Godzina policyjna

Podczas tego weekendu wyścigowego bardzo czesto można było usłyszeć w padoku słówko „curfew”, które oznacza nic innego jak godzinę policyjną. Przepis dotyczący godziny policyjnej został zaproponowany przez FOTA w połowie poprzedniego sezonu. FIA przychyliła się do prośby zespołów, co znalazło odzwierciedlenie w obowiązującym od tego roku regulaminie sportowym.

Wprowadzenie godziny policyjnej po części wynikało z wcześniejszych regulacji, dotyczących ograniczenia ilości osób należących do zespołu operacyjnego. Do 47 zmniejszyła się liczba osób, mogących brać udział w pracach przy bolidach, ale zakres obowiązków pozostała bez zmian. Początek sezonu 2010 pokazał, że personel czołowych zespołów, w czasie weekendu wyścigowego, w zasadzie nie wychodził z garażu. Zawsze było jeszcze coś do zrobienia. Często po wyścigach padały określenia, że mechanicy w ciągu nocy dokonali cudów.

Nocki w garażu to już przeszłość (fot. World © Moy/Sutton)

Zespoły zrzeszone w FOTA postanowiły skończyć z nockami w garażu i od tego sezonu wprowadzono pewne ograniczenia dotyczące czasu pracy „małej fabryki”. Personel zajmujący się samochodem musi opuścić garaż na dziesięć godzin przed rozpoczęciem sesji odbywającej się w kolejnym dniu. Powrót na tor jest możliwy najwcześniej po sześciu godzinach przerwy. Czyli jeśli trzeci trening rozpoczyna się w sobotę o dziesiątej rano, to mechanicy muszą opuścić tor w piątek przed północą i mogą wrócić na cztery godziny przed sesją. Regulamin dopuszcza cztery naruszania zasad w ciągu sezonu bez żadnych konsekwencji. Każde kolejne przekroczenie tego limitu spotka się z karą finansową ze strony FIA.

W Singapurze cztery ekipy naruszyły zapisy regulaminu sportowego, a wszystko za sprawą nietypowych godzin w jakich odbywają się zawody. W trzech przypadkach (Red Bull, Mercedes i Virgin) naruszenia dokonali pracownicy zajmujący się marketingiem i niezwiązani bezpośrednio z zespołem operacyjnym. W przypadku Toro Rosso nad złamaniem regulaminu „popracował” sam szef zespołu Franz Tost, który przyznał, że z powodu całego zamieszania z czasem pojawił się na torze pół godziny za wcześnie.

Mimo protestów ze strony zespołów i sugestii, że osoby odpowiedzialne za marketing nie wchodzą w skład zespołu operacyjnego, FIA postanowiła odebrać każdemu z zespołów po jednej „dzikiej karcie”. Dopiero kolejne odwołania odniosły skutek. Najpierw Red Bull dowiódł, że osoba, która pojawiła się na torze o pół godziny za wcześnie reprezentowała interesy partnera zespołu, firmy Infinity i w żaden sposób nie była związania z personelem technicznym. Dzień później również Mercedes i Virgin przekonał przedstawicieli FIA do swoich racji. W obu sprawach poszło o dziewczyny zajmujące się promocją. W przypadku Toro Rosso decyzja została utrzymana.

Mimo wyjątków, o których napisałem powyżej FIA stoi na stanowisku, że osoby zajmujące się marketingiem również mogą złamać regulamin dotyczący godziny policyjnej. Charlie Whiting poproszony o wyjaśnienie odpowiedział, że w dzisiejszych czasach nawet miła pani od reklamy może zakasać rękawy i wykonać pewne operacje przy samochodzie, zgodnie z instrukcjami przekazywanymi telefonicznie przez inżynierów.

Zespoły tak mocno walczyły o „dżokery”, bo przy okazji wyszło na jaw, że już wcześniej zdarzały im się takie naruszenia. Red Bull w tym sezonie, już dwukrotnie zostawił swoich mechaników po godzinach. Kiedy wszystko idzie dobrze, nie ma o czym gadać, ale czasami każda dodatkowa godzina jest na wagę mistrzostwa.

Ross Brawn zapowiedział, że przepis, który jak do tej pory bardzo dobrze spełnił swoje zadanie potrzebuje doprecyzowania. Prawdopodobnie FOTA na najbliższych spotkaniach grupy roboczej zajmie się tym tematem i już od przyszłego sezonu możemy się spodziewać dodatkowych zapisów w regulaminie sportowym.

Sam nieco krytycznie spoglądam na wyczyny FIA szczególnie mając w pamięci ich wcześniejsze wyskoki. Zespołu udostępniają federacji bardzo szczegółowe informacje na temat swojego personelu. Dodatkowo wszyscy pracownicy zespołów wyposażeni są w elektroniczne karty, które umożliwiają im bezproblemowe poruszanie się po obiekcie. Robienie afery z sytuacji, w której ktoś z delegatów FIA widział kogoś w firmowym mundurku nie ma dla mnie najmniejszego sensu, a tak własnie było w przypadku Red Bulla. Nawet ludzie zaproszenie przez zespół, często otrzymują stosowne uniformy na czas pobytu na torze.

A może wcale nie byłoby tak źle, gdyby samochodami w czasie godziny policyjnej mogły zajmować się panie od promocji. Skąpo ubrane, młode dziewczyny umazane smarem…