gazów wylotowych. Dzięki temu wzdłuż tylnych kół tworzy się wirtualny kanał, którym spaliny trafiają w okolice krawędzi dyfuzora (efekt dmuchanego dyfuzora). Zimne powietrze z kanałów pod bocznymi wlotami powietrza kierowane jest przed tzw. otwór startowy nad dyfuzor, co z kolei wywołuje mocne i jak najbardziej słuszne skojarzenie z podwójnym dyfuzorem.

Zobacz film prezentujący ewolucję bolidu RB8…

Kończąc temat Red Bulla muszę wspomnieć o występie Marka Webbera, który został storpedowany przez awarię systemu KERS. W normalnej rywalizacji Australijczyk miałby spore szanse, aby obronić się przed Alonso. Radości raczej nie było, a opuszczenie oficjalnej konferencji prasowej przed jej zakończeniem, jest tego najlepszym dowodem. Webber sprawia wrażenie wyraźnie sfrustrowanego, a powodem tego może być presja ze strony zespołu i propozycja zostania tym pomagającym. Co do pomocy, to wypada dodać, że Webber bezpośrednio po wyścigu zniszczył przednie skrzydło, pchając bolid Sebastiana Vettela przez całą aleję serwisową. Niemiec musiał zgasić silnik ze względu na małą ilość paliwa w baku.

Ferrari

O ile kwalifikacje nie poszły po myśli kierowców włoskiego zespołu, o tyle niedziela wyglądał już znacznie lepiej. Alonso co prawda stracił kolejne punkty w klasyfikacji, ale ograniczył te straty do absolutnego minimum, przyjeżdżając na metę za Sebastianem Vettelem. Więcej zwyczajnie nie dało się zrobić, bo różnica w klasie bolidów jest zbyt duża.

Brak poprawek był w ostatnim czasie głównym elementem, na który Fernando Alonso zwracał uwagę. Na początku były to jedynie delikatne sugestie, ale tydzień wyścigowy przed GP Indii rozpoczął się od mocnego akcentu. Oliwy do ognia dodał Pat Fry, który po sobotnich kwalifikacjach w pewnym sensie zrzucił odpowiedzialność za słaby wynik również na kierowców, mówiąc, że nie wszystko zostało zrobione perfekcyjnie. Ja podaje La Stampa, Hiszpan po przeczytaniu tych słów miał wpaść w prawdziwą furię, tym bardziej, że chwilę wcześniej FIA odrzuciła protest Ferrari, w sprawie wyjazdu Sebastiana Vettela poza tor, w czasie wykonywania okrążenia kwalifikacyjnego.

Nastroje we włoskim zespole nie są najlepsze, co jeszcze bardziej oddala Alonso od możliwości nawiązania walki o tytuł. Frustracja i złość Hiszpana są jednak w dużej mierze uzasadnione. Bezpośredni rywal regularnie otrzymuje poprawki, które pozwalają mu swobodnie odjeżdżać, a Ferrari wprowadziło pierwsze działające usprawnienia po pięciu miesiącach prób i poszukiwań. Choć jak zdradził Felipe Massa w rozmowie z brazylijskim Totalrace pełnym pakietem poprawek dysponował jedynie Hiszpan. W jego bolidzie miała się znaleźć jedynie połowa nowego pakietu.

McLaren

Ekipa z Woking, mimo wielokrotnych deklaracji walki do końca, wygląda jak materac, z którego uszło powietrze. Pchany siłą rozpędu zespół nadal jest w stanie być w czołówce, ale głównie dlatego, że zespoły będące bezpośrednio za nimi nie są już kompletnie zainteresowane rywalizacją, głównie tą technologiczną. Widać zmęczenie sezonem i pewne zaniepokojenie tym, co czeka zespół oraz kierowców w przyszłym sezonie.

Na pochwałę zasłużyli sobie krytykowani przez cały sezon mechanicy wyścigowi brytyjskiego zespołu. Zmiana czterech kół oraz uszkodzonej kierownicy w bolidzie Lewisa Hamiltona zajęła im jedynie 3.6 sekundy. Brawo!

Lotus

Jedynym jasnym punktem zespołu Lotus jest Kimi Riakkonen. Fin podobnie jak Alonso, zdaje się wykorzystywać bolid do absolutnego maksimum, a może nawet nieco więcej. Swoją postawą udowadnia, że w zdominowanym technologią sporcie kierowca może zrobić różnicę. Grosjean, przez swoje kłopoty na starcie, zgubił błysk, którym zachwycił wszystkich na początku sezonu.

Lotus zaliczył solidny start, ale im bliżej końca sezonu tym gorzej. Ponownie zabrakło rozwoju w trakcie sezonu i pojawia się coraz więcej sygnałów, że ma to związek z finansami zespołu. Obecnie cały ciężar zarządzania zespołem spoczął na spółce Genii. Obecność kilku całkiem sporych sponsorów to jednak za mało, by móc stanąć do wyrównanej walki z czołówką. Ostatnie informacje o sprzedaży zespołu należy raczej włożyć między bajki, ale nie zmienia to faktu, że Lotus, aby liczyć się w stawce musi zbudować solidne podstawy finansowe.

Moment ogłoszenia przedłużenia współpracy z Raikkonenem na pewno nie jest dziełem przypadku. Decyzja miała przykryć informacje opublikowane przez niemiecki Auto Motor und Sport sugerujące problemy z płatnościami nie tylko względem dostawców i podwykonawców, ale również i kierowców. Pojawiły się również sugestie, że Raikkonen rozglądał się za nowym pracodawcą.

Choć zespół jest własnością Genii, to należy pamiętać, że Group Lotus, kontrolowana przez Protona, pożyczyła na starcie obecnego sezonu zespołowi Lotusa 30 milionów euro. Kwota ma zostać w całości zwrócona w ciągu trzech lat. Jeśli tak się nie stanie Group Lotus odzyska część udziałów i kontrolę nad zespołem. Przedstawiciele zespołu przyznali, że w Indiach toczyły się rozmowy z potencjalnymi partnerami i Proton był jednym z nich. Dlaczego o tym wspominam? Dziś pojawiła się potwierdzona informacja o nawiązaniu współpracy pomiędzy Protonem i koncernem Honda. Choć na chwilę obecną nie ma bezpośrednich przesłanek, aby sądzić, że Honda może w jakikolwiek sposób być w najbliższej przyszłości związana z zespołem wyścigowym Lotusa, to jednak warto śledzić ten wątek.